Philly

Joel Embiid zapowiedział kilka tygodni temu, że celem Sixers do końca sezonu jest wywalczenie przewagi własnego parkietu na play-offs. Philadelphia od tego okresu notowała świetne wyniki, ale teraz, kiedy rozgrywane są najważniejsze mecze mogące przesądzić o kolejności w play-offs, Sixers ulegają wszystkim bezpośrednim rywalom w tabeli: Bucks, Heat, a wczoraj Pacers. Miejsca 1-4 oddalają się bezpowrotnie.

A może jednak zbyt wcześnie, żeby marzyć o pierwszej czwórce Wschodu? Zaledwie rok temu Sixers byli jedną z najgorszych drużyn w NBA, teraz awans od razu do top4 byłby czymś z pogranicza fantastyki. Sixers oblali najważniejszy test wczorajszej nocy, ale to do nich należy przyszłość. Proces się udał, czeka nas awans do PO, a w kolejnych latach nie ma co do tego wątpliwości – walka o najlepszych wolnych agentów (uwierzylibyście rok temu, że na poważnie plotkuje się o LeBronie Jamesie w Philly?) i walka o awans do Finałów.

Może więc nie należy być przesadnie ambitnym jeszcze teraz, pogodzić się z niższą pozycją w play-offs (i tak nie wszyscy prognozowali przed sezonem awans już w tym roku!) i tzw. “batami” w pierwszej rundzie. Za rok byłoby to rozczarowaniem, ale teraz będzie jeszcze zbieraniem cennego doświadczenia.

A w międzyczasie można przymykać oczy na porażki jak ta z Indianą Pacers, którzy są wciąż lepszym zespołem, a cieszyć się za to z indywidualnych rekordów gwiazd Sixers. Takich, jak ten: