Pierwsza kwarta sylwestrowego pojedynku pomiędzy Sixers i Suns zaczęła się od mocnego uderzenia drużyny z Philadelphii, która łatwo objęła prowadzenie i kontrolę. Zawodnicy nie popełniali strat, trafiali rzuty, grali zespołowo dzięki czemu przewaga oscylowała wokół 10 pkt.

Po wprowadzeniu zmian przez coacha Breta Browna w drużynie coś się zacięło, Do ataku wkradł się chaos, zawodnicy oddawać zaczęli przypadkowe wymuszone rzuty, natomiast Suns złapali wiatr w żagle i gonili wynik. W połowie kwarty przewaga stopniała już do 3 punktów i Sixers poprosili i czas. Do gry wrócił Embiid, a razem z nim na boisku pojawił się Trevor Booker. Od tego momentu goście ponownie narzucili swoje warunki gry i objęli kontrolę nad spotkaniem. Końcówka kwarty to popis eks-filadelfijczyka, którego chyba dobrze pamiętamy – Isah Cannana, który wjeżdżał pod kosz i  trafiał za trzy niwelując tym samym przewagę do 3 pkt. Ostatnie słowo należało jednak do JJ Reddicka, który popisał się niesamowitym rzutem niemal z połowy boiska i ustanowił wynik pierwszej kwarty na 38-32 dla 76ers.

Druga kwarta rozpoczęła się od jeszcze mocniejszego uderzenia Phili. Bardzo aktywny był Dario Saric, który trafił dwie trójki i był faulowany po dobrym minięciu, ponadto trafiali Embiid i TJ, a efektem skutecznej gry w ataku i dobrej obrony był run Sixers 18-4 w 6 minut drugiej kwarty. Pozostałe 6 minut to głównie chaotyczna wymiana ciosów z obu stron, sporo chaosu i wymuszonych rzutów. Ostatecznie na tablicy po 24 minutach widniał wynik  63-49. Watro nadmienić, iż w tym czasie Devin Booker absolutnie w niczym nie przypominał zawodnika, który ostatnim razem rzucił Sixers 46 punktów!!

Trzecia kwarta rozpoczęła się od trójek Covingtona i niewidocznego do tej pory Devina Bookera. Swoją obecność w tej części gry zaznaczył Joel Embiid, który dwukrotnie łatwo ograł Chandlera i zdobył 4 pkt. Następnie jednak nie popisał się pod bronionym koszem i złapał swoje 4 przewinienie i został od razu zastąpiony Amirem Johnsonem. W tym momencie można powiedzieć, że scenariusz z pierwszej kwarty się powtórzył. Z boiska zszedł Joel, a Suns natychmiast zaczęli punktować. Za trzy punkty trafił Booker i dwukrotnie Chriss. Celną trójką odpowiedział Saric, ale Bret Brown zmuszony był wziąć czas, widząc że gra jego drużyny się sypie. Na niewiele jednak to się zdało, nakręceni Suns szli jak lokomotywa, natomiast Sixers grali jak dzieci we mgle. Efektem takiej postawy była seria 20-5 dla Suns i ustanowienie wyniku na 81-77 dla Sixers na 5 minut przed końcem 3 kwarty. Rozpędzona lokomotywa Suns jechała dalej i nikt nie był w stanie jej zatrzymać, a bezkonkurencyjna gwiazda tej części gry był Marquese Chriss, który był wszędzie, robił wszystko i wyprowadził Słońca na prowadzenie. W Sixers natomiast panował chaos, straty i niecelne rzuty, czyli można powiedzieć, że już standardowa gra Sixers w 3 kwarcie. Sytuację ratował Joel, który po powrocie na boisko zdobył 7 punktów ( głownie z rzutów wolnych, jednak chybił dwa z nich) i utrzymał ostatecznie prowadzenie Philadelphi po 3 kwartach i na tablicy widniał wynik 92-89, jednak tęż część gry wygrali Suns 40 do 29!!!!!

W czwartej kwarcie Suns kontynuowali swoją szarże, a przewodził im Devin Booker, który już w 3q „poczuł krew”. Wydawało się, że Sixers już nie dadzą rady ich zatrzymać, jednak Joel Embiid swoimi akcjami trzymał swój zespól na powierzchni. Niespodziewanie ciężar gry wziął na siebie ktoś inny, ktoś do tej pory niewidoczny – Ben Simmons – pierwszy wybór w drafcie 2016 roku. Simmons wreszcie zaczął grać tak jak się togo od niego wymaga! Zdecydowanie wjeżdżał pod kosz, nie unikał kontaktu, wymuszał faule i bronił. To on był „iskrą”, która rozpaliła zawodników Sixers do zrywu, zaraz za nim zaczęli trafiać Reddick i bardzo dobrze grający w tym meczy Saric. Phila odskoczyła na 8 punktów na 1.30 sec do końca spotkania i prowadzenia już nie oddała. W drużynie z Philadephi na wyróżnienie zasługuje cała pierwsza piątka, która rozegrała wspaniałe zawody. Saric zdobył 27 punktów, RoCo „tylko” 10pkt, ale jak zwykle bezkompromisowo bronił, JoJo 22pkt, 9zb i 5 as, JJ Reddick 22 pkt i Ben Simmons 21 pkt, 9zb., 6as., i 3 blk. Warto odnotować też, że trafił 7 z 11 rzutów wolnych. Dobrą zmianę natomiast dał jak zwykle TJ McConnell (8pkt, 5as) oraz niewidoczny “statystycznie”, ale odwalający kawał dobrej roboty Trevor Booker.  W drużynie przeciwnej natomiast prym wiedli Devin Booker który rzucił 32 pkt ( 28 w drygiej połowie) i TJ Warren zdobywca 28 punktów. Było to drugie z rzędu wyjazdowe zwycięstwo Sixers. Miejmy nadzieje, że dobry koniec 2017 roku będzie zapowiedzią dobrej gry w 2018 roku. Przy okazji chciałem złożyć najlepsze życzenia noworoczne całej redakcji i wszystkim kibicom Sixers i całej NBA.