Wszyscy czekaliśmy na powrót Michaela Cartera-Williamsa i doczekaliśmy się. Szkoda tylko, że w meczu, w którym Sixers odnieśli 53-punktową (!) porażkę, co jest najgorszym wynikiem od 1993 roku, kiedy przegrali z nie istniejącymi już Seattle Supersonics aż 56 punktami.

Carter-Williams wyszedł z ławki i od razu był najlepszym punktującym, zdobywając 19 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst (ale też 6 strat). Z ławki wyszedł też Nerlens Noel. Zmian było więcej: K.J. McDaniels awansował do wyjściowej piątki – wypadł bardzo słabo, ale trudno obiektywnie kogos oceniać w meczu, w którym cały zespół został tak upokorzony i grał na 29% skuteczności. Zadebiutował Dre Gordon, który wprawdzie trafił tylko 1 z 4 rzutów, ale zebrał 5 piłek w 13 minut gry.

Kolejny mecz z Houston Rockets, być może wreszcie zobaczymy pierwszą piątkę z Carterem-Williamsem, McDanielsem i Noelem. Jedno jest pewne – gorzej niż z Mavericks nie będzie.