Denver

Dodatni wynik na obecność koronawirusa w organizmie Setha Currego skomplikował sytuację kadrową 76ers do tego stopnia, że mecz z Nuggets stał pod znakiem zapytania z uwagi na niewystarczającą ilość dostępnych graczy. Ostatecznie Mike Scott był w składzie Szóstek dzisiejszego wieczoru, jednak Doc Rovers zdecydował o nie wypuszczaniu silnego skrzydłowego na parkiet.

Gospodarze ostatecznie na parkiet wyszli w następującym składzie:

Tyrese Maxey
Isaiah Joe
Dakota Mathias
Danny Green
Dwight Howard

Z ławki natomiast dostępni byli jedynie Paul Reed i Tony Bradley (obaj podkoszowi).

Trudno było oczekiwać, że Sixers w tak ograniczonym i niecodziennym składzie postawią się silnym Nuggets z Nikolą Jokicem na czele. Była to doskonała okazja dla graczy rezerwowych Philadelphi by zaprezentować się z jak najlepszej strony i zyskać w oczach trenera Riversa. Drużyna oraz mecz przypomniał nam początki procesu za czasów Sama Hinkiege, gdzie “roster” Szóstek też był mocno “eksperymentalny”.

Pierwsza połowa meczu jednak zupełnie odbiegała od tego, czego wszyscy mogliśmy się spodziewać. Skazani na pożarcie Sixers nie pozwalali na zbyt wiele gościom z Denver a sami kąsali przeciwników na wiele sposobów. W pierwszej kwarcie dwójka naszych obrońców Tyrese Maxey i Isaiah Joe grali bez kompleksów i przysparzali wiele problemów defensywie przeciwników zdobywając odpowiednio 9 i 8 punktów.

W drugiej kwarcie równiez mogliśmy oglądać Sixers, którzy braki kadrowe nadrabiali ambicjami, wolą walki i całkiem dobrą obroną nie pozwalając “odjechać” przeciwnikom. Tyrese Maxey natomiast kontynuował swój strzelecki festiwal, zdobywając w całej pierwszej połowie 22 punkty. Po pierwszych 24 minutach na tablicy widniał wynik 58-51 dla Nuggets.

Druga połowa to już dominacja Nuggets prowadzonych przez Nikolę Jokica, który ogrywał naszych środkowych na wiele sposobów. W tej kwarcie Denver zbudowali już bezpieczną przewagę i wiadomym było, że jej nie oddadzą.

W ostatniej kwarcie niewiele się zmieniło, Nuggets dominowali, a gdy przewaga była bezpieczna, to na parkiecie zagościli już rezerwowi drużyny przyjezdnej. Cały mecz zakończył się wynikiem 115-103 dla Denver, jednak biorąc pod uwagę fakt, że 76ers mieli do dyspozycji tylko siedmiu zawodników, to naprawdę nie ma wstydu, a trener Doc Rivers może być zadowolony ze swoich graczy.

Pomimo wyniku, który był łatwy do przewidzenia, Sixers nie złożyli broni, walczyli na tyle na ile byli w stanie. W ataku, każdy był aktywny, mogliśmy oglądać wiele floaterów, runnerów, czy wjazdów pod kosz zakończonych punktami, obrona pomimo wpadek, momentami wyglądała całkiem przyzwoicie, a w drużynie widać było wolę walki co sprawiło, że mecz oglądało się przyjemnie.

Na koniec wisienka na torcie, czyli nasz debiutant Tyrese Maxey, który w całym meczu zdobył 39 punktów. To oczywiście jego rekord kariery i proszę niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu, jeżeli to nie pierwszy debiutant od czasów Allena Iversona, który osiągnął taki wynik. 

Nie będę się już rozpisywał na temat zdobyczy punktowych poszczególnych graczy, dodam tylko, że wszyscy gracze oprócz Paula Reeda osiągnęli dwucyfrowe wyniki punktowe. Po stronie gości najlepszym strzelcem był Gary Harris – autor 21 punktów.

Statystyki z meczu.