Po długiej przerwie Sixers wreszcie wyszli na parkiet i znowu – walczyli jak równy z równym, ale ostatecznie po dogrywce musieli uznać wyższość Chicago Bulls. W końcówce czwartej kwarty chybili Canaan i Mbah a Moute niemalże równo z syreną, a w dodatkowym czasie gry odpowiedziaoność za losy spotkania wziął na siebie Brooks, rzucając 7 ze swoich 31 punktów.

Niestety nie doczekaliśmy się debiutu Glenna Robinsona III, ktory całe spotkanie oglądał jako kibic. Za to znowu pozytywnie Nerlens Noel (8 punktów, 15 zbiórek, 4 przechwyty, 2 bloki), który ostatnie 28 sekund dogrywki spędził na ławce wykluczony za faule. Na plus także wyjatkowo w wyjsciowej piątce Ish Smith (rekordowe w karierze 23 punkty i 6 asyst) oraz Thomas Robinson (15 zbiórek  17 minut gry, z czego 7 w ataku!).

Skuteczności zabrakło za to Richardsonowi (2/9 z gry, w tym 0/6 za trzy) i Mbah a Moute (1/10 z gry). Sixersł fatalnie rzucali rzuty wolne (12/25 – 48%) i oddali rekordową w ilości klubu liczbę trójek (41 prób, z czego wpadło 11).