Sixers – Heat 104:108

Pierwsza w sezonie porażka przed własną publicznością. Przegrywamy z Heat po zaciętym spotkaniu, w którym obie drużyny miały swoje momenty. W mecz lepiej weszli Sixers, gra się kleiła, dobrze broniliśmy i nic nie zapowiadało kryzysu który pojawił się w drugiej kwarcie.

To właśnie ten moment meczu był kluczowy. Goście rozpalili się do czerwoności, trójki zaczęły im wpadać i wszystko się posypało. 37 do 19 przegraliśmy ten fragment. Szczególnie rozszalał się Kendrick Nunn, który w całym meczu zdobył 26 punktów. Jimmy Butler z kolei był dobrze kryty, kibice przy każdym kontakcie z piłką tego zawodnika głośno buczeli. Liczyłem na szarżę w trzeciej kwarcie, jednak się przeliczyłem. W dalszym ciągu mecz toczył się kosz za kosz.

Dopiero w czwartej kwarcie Sixers przycisnęli w obronie. Niestety trzykrotnie po dobrze wybronionej akcji, dostawaliśmy trójkę równo z syreną (w tym jedna od tablicy). To zawsze mocno podcina skrzydła. 76ers jednak nie poddali się i do końca próbowali bronić swojego parkietu. Dwie trójki trafił Richardson, dwie dołożył Harris, jedną Embiid i doszliśmy rywala na dwa posiadania. W końcówce mieliśmy nawet akcję na zwycięstwo, jednak trójka Horforda nie przeszyła siatki. Miałem wrażenie, że w tej akcji Ben powinien pójść agresywnie na obręcz, gdyż krył go głowę niższy Nunn.

Nie był to zły mecz w naszym wykonaniu, gdyż Heat naprawdę grają obecnie fajną koszykówkę. Jednak przespany fragment w drugiej kwarcie za bardzo odbił się na wyniku spotkania. Mam nadzieję, że ta porażka wpłynie na Sixers jeszcze bardziej motywująco. Al Horford mimo, że zdobył tylko 9 oczek, to podczas pobytu na parkiecie był jego zespół był +21. Dla porównania Mike Scott w czasie 10 minut był -21…Kolejny mecz z piątku na sobotę, podejmiemy Dallas, którzy będą grali ciągle bez Doncica.