Osobista tragedia Covingtona

Robert Covington przed meczem z Cavaliers dowiedział się o tragicznej śmierci swego przyjaciela, który został śmiertelnie postrzelony. Miał 29 lat.

Mimo osobistej tragedii RoCo po rozmowie z Brettem Brownem zdecydował się zagrać w meczu z Cleveland, jednak na boisku nie był sobą, rzucając ze skutecznością 0/9 zza łuku (!) oraz 1/2 za dwa punkty. Ostatni raz nie trafił w meczu rzutu za trzy punkty 24. marca tego roku.

– To był jeden z tych gości, którzy są przy tobie niczym starsi bracia. Gdy nie było go obok mnie i tak regularnie podnosił mnie na duchu gdy tylko rozmawialiśmy. Był osobą, która nieustannie pchała mnie dalej. To wielkie nieszczęście, że odszedł. Ciężko sobie z tym poradzić. Nigdy nie jest łatwo stracić kogoś, z kim się dorastało – przyznał Robert.

– To będzie ciężkie kilka dni, a kolejny mecz już w środę. Mam nadzieję, że uda mi się odciąć i wrócić z innym nastawieniem – dodał.

W środę Sixers podejmą u siebie ekipę Wizards. Występ Covingtona stoi pod znakiem zapytania, gdyż nie wiadomo, kiedy odbędzie się pogrzeb jego przyjaciela.