Sixers – Nuggets 117:110

Filadelfijczycy podjęli u siebie rewelację tego sezonu, Denver Nuggets, w ramach niezwykle trudnej serii 12 spotkań z najsilniejszymi drużynami w NBA. Ale to nie miało znaczenia. Liczył się debiut nowych zawodników pozyskanych przed “trade deadline” i 24 mecze pozostałe do końca sezonu, które muszą starczyć na zgranie się i odpowiednie przygotowanie do play-offs. Spotkanie z Nuggets pokazało, że fani Sixers mogą patrzeć w przyszłość jak najbardziej pozytywnie, podczas gdy ich rywale przegrali po raz trzeci z rzędu.

Już pierwsza akcja Sixers to dogranie Simmonsa pod kosz do Harrisa, niestety jego rzut był niecelny. W kolejnych minutach oglądaliśmy przepychanki w trumnie pomiędzy Embiidem i Jokićem, w których ten pierwszy okazał się zdecydowanie górą wymuszając faul i zdobywając kosza. Po nieco ponad 3 minutach gry Harris zdobył pierwsze w karierze punkty w barwach Sixers, trafiając trójkę po podaniu Simmonsa. To oczywiście poderwało publiczność i zrobiło się tak gorąco, że w następnej akcji uskrzydlony Harris zdobył łatwe punkty spod kosza, a moment później asystował do Redicka rzucającego za trzy. Tym samym Sixers zanotowali serię 10-0 i prowadzili 14-6, zmuszając rywali do wzięcia czasu. Po 7 minutach gry na parkiecie pojawił się po raz pierwszy Marjanovic i szybko rzucił swoje pierwsze punkty, wchodząc pod kosz. Widownia znowu oszalała i trudno sobie w tamtej chwili było wyobrazić, żeby nasi nowi zawodnicy nie poczuli Braterskiej Miłości. Ostatnie minuty kwarty to już w sporej mierze czas rezerw i bardziej wyrównanej gry, z wyjątkiem końcówki zakończonej serią 7-0 m.in. po trójce Redicka świetnej dobitce Korkmaza po pudle Embiida. Sixers prowadzili 33-23.

W drugiej kwarcie dalej nie mógł wystrzelić się Scott (trzecie pudło). Oglądaliśmy za to piękną współpracę w dwóch kolejnych akcjach Redicka z Butlerem. Przegrywając już 29-41 goście musieli wziąć czas. Na niewiele się to zdało – w połowie kwarty pięknym podaniem nad obręcz popisał się Simmons (wsad jedną ręką Butlera), po chwili siuuuup… szybka trójka Ennisa znalazła drogę do siatki wprowadzając Sixers na prowadzenie 50-34. Nuggets wzięli kolejny czas, bo musieli, grając jak ekipa z dołu, a nie z czołówki tabeli. Tym razem pomogło: obudził się Jokić, rywale zaczęli trafiać z dystansu i grać płynniejszą ofensywę, podczas gdy w Sixers coś się zacięło i nawet Simmons spudłował wsad, Embiid był nieskuteczny (1/8 z gry), a obrona przestała działać. Ani się nie obejrzeliśmy i Nuggets popisali się serią 11-0 i w połowie meczu mieliśmy remis po 56 (mało brakowało, aby trójkę na zakończenie kwarty trafił… Simmons, niestety piłka wyleciała z obręczy).
W przerwie spotkania uroczyście wzniesiono pod sufit Wells Fargo Center banner z numerem 2 należący do Mosesa Malone’a, zmarłej w 2015 roku legendy Philadelphii 76ers, członka ostatniego mistrzowskiego składu z 1983 roku.

 

 

Po zmianie połów oglądaliśmy już wyrównaną koszykówkę, z małą przewagą Sixers za sprawą fenomenalnego Redicka, który trafił dwie trójki z rzędu i miał ich na swoim koncie już 6 przy 100% skuteczności! Na 2 minuty przed syreną Nuggets wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie, podczas gdy słabo wyglądający Embiid (zatrucie przed meczem) miał już na koncie 11 pudeł przy 12 próbach. “Proces” jednak nie zawodził w defensywie, co udowodnił blokując rzut za 3 rywali na zakończenie kwarty, przy stanie 83-82 dla Sixers.

Na początek ostatniej ćwiartki swoje pierwsze dla Sixers punkty zdobył wreszcie Mike Scott. Gra jednak zwolniła i wciąż pojedynek był bardzo zacięty, z przewagą kosza lub dwóch jednej ze stron. Na 5.23 minuty przed końcem za 3 trafił ponownie Harris (101-97) ale po chwili przez straty Sixers mieliśmy kolejny remis po 103 (realizator meczu pokazał, że do tej pory Nuggets byli lepsi 20-4 w punktach po stratach rywali, z których aż 8 należało do Simmonsa). Na 3.5 minuty przed syreną na parkiet powrócili wszyscy starterzy i to pomogło, bo przecież od czego ma się cztery gwiazdy w składzie! Punkty Embiida, Harrisa i dwa wolne Butlera doprowadziły do wyniku 109-103. Odpowiedział Plumlee, ale po nim Simmons pięknie oszukał obronę podpisując się widowiskowym monster dunkiem. W kolejnej akcji zobaczyliśmy nie mniej piękny blok Embiida i akcję ofensywną zakończoną jego punktami z dystansu (chyba Kameruńczyk zapomniał na dobre o swojej nieskuteczności), co przełożyło się na serię 10-2 i wyłonienie zwycięzcy spotkania, mimo 35 sekund do jego końca.

 

Najskuteczniejszym graczem meczu był najmniej gwiazdorski element pierwszej piątki Sixers, czyli J.J. Redick (rekordowe w sezonie 34 punkty przy skuteczności 6/7 za trzy i 11/15 z gry). Butler zdobył 22 punkty, 7 zbiórek i 5 asyst, Embiid zaliczył 15 punktów, 12 zbiórek i 4 bloki (tylko 4/17 z gry, w tym 0/5 za trzy), Harris w swoim debiucie uzbierał 14 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty, a Simmons dodał 12 punktów i 6 asyst, popełniając przy tym 9 strat. Marjanovic, Ennis i Scott rzucili łącznie 12 punktów, a ostatni nowy nabytek – Jonathon Simmons – zadebiutuje prawdopodobnie dopiero w kolejnym meczu. Pojedynek z Nuggets pokazał, że Sixers po ostatnich wymianach są zdecydowanie lepszą drużyną i po odpowiednim zgraniu i powrocie Zhaire Smitha mogą być jedną z najniebezpieczniejszych w całej lidze.