Philadelphia 76ers przegrała już trzynaste spotkanie z rzędu, wciąż jednak grając w osłabieniu bez Jahlila Okafora, którego kontuzja okazała się poważniejsza niż początkowo przypuszczano.

Mecz rozpoczął się od wyrównanej pierwszej kwarty, w której błyszczał zwłaszcza wszechstronnie grający Covington. W drugiej ćwiartce Rockets przejęli inicjatywę, w czym duża zasługa byłego filadelfijczyka K.J. McDanielsa, który zdobył wówczas 10 ze swoich 12 punktów (w tym cztery pięknymi wsadami). Rockets wygrali tą kwartę 15 punktami i schodzili do szatni z prowadzeniem 61:52.

Po zmianie połów goście długo utrzymywali swoją przewagę. Sixers jednak nie poddawali się i zaczęli walkę o zwycięstwo w ostatniej kwarcie. Zryw 13-0 dał im prowadzenie 95-92 na 8 minut przed końcową syreną. W największym stopniu przyłożył się do tego Smith, zdobywając 9 punktów i 1 asystę podczas tej serii. Gra była bardzo wyrównana i zacięta przez kolejne 4 minuty. Niestety na 4 minuty przed końcem Terry trafił dwie trójki z rzędu i dodając do tego punkty z linii rzutów wolnych wyprowadził Rockets na prowadzenie 112:103. To były kluczowe zagrania w meczu, po których Sixers już się nie podnieśli.

Punktowo najlepiej wypadł Ish Smith, który uzbierał 21 punktów i 5 asyst, ale popełnił też aż 6 strat. Na poziomie zagrali także Robert Covington (17 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 4 przechwyty) oraz powracający po kontuzji Nerlens Noel (17 punktów, 9 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty, 2 bloki). Następny mecz w piątek przeciwko Brooklyn Nets.