Sixers znowu zeszli z parkietu pokonani, ale znowu zadziwili (o ile to jakieś pocieszenie). Po pierwsze ilością punktów, które zdobyli pod nieobecność swoich najlepszych strzelców: kontuzjowanych Roberta Covingtona i Jasona Richardsona. Po drugie występem Isha Smitha. Zawodnik, który do tego meczu podchodził ze średnią 2.0 ppg był najlepszym strzelcem meczu (19 punktów) i najlepszym asystującym (9 asyst). Czyżby pozycja Isaiaha Canaana (14 punktów, 3 asysty), który nie radzi sobie wystarczająco dobrze z kreowaniem partnerów, zagrożona? I po trzecie występem Nerlensa Noela, który trafił wszystkie (!) siedem rzutów z gry (17 punktów, 7 zbiórek, 2 bloki).