Sixers – Hawks 122:130

Wszystkie najcięższe działa, poza Joelem Embiidem wystawił do gry w dzisiejszym meczu Brett Brown, aby wreszcie pokonać tankującą w tym sezonie ekipę Atlanty Hawks. Nie brzmi to najlepiej, ale niestety fakty są takie, że żadnego z trzech dotychczasowym meczy z Jastrzębiami w tym sezonie, nie byliśmy w stanie wygrać.

W pierwszej piątce kameruńczyka zastąpił Jonah Bolden. Od pierwszej minuty mogliśmy obserwować wyrównane spotkanie, Sixers mieli jednak problemy z dopuszczaniem rywali do czystych pozycji zza łuku, oraz nonszalanckimi akcjami po drugiej stronie parketu. Cieszyć mogła za to dominacja na tablicach, gdzie po dwunastu minutach gry goście mieli już 9 ofensywnych zbiórek. Ostatecznie po pierwszej ćwiartce gospodarze prowadzili 42:38.

Druga kwarta nie rozpoczęła się niestety najlepiej, najpierw Bena Simmonsa pod jego własnym koszem ośmieszył DeAndre Bembry, a w następnej akcji, gdy australijczyk chciał się zrewanżować, zablokował go były kolega z drużyny Justin Anderson. Efektem tego było wyjście gospodarzy na dziewięcio-punktowe prowadzenie, ale również wyraźne podrażnienie zeszłorocznego debiutanta roku i jego kolegów z drużyny, którzy wzięli się do roboty. Już dwie minuty później przewaga gospodarzy stopniała do jednego oczka 55:54, a dokładnie cztery minuty przed zejściem do szatni, po zagraniu alley-op pomiędzy McConnellem, a Butlerem wyszliśmy na prowadzenie. Hawks nie zamierzali jednak się tak łatwo poddać i nawet tracąc w pewnym momencie 7 punktów szybko odrobili straty, przez co pierwszą połowę wygrali 72:68. Niestety znowu mecz wyglądał jakby stanęły przed sobą dwie równorzędne drużyny, a nie młody niedoświadczony zespół i pretendent do mistrzostwa. Chyba możemy jedynie cieszyć się, że oprócz Bostonu w pierwszej rundzie playoffów nie trafimy na drużynę z Atlanty.

Trzecia ćwiartka to ciągła gra kosz, za kosz z resztą zakończona nawet punktowym remisem po 26. Ciągle jednak to Hawks wyglądali lepiej, a u graczy z Philadelphii widać było powoli lekką flustrację, która zdecydowanie przybrała na sile, kiedy to w ostatniej kwarcie gospodarze zaczęli odjeżdżać. Nie mieliśmy zupełnie pomysłu jak powstrzymać ich ataki, przez co utrzymywali około dziesięcio punktową przewagę do samego końca spotkania i nawet nie dali powąchać zwycięstwa drużynie gości… dwunasta drużyna wschodu.

Mam świadomość oczywiście, że to spotkanie tak naprawdę nie miało żadnego znaczenia, bo sytuacja Sixers w tabelii już się nie zmieni. Uwłaczającym jest jednak, żeby taki skład naszpikowany gwiazdami nie był w stanie chociaż raz w sezonie pokonać (z całym szacunkiem) młokosów z Atlanty. Ba! Ta młodzież na tle naszej drużyny wygląda momentami jak profesorowie i stały bywalec rozgrywek posezonowych…

 

Statystyki:

https://watch.nba.com/game/20190403/PHIATL#/boxscore

4 komentarze

  1. Kozik pisze:

    Ja wiem, ze 3 seed spokojny, ale alno dajemy odpoczac S5 calej, i walczymy, albo w 4/5 lineupu lejemy tskich sznurkow jak Dallas czy Atlanta. Serio dostalismy sweepem od Atlanty? Ok, Drew, bez JoJo, ale czy oni wygrali chociaz 20 meczy w tym sezonie? I wszystkie 3 z nami? Ej..

  2. Viruz pisze:

    Wstyd i śmiech na sali….. w po tez tak to będzie wyglądać? To szybkie wakacje będą

  3. wizzleman pisze:

    a idź pan w ch*j

    az lezka w oku sie kreci jak sie przypomina 16 W streak sprzed sezonu

  4. Hetman3 pisze:

    Rok temu roster był gorszy pod względem jakości zawodników ale gra wyglądała inaczej. Bez Embiida grają jak miękkie faje.
    To wygląda tak jakby się nie przykladali do meczy z sredniakami. Takie nastawienie ich zgubi. Już lepiej odstawić pierwszy skład przynajmniej nie będzie blamażu.

Pozostaw odpowiedź Kozik Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *