Sixers – Clippers 119:113

Po świetnej pierwszej połowie i nieco mniej udanej drugiej udało się wygrać na wyjeździe z Los Angele Clippers. Ważne zwycięstwo zostało odniesione po bolesnej porażce z Blazers. Do składu wrócił Joel i wyszliśmy w tradycyjnej ostatnio piątce Simmons-JJ-Butler-Chandler-Embiid.

Od początku rzuciliśmy się do ataku i po fenomenalnej pierwszej kwarcie, w której punktowali praktycznie wszyscy, prowadziliśmy 41 do 28. Pokazaliśmy, że nie boimy się wymiany ognia z jedną z najlepszych ofensyw NBA. Szczególnie JoJo pokazał, że z jego kolanami jest wszystko w porządku i w samej Q1 zanotował 15 oczek. Jest jednak coś w tym, że często po dominującej pierwszej kwarcie w kolejnych nie jest w stanie utrzymywać takiej intensywności. Druga odsłona była kontynuacją dobrej gry i przewaga w pewnych momentach wynosiła +20 oczek. Gdyby nie run 11-2 dla Clippers mecz mógł być już rozstrzygnięty do przerwy. Tegoroczna drużyna Doca Riversa jednak ma kim walczyć i zredukowała stratę do 18 punktów, żeby zachować choć cień szansy na powrót w tym meczu.

Po przerwie zastanawiałem się, czy uda się naszej drużynie utrzymać poziom z pierwszych 24 minut. Ku mojemu zdziwieniu gra w dalszym ciągu wyglądała bardzo dobrze. Zacięło się coś w momencie gdy daliśmy się wprowadzić w brudną grę. Najpierw Beverly pociągnął za ramię Embiida, co skończyło się kotłem na środku boiska, a następnie Butler z Bradleyem wdali się w przepychankę, co poskutkowało usunięciem obu ze spotkania. Kwartę przegraliśmy 25 do 30 i przed ostatnią ćwiartką prowadziliśmy trzynastoma punktami.

W Q4 Clippers głównie za sprawą trio Williams, Harrell, Harris przeprowadzili szarżę, która mogła zakończyć się prowadzeniem. My mieliśmy problemy ze zdobywaniem punktów grając bez Butlera, a gospodarze coraz lepiej radzili sobie w meczu. Gdy na 4 minuty przed końcem spotkania doszli nas na 4 oczka, myślałem, że już nas mają i po meczu. Na szczęście Joel przypomniał sobie, że jest największym gościem w tej lidze i jego 4 punkty z rzędu pozwoliły trochę odetchnąć. Ostatecznie zanotował 28 punktów, 19 zbiórek, 3 asysty oraz 3 bloki. Mimo przegranej kwarty 25:18, udało się w miarę spokojnie dowieźć wynik do końca, choć nerwów z pewnością nie zabrakło. Sixers byli lepsi w zbiórkach 55 do 41, jednak zanotowali 7 strat więcej w stosunku 20 do 13. Z pewnością cieszy fakt, że zatrzymaliśmy przeciwników na 20% skuteczności w rzutach za 3. 5/25 to słaby dzień, ale też z pewnością dobra praca w tym elemencie naszej obrony.

Na wyróżnienie zasługują Redick z 18 pkt, Butler z 16/6/4 oraz Simmons, który znowu otarł się o TD i spotkanie zakończył z linijką 14 oczek, 9 zbiórek oraz 8 asyst. Butler był +14 podczas przebywania na parkiecie, jednak musi uważać w takich sytuacjach jak dziśr. Strata jego po naszej stronie, a słabego Bradleya po drugiej, prawie odebrała nam zwycięstwo. Z ławki solidne spotkanie zanotowali TJ, Bolden (4/4 z gry) oraz Muscala. Kolejne spotkanie gramy dzisiaj w nocy z Suns, których w ostatnich meczach nie wolno lekceważyć.