Atlanta

Dopiero po raz 24. w tym sezonie główna wyjściowa piątka Sixers zagrała w komplecie i jak widać po wyniku, trudno ją w takim ustawieniu zatrzymać. Od pierwszych minut meczu wszystko gospodarzom wychodziło, a niewiarygodną różnicę robił w tym aspekcie Ben Simmons. Nie tylko dzięki świetnej obronie, ale także napędzaniem ataku. Na tym najbardziej skorzystał Seth Curry, który w pierwszej kwarcie rzucił 13 punktów (o oczko więcej niż średnia sezonu) i jego zespół prowadził aż 37-17. Naprawdę miło oglądało się współpracę pomiędzy wszystkimi zawodnikami!

Statystyka meczu: 20-0 w kontrach i 0-5 w stratach dla Sixers w pierwszej kwarcie.

W drugiej odsłonie gra nie była już taka skuteczna, ale Sixers przez większą jej część mieli na tablicy dwukrotnie więcej punktów od Hawks. Pozbawionych Trae Younga czy Bogdana Bogdanovicha rywalom brakowało jakiejkolwiek iskierki w ofensywie. Na tablicy 67-39 w połowie starcia, usługi Simmonsa nie były już więcej potrzebne i nasz rozgrywający spędził na parkiecie zaledwie 15 minut.

Trzecia kwarta była bardziej wyrównana, ale Sixers wciąż kontrolowali wynik. W czwartej przewaga urosła do ponad 40 punktów, więc oglądaliśmy kolejne spotkanie, w którym głębokie rezerwy dostały szansę pokazania się przez kilka dobrych minut. Tu cieszy mnie zwłaszcza postawa Tyrese Maxey’a, który w ostatnich kilku spotkaniach gra na wysokim poziomie, zdobywając dwucyfrową liczbę punktów na dobrej skuteczności.

Liderzy punktowi: Seth Curry zdobył 20 punktów, a Tobias Harris i Joel Embiid dodali po 17 oczek.

Do końca sezonu pozostało już tylko 10 spotkań i chociaż Sixers będą mieli bardzo napięty terminarz (5 gier w 7 dni na początku maja), to biorąc pod uwagę rywali mają drugi najłatwiejszy kalendarz w lidze. Walka z Nets o pierwsze miejsce w tabeli będzie bardzo ciekawa!