Miami

Philadelphia 76ers wróciła po sześciu latach do play-offs i to w jakim stylu! Po trudnościach w pierwszej połowie, w trzeciej kwarcie zdominowała grę i pewnie wygrała aż 27 oczkami. Brakuje komplementów na wszystkich zawodników – czy to debiutanci, czy weterani, każdy spisał się znakomicie! Wygląda na to, że nawet bez doświadczenia i bez Joela Embiida, zespół ten jest w stanie wymusić swój styl gry i nie zna presji, potrafiąc wyjść z każdego problemu. To przynajmniej pokazał mecz numer jeden, ale trzeba pamiętać, że do pełni szczęścia trzeba jeszcze trzech zwycięstw.

Sixers rozpoczęli spotkanie wolno i nieskutecznie. Simmons grał agresywanie i odważnie wchodził pod kosz, ale w tłoku pudłował. Trzeba przyznać, że Heat twardo bronili i Sixers mieli problem z rzutami za dwa, za to trafili 3 z pierwszych 4 trójek i po 5 minutach gry zaczęli już grać swoje, wychodząc na prowadzenie 17-12. Nie na długo. Po wziętym czasie, Heat zaczęli grać świetną koszykówkę. Zryw 23-4 dał im prowadzenie 35-23 i zrobiło się naprawdę nieciekawie. Na szczęście Sixers szybko się pozbierali i m.in. dzięki trójce Covingtona i jednemu wolnemu Fultza tuż przed syreną, przegrali pierwszą kwartę tych play-offs tylko 29-35.

W pierwszej połowie drugiej kwarty gospodarze zaczęli odzyskiwać kontrolę nad grą. Heat nie zdobyli punktu przez blisko 4 minuty, tymczasem seria 19-3 sprawiła, że Sixers odzyskali prowadzenie (41-38). Co ciekawe, główną zasługę w polepszeniu gry mieli wtedy rezerwowi: Ilyasova, Fultz i Belinelli. Bolączką gości były straty, których w połowie tej kwarty mieli już 11, dwukrotnie więcej od Sixers. Niestety ponownie bardzo szybko wszystko się odmieniło. Boisko opuścił Covington z trzema faulami, Sixers mieli okres bodajże czterech niewymuszonych strat w pięciu kolejnych akcjach i ostatecznie do szatni schodzili przegrywając 56-60.

Jeśli zastanawiacie się, który z trenerów wyciągnął w szatni lepsze wnioski, to seria 15-0 w wykonaniu Sixers na starcie drugiej połowy najlepiej odpowie na to pytanie. Heat łącznie przez ponad 6 minut nie potrafili trafić z gry, za to gospodarze grali to, w czym czują się najlepiej. Dwucyfrowa przewaga utrzymywała się już do końca kwarty i nie zmieniło jej nawet zejście Simmonsa z powodu 4 fauli. Ozdobą końcówki był rzut Ilyasovy z połowy, niestety już po syrenie. Sixers w tej kwarcie byli lepsi 34-18 i przed finałową ćwiartką prowadzili 90-78.

O czwartej kwarcie niewiele można napisać. Gospodarze szybko powiększyli przewagę do 16 punktów i zwyczajnie miło było patrzeć na ich grę. Mimo gorszych momentów, to oni mieli już pełną kontrolę nad przebiegiem meczu i bezpiecznie dotrwali do końca, powiększając stopniowo prowadzenie.

Ben Simmons otarł się o triple-double notując 17 punktów, 9 zbiórek i 14 asyst. Najlepszy w karierze mecz play-offs rozegrał J.J.Redick, zdobywca 28 punktów (8/13 z gry, 4/6 za trzy!). Wtórował mu trafiający niezwykłe rzuty Marco Belinelli (25 punktów – 4/7 za trzy). Na wielką pochwałę zasługują Ersan Ilyasova (17 punktów, 14 zbiórek) oraz Dario Saric (20 punktów – 4/6 za trzy, 6 zbiórek, 3 asysty). Mimo gorszych cyferek, Robert Covington (9 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki) i Markelle Fultz (5 punktów, 4 asysty, 2 przechwyty) też spisali się na medal.

Sixers jako zespół trafili aż 18 trójek (na 28 prób!), co jest ich nowym klubowym rekordem (poprzedni wynosił “zaledwie” 11 trafień za trzy punkty). Skuteczność za dwa (47%) okazała się gorsza od tej za trzy! Na uwagę zasługuje także aż 34 asyst i tylko 10 strat.