W dniu uhonorowania Allena Iversona swój show zaprezentował Trevor Ariza, który przypomniał w Philadelphii jak to jest mieć super strzelca. Ariza oczywiście nim nie jest, ale wczoraj wyjątkowo mu się udało: w pierwszej kwarcie rzucił aż 24 punkty (trafiając wszystkie 5 trójek), a cały mecz zakończył z dorobkiem 40 punktów i 4 przechwytów. Sixers mimo to trzymali się na poziomie około 10 punktów straty, dopiero w drugiej połowie zabrakło im sił.

Tony Wroten rzucił 19 punktów, Thaddeus Young o dwa mniej, a Michael Carter-Williams dodał 15 punktów i 7 asyst, ale znowu na niskiej skuteczności.