Po nadspodziewanie dobrej grze Sixers pokonali na wyjeździe Thunder, kończąc serię 19 porażek z rzędu z klubem z Oklahomy. Ostatnio Sixers okazali się lepsi, kiedy… rywale grali jeszcze w Seattle pod nazwą Supersonics. Nie przeszkodził brak Joela Embiida (czwarty opuszczony mecz z rzędu) i Bobana Marjanovica, bo pokonani także byli osłabieni brakiem Paul George’a.

Sixers rozpoczęli mecz trafiając 10 z pierwszych 12 rzutów i prowadząc 24-13. Na przerwę schodzili z przewagą 60-49 i kontrolowali przebieg gry do połowy finałowej ćwiartki. Kluczowym zawodnikiem dla grających w dziewiątkę gości był Tobias Harris; kiedy Thunder na 4.40 minuty przed końcem meczu zdołali wreszcie zremisować po 93, Sixers zerwali się 10-0, z czego osiem pierwszych punktów rzucił właśnie Harris, a serię dokończył Butler wsadem. Pod koniec zrobiło się znowu nerwowo – seria 7-0 gospodarzy zniwelowała ich straty do dwóch punktów (104-106), ale dwa rzuty wolne Redicka przypieczętowały wygraną.

Tobias Harris rozegrał najlepsze spotkanie od przejścia do Philadelphii, zdobywając 32 punkty (5/7 za trzy), 5 zbiórek i 3 asysty. Jimmy Butler również rozegrał najlepsze spotkanie od dłuższego czasu, dokładając 20 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst. Ben Simmons zdobył dziewiąte w sezonie triple-double (11 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst oraz po 2 bloki i przechwyty) i dobrze bronił przeciwko Russellowi Westbrookowi, który także zakończył mecz z triple-double, ale trafił tylko 8 z 24 rzutów, w tym 1 z 9 za trzy. Dodam jeszcze, że Jonah Bolden w roli startera wyrównał swój rekord kariery, rzucając 14 punktów.

Kolejne spotkanie przeciwko Golden State Warriors w sobotę. Sixers pokonali już w tym sezonie mistrzów NBA, którzy obecnie są po dwóch porażkach z rzędu. O ewentualnym powrocie Joela Embiida sztab Sixers zadecyduje w dniu meczu.