Bez kontuzjowanych Canaana (prawa stopa), Robinsona (lewe kolano) i Richardsona (odpoczywa po bólach w kolanie) Sixers robili co mogli, ale nie dali rady pokonać Hornets, dla których z kolei pauzowali Jefferson, Kidd-Gilchrist i Zeller. Różnicę zrobiło zejście z parkietu Nerlensa Noela, który po 10 minutach gry przy próbie bloku został uderzony w łuk brwiowy i zalany krwią udał się do szatni. Noel miał problemy z widzeniem i z podbitym okiem nie jest jeszcze pewne, czy zagra w następnym spotkaniu.

Mimo to losy meczu rozstrzygnęły się dopiero w końcówce. Sixers prowadzili 91:90 na 2.27 minuty przed końcem, ale Ish Smith spudłował dwa kolejne rzuty, po czym przestrzelił dwa rzuty wolne na 10.6 sekundy przed syreną, oraz jeszcze finałowy rzut wchodząc pod kosz tuż przed końcem meczu. Łącznie uzbierał 15 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst (najwięcej w zespole w każdej z tych kategorii), ale potrzebował do tego aż 20 rzutów (trafił tylko sześć). “Myślę, że zagraliśmy 47 minut i 30 sekund dobrej koszykówki. To, jak wypadasz w końcówce może cię wynieść na wyższy poziom, bo pokazuje jak potrafisz zakończyć mecz. Ja tego nie potrafiłem zrobić dzisiejszej nocy” – powiedział zawodnik.

Cobington rzucił także 15 punktów, dodając 6 zbiórek. Wszechstronnie wypadł Jerami Grant, który uzbierał 10 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty, 2 przechwyty oraz aż 6 bloków.

Następny mecz już dzisiaj, przeciwko najgorszej drużynie w lidze – New York Knicks.