Philadelphia 76ers pozostała jedyną drużyną w NBA bez zwycięstwa w tym sezonie. To najgorszy start od pamiętnego sezonu 1972/73, który Sixers rozpoczęli od 15 porażek z rzędu, by ostatecznie wygrać zaledwie 9 z 82 spotkań.

Przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek typowałem, że Sixers nie wygrają żadnego spotkania, dopóki Tony Wroten będzie rozgrywającym. Niestety tak właśnie się stało. Następny mecz w czwartek i już teraz wiemy, że będzie to debiut Michaela Cartera-Williamsa, który jest gotowy do gry po rehabilitacji. Wróci też Nerlens Noel, który opuścił dwa spotkania z powodu skręconej kostki. Z pozyskanym właśnie Drew Gordonem filadelfijczycy będą mieli w rotacji 12 zdrowych zawodników. Czy to znaczy, że Sixers po raz pierwszy zaznają smaku zwycięstwa? Raczej nie, ponieważ przeciwnikiem będą nieźli w tych rozgrywkach Dallas Mavericks, na dodatek grający u siebie. Kolejne dwa spotkania także ciężkie: na wyjazdach przeciwko Houston Rockets i San Antonio Spurs. Carter-Williams potrzebuje z kolei czasu, by dojść do pełnej formy.

Gdybym obstawiał mecze u bukmacherów, postawiłbym na 11 mecz Sixers w tym sezonie. 19 listopada Sixers grają u siebie z Boston Celtics, którzy nie są aż tak wymagająym rywalem. Jednocześnie będzie to pierwsza wizyta Evana Turnera w tym sezonie w Philadelphii. Jeśli Sixers nie wygrają z Mavs, Rockers i Spurs, podejmą Celtics z 10 porażkami na koncie i moim zdaniem passa ich porażek wreszcie się zakończy.