Sixers – Lakers 121:105

Ważne zwycięstwo zapisujemy na swoje konto. Udało nam się skorzystać na absencji kluczowych graczy przeciwników i odnieść przekonujące zwycięstwo. Mecz ułożyła pierwsza kwarta, która była świetna w naszym wykonaniu. Wygraliśmy ją 39 do 20 i w dalszej części meczu kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Jedynie Ingram, który zagrał na świetnej skuteczności i zanotował rekord kariery 36 punktów, narobił szkód Sixers. Swoją drogą, który to już raz zawodnik NBA robi najlepszy wynik w karierze przeciwko nam?

Dobre zawody rozegrała cała trójka naszych liderów. Ben zanotował 19 oczek, Jimmy 20, a Joel 28. Za każdym razem gdy się zdawało, że Lakers łapią wiatr w żagle, gracze pierwszej piątki wybijali im z głowy powrót do gry. Nasza ławka jednak była tradycyjnie do tyłu.

Co ważne, zanotowaliśmy tylko 12 strat przy 21 przeciwników, a do tego sami mieliśmy 15 przechwytów, po których zdobywaliśmy łatwe punkty z szybkich ataków. Można powiedzieć, że w dobrym momencie zagraliśmy mecz z Lakers, którzy bez Lebrona i Kuzmy i całym zamieszaniem z AD byli łatwym kąskiem dla 76ers. Kolejny mecz to jednak starcie na wyjeździe z Golden State, gdzie okaże się, czy to my nie zostaniemy łatwo pożarci…

5 komentarzy

  1. viruz pisze:

    Jeżeli zagrają wszyscy to z Gs nie będzie tak złe :) obym miał racje :)

  2. Serek7 pisze:

    Ingram pompuje wartość transferową :) I dobrze, będą mieli z niego w Pelicans uciechę. Te jego kończyny a’la slenderman dają mu przewagę jak cholera. Niech trenuje rzut, buduje masę, a może rzeczywiście będzie słabszą wersją Duranta, jeśli tylko będzie miał pole do rozwoju. Bo takowego niestety nie ma za bardzo w Lakers.
    Swoją drogą nieźle patologiczna organizacja tam jest. Najpierw BEZNADZIEJNE kontrakty dla m.in. Denga i Mozgova, potem pozbycie się trzonu młodych (Russell, Randle) którzy tajemniczo wypalili po zmianie drużyny, a teraz budowanie ekipy wokół najlepszego gracza planety bez dostarczania mu tego, czego potrzebuje najbardziej – kompetentnych strzelców. Robiąc transfer z Pels staną się jeszcze bardziej płytką drużyną, choć rozumiem, że mogą celować w mistrza 2020, wiedząc, że teraz nic powyżej pierwszej rundy mogą nie ugrać.

  3. Hetman3 pisze:

    Może i patologiczna organizacja tylko mają Lebrona A on jakimś cudem zawsze ściąga swoich kumpli. Zaraz się okaże że JR Smith trafi tam za minimum podobnie jak Melo.
    Swoją drogą musi być tam niezły cyrk skoro razem grają Lebron Rondo i Lancelot A jeszcze parę lat temu pluli na siebie.
    Nie lubię budowania w ten sposób drużyny. Krótko wzroczne budowanie dla osiągnięcia szybkiego celu. Później gwiazdy odchodzą pickow brak i zostaje zbieranina przeciętniakow jak jeszcze niedawno w Nets.
    Tyle mieli pickow w ostatnich latach Russell, Ingram i Ball i żaden z nich nie jest i nie będzie All Starem.
    Troszkę mniej szczęścia w losowaniu i oni by mogli grać u nas A wtedy proces byłby odległą mrzonką.

  4. kobe pisze:

    Nie mówmy, że żaden z nich nie będzie all starem. Do tego poziomu nie dojdą grając właśnie w Lakers.
    Russell w tym sezonie, gdy Nets mogą wejść do play off, może spokojnie zostać wybrany jako rezerwowy.

    • Serek7 pisze:

      Zgadzam się, Russell wg mnie powinien wejść do ASG w tym roku. Randle też by miał duże szanse, gdyby Pels grali na Wschodzie. A to są jeszcze młodzi zawodnicy, co więc będzie za trzy lata? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *