Preseason

Goście pojawili się w Indianapolis bez przeziębionego Joela Embiida, trzymajmy kciuki, aby nie było to nic więcej. W jego miejsce do pierwszej piątki wskoczył Howard i bardzo dobrze prezentował się w pierwszych minutach, w drugiej kwarcie jednak łapał głupie faule, ale o tym za chwile. Sixers mieli na początku spotkania problemy z rzutami zza łuku, tę niemoc przełamał dopiero dwukrotnie Korkmaz w ostatnich minutach pierwszej ćwiartki. W drugiej za to, gdy na parkiecie zrobił się ogromny chaos wynikający z gry rezerwowych, trójkami sypał Mike Scott.

Wynik cały czas pozostawał na styku, a prowadzenie co kilka akcji przechodziła z rąk jednych do drugich. W drugiej części 2Q mecz zrobił się praktycznie niemożliwy do oglądania. Najpierw Howard wdał się w istny pojedynek na wzajemne przewinienia z Sabonisem, a następnie arbitrzy przejęli ten trend i gwizdali faule w dosłownie każdej akcji. Tym samym Sixers nabijali sobie licznik strat, który jeszcze w pierwszej połowie meczu zrobił się dwucyfrowy, a ostatecznie licznik stanął na 26 – skąd my to znamy…

Wynik do przerwy – 59:51 i cała trzecia kwarta stała pod znakiem prób odrobienia tej straty przez gości. Przebudził się Curry, który nie znalazł drogi do kosza ani razu w pierwszej części meczu, ostatecznie wyszliśmy na prowadzenie w ostatnich sekundach 3Q, a ostatnia ćwiartka zaczęła się od kolejnych pocisków zza łuku Furkana, dzięki czemu przy nieznacznym prowadzeniu na parkiet mogła wyjść już młodzież. Głęboka ławka Sixers, okazała się lepsza od rezerw Pacers i dowiozła zwycięstwo.

Bohaterami meczu zdecydowanie zawodnicy na co dzień drugoplanowi, a więc Korkmaz, Scott, Howard, i Milton. Nieźle wyglądał też Maxey, widać że drzemie w nim spory potencjał, ale czeka też go wiele nauki.