Atlanta

Drugie z rzędu starcie z Atlantą we własnej hali nie przysporzyło specjalnych problemów podopiecznym Doc’a Rivers’a. Hawks było stać jedynie na dobrą grę w pierwszej kwarcie, którą rozpoczęli od prowadzenia 2:13. Z każdą mijającą minutą było jednak widać, że Sixers wchodzą powoli w to spotkanie i już na początku drugiej kwarty mieliśmy wynik na styku. Duża w tym zasługa Simmons’a, który grał bardzo energicznie i efektywnie. Druga ćwiartka ustawiła już spotkanie do samego końca, wyszliśmy na dwucyfrowe prowadzenie i było widać, że przyjezdni są bezradni. Mielonkę z obrońców robił pod koszem Howard, a gdy na parkiet wrócili starterzy, to różnica poziomów była aż nadto widoczna.

Trzecia odsłona spotkanie nie zwiastowała już żadnych większych emocji w tym spotkaniu, przewaga gospodarzy sięgnęła 20 oczek i na takim poziomie się utrzymywała, bez względu na personalia jakie występowały na parkiecie. Starterzy pograli już tylko pierwszych minutach drugiej połowy, a resztę czasu gry otrzymali zmiennicy, którzy wyglądali nie gorzej. Aż siedmiu graczy Sixers zanotowało tego wieczora dwucyfrowe zdobycze, najskuteczniejszy okazał się być Howard, zdobywca 19 oczek i 11 asyst. Kolejne spotkanie w niedzielę przeciwko Spurs.