Charlotte

Sixers mimo gry na wyjeździe zdominowali rywala od pierwszych minut spotkania. Zdominowali zwłaszcza pod koszem, co potwierdza statystyka Embiid – Hornets 16-13 w pierwszej kwarcie. Tak udanej defensywnie ćwiartki Sixers nie mieli jeszcze w tym sezonie, nie dziwi więc wynik 30-13 po dwunastu minutach.

Jak wiadomo, przewagę łatwiej zdobyć, niż utrzymać. Wydawało się, że tak będzie w drugiej kwarcie, kiedy “Szerszenie” doszły rywala na 9 punktów. Wtedy jednak Sixers zneutralizowali ich żądła i po trzeciej w tym meczu trójce Embiida oraz 4-punktowej akcji Greena prowadzili nawet 27 punktami. Po dwóch kwartach 64-42 na tablicy i zaledwie 36% skuteczności zawodników z Charlotte.

Powtórkę z rozrywki mieliśmy w trzeciej kwarcie, kiedy Hornets zaczęli zdecydowanie lepiej trafiać i wolno odrabiali straty, aż te stopniały do 7 punktów. Lepsza końcówka w wykonaniu gości dała im jednak 13-punktowe prowadzenie przed finałowym sprawdzianem.

W czwartej kwarcie obie strony zaczęły grać z gorącą głową, zrobiło się więc wątpliwej jakości widowisko z dużą ilością głupich błędów i nieprzygotowanych rzutów. Po czasie Riversa w połowie kwarty gra wyglądała już lepiej. Sixers chociaż nie grali tak efektywnie i efektownie jak w pierwszej połowie, to nadrabiali obroną i utrzymali około 10 punktowe prowadzenie niemal do samego końca.

Czwarta z rzędu i szesnasta w sezonie wygrana stała się faktem dzięki postawom Joela Embiida (34 punkty, 11 zbiórek), Tobiasa Harrisa (26 punktów, 4 asysty) i Bena Simmonsa (15 punktów, 6 zbiórek, 9 asyst). Martwi jednak ostatnia dyspozycja strzelecka Setha Curry’ego, który przez cały mecz oddał tylko dwa rzuty, oba niecelne.

Kolejne starcie już dzisiaj w nocy przeciwko Portland Trail Blazers.