Do składu powrócił Jerami Grant (ograniczony jednak do 20 minut), lecz Sixers i tak nie udało się wygrać – przegrali 67 raz w tym sezonie. Podsumowując cały mecz, ciężko nie ulec wrażeniu, że gdzieś już się go widziało. Wielokrotnie już powielany scenariusz znalazł dziś zastosowanie po raz kolejny. Sixers walczyli w pierwszej kwarcie jak równy z równym (25-25), w drugiej dali sobie uciec (34-25) i zebrali aż 10 mniej piłek. W trzeciej kwarcie Filadelfijczycy mieli problemy z przejściem jednej z lepszej defensyw w lidze i zdobyli zaledwie 16 punktów, tracąc do rywali 15 oczek po Q3. W ostatniej części Sixers zebrali się na niezłą grę i zmniejszyli straty do stanu 83-87 na 5 minut przed końcem, wtedy jednak Hornets odpowiedzieli 10 punktami z rzędu (w tym dwie kluczowe trójki rzucił Kemba Walker), zamykając spotkanie.

Po 17 punktów dla Sixers zdobyli powracający Grant i Hollis Thompson. 16 oczek dorzucił Carl Landry. Pierwsze double-double od prawie dwóch lat (ostatni raz 9.04.2014) zaliczył Elton Brand (13 punktów, 11 zbiórek).

Sixers już dziś grają następny mecz z Pacers, rozpoczynając serię czterech (ostatnich) spotkań we własnej hali. Łatwo nie będzie, pomimo że Pacers ostatnio grają przeciętnie – ciągle jednak walczą o playoffy i mecz z Sixers może być dla nich meczem o wszystko.