Drużyna Sixers 2016 rok rozpoczęła w Los Angeles, meczem z Lakers w hali Staples Center. Niestety, pomimo braku w składzie gospodarzy Koby’ego Bryanta i obecności w wyjściowej piątce Lakers dwóch debiutantów, Sixers nie udało się wygrać a największą bolączką była skuteczność z gry, która na koniec meczu ustabilizowała się na poziomie zaledwie 36,9%. Po doznanej w poprzednim meczu kontuzji oka nie zagrał dziś Hollis Thompson a cały mecz na ławce przesiedzieli Carl Landry i Kendall Marshall.

Już od pierwszych minut było widać, że Sixers nie zagrają tak dobrze jak dwa dni temu w Sactown. Dwie minuty gry przyniosły aż 3 straty a pierwszy kosz goście zdobyli dopiero po ponad trzech minutach gry. Po niemrawym początku przyszła jednak seria 9-0 i trzypunktowe prowadzenie. Obydwa zespoły wymieniały od tej pory kosz za kosz, gra toczyła się raczej na obwodzie, piłki pod kosz grane były dosyć rzadko. Po pierwszej kwarcie na tablicy widniał remis 21-21 a skuteczność rzutów z gry zarówno Sixers jak i Lakers wynosiła 33%.

W drugiej kwarcie powrócił pomysł jednoczesnej gry Noela i Okafora (ten drugi dzisiaj nadal wchodził z ławki) przy McConnellu na rozegraniu a głównym powodem był zapewne brak błysku w grze i problem z faulami Smitha oraz niezbyt dobre wejście w mecz Noela, przy jednoczesnej dobrej grze a przede wszystkim skuteczności Okafora. Sixers po 20 minutach gry mieli na koncie już 10 strat, jednak mimo tego prowadzili 3 punktami. Swoje minuty dobrze wykorzystywał T.J. McConnell (10 punktów, najwięcej spośród gości do przerwy), przebudził się Noel, dla którego bodźcem z pewnością był alley-oop po podaniu od T.J.’a. Przebudzenie to miało szybkie efekty, gdyż do końca pierwszej połowy Nerlens miał już prawie double-double (9 punktów, 9 zbiórek). Do przerwy było 41-40 dla Sixers a większość z 41 punktów zdobyła ławka (23, z tym 18 McConnell i Okafor). Sixers mieli również najwięcej zbiórek w sezonie (licząc pierwsze połowy spotkań).

W trzeciej kwarcie co raz bardziej uwidaczniał się problem z rzutami. Smith miał skuteczność 2/9, Canaan 1/8. Przez pierwsze 9 minut drugiej połowy skuteczność zespołu wynosiła 22% (4/18). Z pozytywnych akcentów kwarty numer 3 warto zauważyć dobrą grę JaKarr’a Sampsona, który na parkiet wnosił mnóstwo energii i walczył o każdą piłkę oraz wskazać na pięknie zdobyte punkty Noela po przeskoczeniu nad leżącym rywalem mając przy koszu dwóch innych. Wobec słabej gry Lakers mecz był jednak ciągle wyrównany. Po ostatniej syrenie Q3 było 60-62, jednak już po minucie akcji w ostatniej kwarcie: 60-68. Lakers zaczęli wreszcie grać lepiej a motorem napędowym stał się były gracz Szóstek Lou Williams. Po jego trójce na 7 minut do końca meczu gospodarze zyskali pierwsze dwucyfrowe prowadzenie, jednak Lou nie odpuszczał i za chwilę miał już 24 punkty – najwięcej ze wszystkich. Pod sam koniec Sixers mieli jeszcze serię 8 punktów z rzędu i zmniejszyli stratę do 8 oczek, jednak wtedy na zegarze było już tylko 45 sekund do końca i ostatecznie goście nie byli już w stanie nic zrobić.

Indywidualnie z wyjściowej piątki wyróżnić można jedynie Noela, który po średnim początku potem już grał lepiej i uzbierał 15 punktów, 12 zbiórek i po trzy: asysty, odbiory i bloki. Z ławki dobrze zagrał McConnell – 12 punktów, 7 asyst, a dwucyfrowe zdobycze uzyskali też Okafor (12) i Covington (10). Na minus: Ish Smith (3/19 z gry, 9 punktów), Isaiah Canaan (2/11 z gry, 7 punktów) oraz Nik Stauskas (2/9 z gry, 4 punkty).

Następny mecz w tym samym miejscu, o tej samej godzinie, jednak dobę później i z innym rywalem – LA Clippers.