Justin Anderson

Philadelphia 76ers to drużyna z niesamowitą cierpliwością do kontuzjowanych zawodników. Fultz, Simmons, Embiid, Noel… To tylko najważniejsze przykłady z ostatnich lat. Jednak patrząc na ostatni transfer można się zastanawiać – czy ta tolerancja nie zostaje (słusznie) zmniejszana?

Justin Anderson (38 rozegranych meczów) przegapił w zeszłym sezonie wiele spotkań z powodu kontuzji kostki i piszczeli, a po zakończeniu sezonu poddał się nawet operacji piszczeli. Tyle urazów jak na jeden sezon to całkiem dużo jak na jednego sportowca. Urazy nie pomagały Andersonowi w zdobyciu tak ważnej roli na boisku, jaką miał poza nim.

Podobnie sytuacja ma się z Timothee Luwawu-Cabarrot (52 rozegrane mecze). Problemy z kolanem, a dokładniej z rzepką, ciągnęły się za nim przez cały sezon. Z tego powodu rozgrywał mniej meczów, niż mógłby, a po dodaniu do składu Marco Belinelliego jego rola stała się marginalna. Głównym zarzutem wobec Luwawu oprócz wątpliwego zdrowia jest brak progresu. Pod koniec sezonu 2016-17 Tim był prawdziwą rewelacją, czym rozbudził nadzieje kibiców, którym nie podołał w kolejnym sezonie.

Jak oceniacie transfer, w wyniku którego oddaliśmy Tima i Justina? Podzielcie się opiniami w komentarzach!