Cleveland

Cavs zdobyli Wells Fargo Center. Mecz był okazją do rewanżu dla ekipy z Philadelphii, jednak nie wykorzystali oni swojej szansy i ulegli gościom po dogrywce 112 : 109. Trener Doc Rivers musiał radzić sobie w tym meczu bez Tobiasa Harrisa, który doznał urazu kolana. W jego miejsce zawitał… Furkan Korkmaz.

Gracze Cleveland Cavaliers dominowali przez pierwszą połowę, grali szybką koszykówkę opartą na wyprowadzaniu kontr oraz szybkich penetracjach strefy podkoszowej, których gospodarze nie potrafili zatrzymać. Tempo narzucał rewelacyjny Colin Sexton, który również w ostatnim spotkaniu obu ekip był nie do zatrzymania. W ekipie Sixers natomiast gra ofensywna oparta było wyłącznie na Joelu Embiidzie i na Benie Simmonsie, którzy zdobyli 33 punkty z 47 punktów drużyny ( odpowiedniu 21 i 12). Ponownie nie było wsparcia z ławki, a główna strzelba zza łuku Seth Curry chybiał rzut za rzutem, natomiast jego postawa w obronie również pozostawiała wiele do życzenia.  56 : 47 dla gości – taki wynik widniał po pierwszej połowie.

Po zmianie połów Sixers wzięli się za odrabianie strat, trfiał Simmons, Milton i Scott, a na 6 sekund do syreny kończącej tę ćwartkę mieli okazje objąć prowadzenie. Stało się jednak zupełnie odwrotnie. Furkan Korkmaz faulowany przy próbie rzutu za 3 punkty chybił 2 z 3 rzutów wolnych, a Cavs zdążyli jeszcze wyprowadzić szybką kontrę zakończyć kwartę z 2 punktową nadwyżką. 

W połowie czwartej kwarty po powrocie na parkiet Joela Embiida obudziła się w nim bestia, zdobywał kosz za koszem przestawiając Jareta Allena jak zbędny mebel. Po przeciwnej stronie w ważnych momentach nie zawodził dalej Sexton, a wynik dalej oscylował wokół remisu. Na niespełna minutę do końca okazję do wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie miał Green, jednak zamiast oddać rzut zza łuku ten zdecydował się wejść po kosz, gdzie oczywiście zderzył się ze ścianą i stracił piłkę. Co prawda Danny chwilę poźniej zrehabilitował się skutecznym blokiem w obronie, ale w mojej ocenie była to jedna z kluczowych strat w tym meczu.  Okazję do zakończenia meczu w regulaminowym czasie miał jeszcze Joel Embiid, jednak jego rzut nie znalazł drogi do kosza i o wyniku meczu zadecydować miała dogrywka.

Dogrywkę szybkimi punktami rozpoczęli goście wychodząc na 5 punktowe prowadzenie. Sixers natomiast swoje pierwsze punkty w dogrywce zdobyli po prawie 2 minutach, po akcji 2+1 Embiida. W tej części również miały miejsce dwie akcje, które w mojej ocenie zadecydowały o porażce Szóstek, niestety w obu głównym “bohaterem” był Ben Simmons. Pierwsza to faul ofensywny (dla mnie wątpliwy) na zawodniku Cavs w momencie gdy celny rzut za punkty oddał Shake Milton. Druga to również faul Bena jeszcze przed wprowadzeniem piłki na boisko, w sytuacji gdy jeszcze “tliła się nadzieja”, co skutkowało rzutem wolnym i piłką z boku dla gości. Tzw. “wisienką na torcie” był jego celny rzut za 3 pkt oddany ot tak, gdy było już po zawodach. Podziałał on na mnie jak płachta na byka. Trudno to opisać, ale nie odebrałem tego jako coś pozytywnego, wręcz przeciwnie.

Mecz, który Sixers powinni wygrać z zamkniętymi oczami, jeżeli maja apetyty na finał w tym sezonie, stał się ponownie barierą nie do przebicia, a w mojej ocenie nie usprawiedliwia ich nawet brak Harrisa.

Seth Curry nie jest tym samym graczem co na początku sezonu, dzisiaj zaliczył tylko jeden celny rzut na 13 oddanych, Danny Green z kolei to zawodnik, który robi w ataku cokolwiek innego niż oddanie rzutu z rogu z czystej pozycji to kończy się to niepowodzeniem, Milton również gdzieś zatracił swoją skuteczność z początku sezonu. Jest jeszcze Furkan Korkmaz, którego dni w Sixers są w mojej ocenie policzone (i słucznie) gdyż nie wnosi zupełnie nic. Jak widać jest wiele do poprawy, a jeżeli Sixers naprwdę mierza wysoko w tym sezonie to nie może obejść się bez zmian.

Przepraszam, ale nie będę już analizował statystyk poszczególnych graczy, gdyż przy takiej porażce nie ma to sensu, dodam tylko, że Colin Sexton ponownie sprowadził Sixers na ziemię.