Niesamowity prezent na Święta sprawili swoim kibicom koszykarze Philadelpii 76ers, którzy wygrali (oczywiście na wyjeździe) z Miami Heat. Prezent na tyle niespodziewany, że to Heat byli zdecydowanymi faworytami. Sixers udało się jednak odrobić 23-punktową stratę z pierwszej połowy (!), chociaż grali zaledwie w ósemkę (!!). Z drugiej strony Sixers wydają się znać sposób na Heat, bo wygrali z nimi mecze otwarcia i zamknięcia w poprzednim sezonie (i właśnie na koniec tamtego sezonu po raz ostatni udalo im się wygrac dwa razy z rzędu).

Na początku trzeciej kwarty Sixers przegrywali 46-69, ale resztę meczu wygrali 45-18, pozwalając rywalom trafić zaledwie 4 z 19 rzutów. Sam tylko Wade trafił 2 z 10 rzutów. W ostatniej kwarcie Sixers zanotowali aż 9 przechwytów i ogólnie cała ich obrona zasługuje na pochwałę.

Rewelacyjnie spisał się Michael Carter-Williams (20 punktów, 5 asyst, 6 przechwytów oraz “tylko” 3 straty), wspomagany przez Mbah a Moute (19 punktów, 6 zbiórek, 2 przechwyty), McDanielsa (13 punktów, 2 bloki) i Granta (11 punktów, 7 zbiórek, 3 bloki). Nerlens Noel nie trafił żadnego z 5 rzutów, ale zebrał 10 piłek, zablokował 2 rzuty i jego obecność dała wiele w defensywie. Kolejny mecz w piątek w Portland.