Sam Hinkie do tej pory bardzo się starał, by jego drużyna przegrywała. Trzeba mu to przyznać! Pozbył się Jrue Holiday’a i Andrew Bynuma. Powierzył zespół niedoświadczonym graczom. Dał zielone światła Michael’owi Carterowi-Williamsowi i Evanowi Turnerowi. Posadził Nerlensa Noela na cały rok. Posadzenie MCW na mecz z Rockets też wygląda na jego sprawkę. Na papierze wszystko wygląda genialnie, ale w praktyce coś nie wyszło…

Pisałem o tym, że Sixers będą grać widowiskowo, będą walczakami, będą zdobywali wiele punktów. Nikt nie wierzył. Ale nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się, że tak dobrze będzie grał Michael Carter-Williams. Nikt nie spodziewał się serii 3-0 na początku sezonu. Pokonania Heat, Bulls czy Rockets. Nikt nie spodziewał się eksplozji Turnera. Ani triple-double Tony’ego Wrotena. Ani 36 punktów Jamesa Andersona.

Sixers muszą zacząć tankować teraz, albo zapomnieć o tym raz na zawsze. Dzisiaj są jedną z trzech drużyn ze Wschodu z dodatnim bilansem, co oznacza, że mogą zapomnieć o Wigginsie, Parkerze, Randlu czy w ogóle o innych gwiazdach przyszłorocznego draftu. W konsekwencji mogą zapomnieć o byciu contenderem przez najbliższe lata, długie lata. Sixers nie są jedyni z tym “problemem”, bo Phoenix Suns z bilansem 5-3 też “zawodzą”. Boston Celtics są po czterech wygranych z rzędu, wliczając w to pokonanie Miami Heat. A w Utah się cieszą, bo ich Jazz nie potrafił wygrać przez siedem pierwszych meczów sezonu.

Drużyna taka jaką byli Sixers dwa lata temu z Jrue Holiday’em i Andre Iguodalą w składzie, atletyczna i nastawiona na obronę, może awansować do drugiej rundy play-offs. Drużyna, jaką Sixers są w tym roku, nie ważne jak przyjamna i emocjonująca do oglądania w sezonie zasadniczym, w pierwszej rundzie zostaje zmieciona. Drużyna zbudowana wokół gwiazdy, a najlepiej kilku gwiazd, walczy o finały NBA. Taka jest dzisiaj ta liga, czy się to komuś podoba, czy nie.

Sixers teraz wygrywając nie tylko tracą szansę na wybór wysoko w drafcie, ale także zniechęcają do siebie inne gwiazdy, które jako wolni agenci latem 2014 roku będą się decydować na przyszłość w zespole, w którym mogą coś osiagnąć. Nieistotne może wtedy być, ile pieniędzy Philadelphia wyłoży na stół.

W hollywoodzkich filmach bohater często poddaje się, nie potrafiąc poświęcić życia kilku jednostek, żeby uratować miliony. Ostatecznie jakimś cudem wygrywa i ratuje wszystkich. NBA to nie film, tutaj cudów nie ma, przynajmniej nie takich na dłuższą metę – trzeba poświęcić ten sezon, żeby świętować kilka kolejnych. To bardzo trudne, bo po wielu ponurch latach, narzekaniach i mękach, wreszcie gra Sixers dostarcza nam wiele, wiele radości. Zrezygnujemy z tego dobrowolnie, to poczujemy się jak dziecko, któremu odebrano lizaka. I to często pierwszego w życiu lizaka. Ale może warto poczekać jeszcze jeden sezon, żeby dostać całą torbę lizaków? Rzadko trafia się okazja na tak szybką przebudowę.

Co w takim razie można zrobić? Oto scenariusze dla tych, co dali się przekonać do tankowania:

  • Sprzedać jak najszybciej Evana Turnera, nawet za niższe wybory w drafcie – to rozbój w biały dzień jak na strzelca z pierwszej dziesiątki NBA, ale w tym przypadku może warto?
  • Pozbyć się szybko jeszcze kogoś, kto i tak wcześniej czy później odejdzie. Spencer Hawes? Lavoy Allen? Czarna dziura pod koszem mogłaby “uratować” wiele spotkań.
  • Wymyślać masę fikcyjnych kontuzji, żeby jak najczęściej móc pauzować najlepszych graczy. Można też grać wąskim składem, męcząc zawodników.

 

Jeśli jednak na sam dźwięk słowa “tankowanie” dostajesz dreszczy, oto możliwy scenariusz dla Sixers dalej wygrywających w tym sezonie:

  • Awans do play-offs, gdzie odpadną po walce w pierwszej rundzie.
  • Latem ominą ich największe wisienki z draftowego tortu, ale uda im sie pozyskać niezłego pierwszorundowego zawodnika.
  • Zatrzymają Turnera i Hawesa, nieco przepłacając ich kontrakty. Ale będą jeszcze mieli z czego zapłacić dobremu wolnemu agentowi, chociaż nie takiemu z samego szczytu.
  • W sezonie 2014/15 dzięki zdobytemu teraz doświadczeniu i bardzo dobrej grze Nerlensa Noela awansują do drugiej rundy play-offs, ale na więcej nie będzie ich stać.
  • Kolejne lata czeka ich walka o 6-8 miejsca play-offs i rozwijanie młodych talentów…