Brzydki, mało skuteczny i pełen błędów mecz, z drugiej jednak strony na swój sposób wyjątkowy. Wcześniej trener Collins kazał swoim zawodnikom wykorzystywać wszystkie zdobycia piłki, wszystkie błędy przeciwników i okazje do zdobywania punktow, widząc, jak bardzo Sixers do tej pory kaleczyli ofensywę. Jednak jego plan nie powiódł się w pierwszej połowie, gdzie Sixers nie tylko popełnili aż 14 strat, ale co gorsze ani razu nie stanęli na linii rzutów wolnych (!). Tyle tylko, że Hornets także przespali ofensywę w pierwszej połowie (37% skuteczności i 10 strat) i schodzili na przerwę prowadząc tylko 37-36.

Druga połowa to zupełnie inne spotkanie. Tylko jedna strata, pięć oddanych rzutów wolnych (lepsze to, niż nic) i przede wszystkim o wiele lepsze zaangażowanie Sixers w defensywie. W całym meczu nie zdołali oni przekroczyć wprawdzie nawet 80 punktów, ale ograniczyli rywala do 62 punktów, co jest najgorszym wynikiem w 24-letniej historii Hornets! Ich rywale rzucili w drugiej połowie jedynie 25 punktow (przy 26% skuteczności), popełniając przy tym kolejne 14 strat (łącznie 24 w całym meczu).

“Trener Collins nie dał nam żyć podczas przerwy. Próbowaliśmy wywierać presję na wszystko, więcej rozmawiać, przeprowadza rotację. Naprawdę probowaliśmy grać, jak drużyna” – powiedział Jrue Holiday (14 punktów, 12 asyst), dodając: “Myślę, że w pierwszej połowie miałem tyle strat, bo starałem się przeprowadzić konkretną zagrywkę, podać do właściwego kolegi. Ale czasami musisz po prostu dac się ponieść i wszystko przychodzi naturalnie. Tak właśnie robiliśmy w drugiej połowie, gdzie zdobywanie punktów stało się łatwiejsze”.