Philly

Sixers zanotowali najlepszy start rozgrywek od sezonu 2000/01, wygrywając aż siedem z pierwszych ośmiu spotkań. Niestety to już za nami, infekcja koronawirusem Setha Curry’ego wpłynęła na kolejne wyniki i to raczej tyle, jeśli chodzi o radość kibiców Philadelphii z pierwszego miejsca w tabeli. Przynajmniej na razie.

Seth Curry opuści około 2 tygodnie z powodu kwarantanny, wciąż kontuzjowany jest Furkan Korkmaz i nie wiemy tak naprawdę kto jeszcze będzie pauzował przez najbliższe spotkania. Pewne jest za to spore osłabienie głównego trzonu naszego składu.

To będzie dziwny sezon, nawet bardziej od poprzedniego – trzeba pamiętać, że wcześniej czy później taki los może spotkać każdy zespół i na koniec sezonu nie będziemy tu mówić o pechu Sixers, tylko o wielkim szczęściu ewentualnych ekip, którym uda się tego uniknąć. Dlatego zmian w tabeli nie będzie można przewidzieć, a żadnej drużyny wiarygodnie ocenić pod względem faktycznej formy. Nikogo z czołówki z dużą dozą pewności nie nazwiemy faworytem do tytułu mistrzowskiego. Jeśli mówimy o koszykówce, liczy się głównie talent i ciężka praca, aby odnieść sukces. W sezonie 2020/21 te elementy czasami zejdą na dalszy plan.

Po tym przydługim, wymuszonym pandemią wstępie, czas na właściwą część tego tekstu. Oto moje subiektywne spostrzeżenia, biorąc pod uwagę tylko osiem pierwszych spotkań sezonu. Jak wypadają Sixers z nowym składem i przede wszystkim – jak zmieniła się ich gra po zmianie na stołku trenerskim? Przeczytajcie poniżej, a następnie w komentarzach uzupełnijcie artykuł o własne wnioski!
 

LEPSZY RUCH PIŁKI

Od pierwszego meczu łatwo zauważyć o wiele lepsze i częstsze krążenie piłki po obwodzie w ataku pozycyjnym oraz zmianę w dynamice gry. Więcej gry do środka i na zewnątrz. Mamy mniej pojedynków jeden na jednego, zamiast tego zawodnicy częściej szukają siebie na boisku, asystują i próbują pick’n’rolls. Ruszają się bez piłki, zamiast stać na parkiecie i patrzeć na grę kolegi, co było dosyć nagminne pod wodzą Bretta Browna. To nie tylko działa, ale także sprawia, że grę Sixers ogląda się najprzyjemniej od lat!

AGRESYWNIEJSZY EMBIID

Joel Embiid zyskał wiele pod wodzą Doca Riversa, co odzwierciedlają nie tylko jego statystyki indywidualne. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy to więcej gry w pomalowanym, gdzie Joel wykorzystuje chętniej swoją przewagę. Ale także bez piłki Embiid wygląda dużo lepiej, bo nie błąka się gdzieś na półdystansie czy w okolicach linii za trzy punkty (chociaż w ostatnich dwóch meczach mu się zdarzało), tylko spodziewając się rzutu kolegi przepycha się pod kosz walczyć o zbiórkę. Inna sprawa to lepsza niż do tej pory kondycja Kamerunczyka, bez której z Riversem czy bez, nie mógłby on być aż tak aktywny. Widoczna jest też poprawa skuteczności rzutów za trzy, z prostego powodu – Joel oddaje ich dużo mniej niż przed rokiem.

REZERWOWY SUPERMAN

Skoro jesteśmy przy pozycji centra warto zauważyć, jak świetnym ruchem było ściągnięcie Dwighta Howarda. To już nie czasy Supermana, ale Howard jest najlepszym back-up’em, jakim dysponował Embiid w całej swojej karierze. A dodatkowo dobry duch zespołu i zastrzyk energii z ławki. Przyznam, że patrzyłem z rezerwą na Dwighta przez pryzmat jego “śmieszkowej” kariery, ale w Philadelphii pokazał, że jego dojrzała postawa i zaakceptowanie mniejszej roli w Lakers nie było tylko na pokaz, lub żeby zdobyć tytuł mistrzowski. Tylko trochę fauli za dużo, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?

CURRY JEST DOBRE, ALE ZIELONE NIEKONIECZNIE…

Seth Curry został sprowadzony, bo Sixers potrzebowali strzelców za trzy i rozciągania obrony, aby pomóc parze Embiid – Simmons. I z meczu na mecz wygląda coraz pewniej, już teraz notując najlepsze średnie w karierze. W wygranym pojedynku z Raptors jego kluczowa trójka w końcówce przypomniała nam czasy Redicka.

