Milwaukee

Philadelphia 76ers demolując na własnym parkiecie Milwaukee Bucks, utrzymała 3. miejsce w Konferencji Wschodniej i w pierwszej rundzie play-offs zmierzy się z Miami Heat, którzy pokonali po dogrywce Toronto Raptors awansując na 6 pozycję w tabeli.

Mecz był wyrównany przez nie więcej niż dwie pierwsze minuty. Następnie Sixers robili to, z czego słyną w tym sezonie: szybkie ataki, kapitalne dzielenie się piłką, świetna skuteczność za trzy, wykonywanie swoich zadań na parkiecie. Dzięki temu błyskawicznie przjęli kontrolę nad grą, wygrali mecz właściwie w pierwszej kwarcie, ośmieszając i upokarzając rywali przez trzy kolejne. Dość powiedzieć, że gospodarze schodzili na przerwę prowadząc 80-44! W drugiej połowie “Kozły” zaczęły lepiej grać w ataku i sprawiać więcej problemów, ale nigdy na tyle, aby ponad 30-punktowa przewaga filadelfijczyków była chociaż na chwilę zagrożona.

Najlepsze w karierze spotkanie zagrał Justin Anderson, który trafiał trójki jak szalony (5/12) i był wszędzie na boisku, zdobywając ostatecznie 25 punktów i 6 zbiórek w 28 minut gry. Pierwsze w karierze triple-double zdobył Markelle Fultz (13 punktów, 10 zbiórek, 10 asyst), który decydującą piłkę zebrał na 81 sekundy przed finałową syreną, wywołując euforię wśród kolegów. Na wspomnienie zasługują także Saric (24 punkty, 5 zbiórek), McConnell (16 punktów, 6 zbiórek, 7 asyst) i Holmes (19 punktów, 7 zbiórek, 2 bloki, 2 przechwyty).

Byla to 16. z rzędu wygrana Sixers, co jest nowym rekordem klubu. Dodatkowo żaden zespół w historii NBA nie wygrał nigdy ostatnich 16 spotkań sezonu zasadniczego przed awansem do play-offs!