W niedzielę skończył się pierwszy 10-dniowy kontrakt Tima Fraziera, ale Sixers nie zdecydowali się podpisać nowego. Na razie ma to sens, bo kolejny mecz dopiero w piątek, więc niewykluczone, że Frazier dostanie nową umowę pod koniec tygodnia, aby teraz nie marnować czasu.

Jeśli Sixers nie zdecydują się na inne ruchy transferowe, to podpisanie Fraziera jest koniecznością. W związku z kontuzją Tony Wrotena wykluczającą go z gry do końca rozgrywek oraz z powodu problemów zdrowotnych Michaela Cartera-Williamsa, w zespole brakuje prawdziwego rozgrywającego do prowadzenia gry ofensywnej. Dochodziło więc do absurdalnych sytuacji gdy za rozgrywanie odpowiedzialny był JaKarr Sampson (który jest przecież skrzydłowym!), lub debiutanci z NBDL na 10-dniowych kontraktach (przed Frazierem był to Larry Drew II).

Niespodzianką było, że o ile Drew II wypadł nieźle, to Tim Frazier radził sobie naprawdę dobrze. Indywidualnie w trzech grach zdobywał 5.0 ppg i aż 8.7 apg, będąc jednym z czterech debiutantów w historii NBA z taką średnią asyst w trzech pierwszych spotkaniach. Z kolei pod względem wyników zespołu było także nadzwyczaj dobrze: Sixers walczyli jak równy z najsilniejszymi w lidze Warriors oraz pokonali Bobcats, wygrywając po raz pierwszy od 21 spotkań, gdy na parkiecie nie było MCW (licząc poprzedni sezon).

Tuż po zakończeniu 10-dniowego kontraktu Frazier zdążył zagrać w Meczu Gwiazd NBDL, w którym zdobył 11 punktów (4/4 z gry) i 10 asyst.