Sprowadzony w tym samym celu Danny Green zawodził niestety na początku sezonu. W ostatnich meczach zaczął się rozkręcać i udowadniać, że nawet jak w trakcie meczu mu “nie siedzi”, to kiedy trzeba potrafi zdobyć ważne punkty. Pozycja w wyjściowej piątce Greena nie jest zagrożona że względu na swietną defensywę i wszechstronność, ja jednak czuję lekki niedosyt i mam nadzieję, że skuteczność zza łuku jest jeszcze do naprawienia.

DOBRA ZMIANA

Podobają mi się zmiany Doca Riversa, który ma swój stały system (pierwsza zmiana 2-3 rezerwowych w okolicy 8 minuty pierwszej kwarty i gra nimi przez początkowe minuty drugiej) i przede wszystkim – jest konsekwentny. W przeciwieństwie do poprzednika, nie robi nieustających roszad w składzie, nie gra zawodnikiem dużych minut tylko po to, by w kolejnych meczach nie wypuszczać go na parkiet. Wręcz odwrotnie – jeśli ktoś pozytywnie zaskoczy, zostaje nagrodzony w kolejnym spotkaniu większą ilością minut (jak ostatnio Dakota Mathias). Tak się zdobywa zaufanie zawodników i umacnia w nich pewność siebie!

STRATY I TRÓJKI

Inny trener, problem ten sam. Sixers wciąż są prześladowani przez ciężką do zaakceptowania ilość strat (średnio 16.3 tpg, gorsi są tylko Bulls), co na razie można jeszcze tłumaczyć brakiem zgrania. Jeszcze… Cieszy za to wysoka skuteczność za trzy punkty (38.3% i ósme miejsce w lidze). Curry, Green, Korkmaz, Harris i o dziwo nawet Embiid robią różnicę. Pierwsze mecze w tym sezonie nie były jednak aż tak skuteczne zza łuku, dlatego liczę na to, że problem strat także z czasem odejdzie w niepamięć.

ILE RAZY MOŻNA TŁUMACZYĆ, BEN?

Zacznijmy od pozytywów – Simmons stał się elitarnym defensorem i wygląda na to, że w tym sezonie wspiął się w tym elemencie jeszcze wyżej. Do tego w zaledwie ośmiu spotkaniach kilkakrotnie udowodnił, że nie tylko potrafi grać z Joelem Embiidem, ale ta gra może być zabójcza dla rywali. Niestety inne elementy jego gry niewiele się zmieniły – od braku rzutu z dystansu, po przewidywalne wbijanie się pod kosz i odgrywanie piłki w powietrzu, jeśli jest tam zbyt tłoczno.

Rozgrywający to generał na boisku, przedłużenie ręki trenera. Z takim generałem Sixers mogą wygrać bitwy. Ale czy wygrają wojnę, kiedy przyjdą play-offs i trafi się taki Brad Stevens? Liczyłem na to, że pod okiem nowego szkoleniowca Australijczyk zmieni swoje podejście do ofensywy, ale co najwyżej jest szybszy i pewniejszy w decyzjach. Jeśli tak będzie dalej, to miejsce Simmonsa jest gdzie indziej na parkiecie, bo na pozycję głównego rozgrywającego wkrótce może zasłużyć zdobywający szturmem nasze serca Tyrese Maxey.

WE’RE SORRY, TOBIAS!

Chyba wszyscy mieliśmy nadzieje, że Tobias Harris zacznie grać lepiej pod wodzą Doca Riversa, bo to dla niego rozegrał najlepszy sezon w karierze w barwach Clippers. Dodatkowo na jego korzyść przemawiał fakt, że przesunięty został wreszcie na naturalną pozycję silnego skrzydłowego. Ale przyznacie, nikt nie spodziewał się aż takiej poprawy w jakości gry Harrisa, który rzuca 19 ppg na skuteczności 50% z gry i 45% za trzy. Jest też agresywniejszy. Aktywniejszy w defensywie. Bardziej widoczny w grze. To zaowocowało niespodziewaną nagrodą dla Zawodnika Tygodnia i co ważniejsze – końcem krytyki kibiców, sfrustrowanych jego przepłaconym kontraktem (który wciąż pozostaje przepłacony).

Nie zapomnijcie o swoich spostrzeżeniach w komentarzach ;-)