Mavericks – Sixers 110:112

W Stanach Zjednoczonych Amerykanie obchodzą Halloween, pewnie to właśnie dlatego zawodnicy Sixers zapewnili nam niezły dreszczowiec w meczu z Mavericks. Ale po kolei.

Sixers na mecz z Mavs wyszli w składzie: (F) Dario Saric, (F) Robert Covington, (C) Joel Embiid, (G) Jerryd Bayless, (G) Ben Simmons.

I kwarta

Mecz rozpoczęliśmy od trójki Dario Sarica, który był na czystej pozycji, frontem do kosza. Dallas szybko odpowiedziało także skutecznym rzutem za trzy w wykonaniu Wesley Matthewsa. Piłkę dostaje RoCo…pach…kolejna trójka. “Philla” gra szybko, pewnie i skutecznie. W mecz doskonale wchodzi także Ben Simmons, który wjeżdża pod kosz Mavs i zdobywa swoje pierwsze punkty. Do pierwszego timeoutu Philadelphia prowadzi 15:12.

Na boisku pojawia się także T.J. McConnell, który rzuca swoją pierwszą trójkę w meczu, chwilę później wpada pod kosz i rzutem kelnerskim zdobywa kolejne punkty dla Sixers. Po pierwszej kwarcie prowadzimy 32-23. Dallas gra ospale, bez pomysłu ich podania są przewidywalne.

II kwarta

Drugą kwartę zaczynamy znowu od trójki Sarica (niestety nie zmienia to faktu, że po raz kolejny Saric miał mnóstwo strat, niecelnych rzutów, a jego tempo gry było tragiczne). Na 09:00 min. przed końcem na ławce usiada Joel Embiid. Sixers grają bez Embiida i Simmonsa. I w tym momencie Mavericks ożywiają się i zaczynają grać. Matthews rzuca kolejne trójki, a Mavericks wychodzą na prowadzenie 02:00 przed halftimem, zaliczając run 7-1. Na 49 sek. przegrywamy 56-55. Sixers stracili pazur w drugiej kwarcie, a Dallas poczuło krew, mecz zapowiadał się na jeszcze ciekawszy. Na halftime Sixers schodzili do szatni prowadząc 57:56.

III kwarta

W trzeciej kwarcie znowu mieliśmy pokaz rzutów za trzy: Nowitzki, Nowitzki, Saric, Covington. Świetnym alley-oopem popisał się Ben Simmons podając do Embiida, który soczystym dunkiem zaliczył kolejne punkty na konto Sixers. Philadelphia znów zaczęła grać pewnie, dokładnie i przemyślanie. Pod koniec trzeciej kwarty zegar wskazywał wynik 89-78 na naszą korzyść.

IV kwarta

W czwartej kwarcie zaczął się niestety prawdziwy thriller. Każdy fan “Szóstek” wie, że mamy problemy z końcówkami meczów. Tym razem nie było inaczej. Ale zacznijmy od pozytywnych aspektów. Simmons pakuje piłkę do kosza. Chwilę później znów jest pod koszem Mavs, piłka wypada mu z rąk, ale łapie ją oddając rzut i trafia. Dallas nie pozostają nam dłużni i przeprowadzają akcję, za akcją. Ben Simmons dobija piłkę, która zatańczyła na obręczy po rzucie Embiida. Sixers powoli zaczynają myśleć o zwycięstwie. Niestety wtedy odpala się Harrison Barnes, który rzuca dwie trójki z rzędu, a na 08.9 sek. przed końcem spotkania faulowany jest Yogi Ferrell. Serca fanów Sixers stanęły w gardle. Pierwszy rzut pudło…drugi rzut zmarnowany specjalnie. Koniec spotkania. 76ers wygrywają swoje wyjazdowe spotkanie z Mavericks 112:110.

Gwiazdą wieczoru jest Ben Simmons, który zdobywa 23 pkt. zbiera piłkę z tablicy 7 – krotnie, 8 razy asystując.

Kolejny mecz Philadelphia rozegra w poniedziałek czasu amerykańskiego z Houston Rockets.