Tobias Harris i liczby jego życia

Ja i Morgan dorastaliśmy razem od 8-9 roku życia. Był moim najlepszym przyjacielem od kiedy byłem dzieciakiem. Mieliśmy ten sam cel – pewnego dnia dostać się do NBA – Tobias Harris.

Ojcowie Tobiasa Harrisa i Morgana Childsa również byli bardzo blisko. I obaj z równym dystansem podchodzili do dziecięcych marzeń swoich synów, choć nigdy nie dali im tego odczuć. Reggie Childs do dziś twierdzi, że Tobias jest dla niego jak drugi syn – chłopcy spędzali przecież ze sobą niemal każdą chwilę i byli częstymi gośćmi w swoich domach. Marzenie dwóch przyjaciół z każdym rokiem stawiało coraz większe wyzwania również przed rodzicami, którzy musieli radzić sobie z dowożeniem swych pociech na mecze i treningi.

Lata mijały, a chłopcy pokazywali coraz większy potencjał. Byli gwiazdami szkoły średniej, gdy Morgan zaczął zwierzać się ojcu, że w trakcie meczów często czuje ból w klatce piersiowej, a nogi odmawiają mu posłuszeństwa. To, co chłopak pierwotnie brał za oznakę dawania z siebie 100% na boisku, po miesiącach badań okazało się być zespołem mielodysplastycznym, zwanym potocznie stanem przedbiałaczkowym. Upraszczając – proces tworzenia białych krwinek w organizmie Morgana był zakłócony, co powodowało u niego m.in. zwiększoną męczliwość i osłabienie odporności.

Młody Childs rozpoczął leczenie. Tobias odwiedzał go po każdym meczu, na który jego przyjaciel nie był w stanie dotrzeć. Mimo walki z rozwijającą się chorobą siła marzenia chłopców nie osłabła ani odrobinę, a 17-letni Morgan powtarzał swojemu ojcu:

Ludzie nie mają pojęcia, jak dobrym koszykarzem się stanę!

Niestety, nie było nam dane przekonać się o prawdziwości słów Morgana Childsa. 23. czerwca 2008 roku śmierć upomniała się o młodego marzyciela, a dziedzictwo jego celu podwoiło motywację Tobiasa, który rozpoczął samotną pogoń za marzeniem będącym spoiwem jego największej życiowej przyjaźni. Żeby zrozumieć jak wielki wpływ wywarło to na młodego Harrisa, wystarczy spojrzeć, jak reaguje on na wspomnienia z tego okresu. Mimo upływu lat Tobias wciąż nie potrafi powstrzymać łez, gdy myśli o śmierci Morgana.

(przez łzy) To boli, ponieważ był taki młody. A my zawsze rozmawialiśmy tylko o koszykówce… – kończy z płaczem Harris.

Tobias zunifikował dążenia Morgana i swoje. Od tego czasu ilekroć wychodził na boisko, walczył nie tylko o swoje marzenia. Walczył o to, by spełnić również marzenie najlepszego przyjaciela, którego los potraktował tak okrutnie. Nie chciał zapomnieć. Motywowany przez ból i wspólny cel młody zawodnik stawał się coraz lepszy, co poskutkowało wyborem w pierwszej rundzie draftu 2011. Dołączył do Milwaukee Bucks, jednak nie zagrzał tam miejsca – w drugim sezonie został wytransferowany do Orlando, gdzie przywdział koszulkę z numerem “12” (noszoną przez niego również w liceum i w college’u), w Milwaukee zajętym przez Luca Mbah’a’Moute.

Tobias zadzwonił do mnie i powiedział “Reg, zamierzam nosić dwunastkę Morgana, żeby go upamiętnić. Żeby w każdym meczu, w którym wystąpię, mógł wystąpić i on”. Wiele osób oglądając mecze widzi numer “12” na plecach Tobiasa, ale nie wiedzą tego, co my. Tak jak cały czas mu powtarzam – “Masz na ramieniu anioła, którego oni nie potrafią dostrzec!” – Reggie Childs.

Noszę numer “12” dla Morgana. Wiem, że ilekroć nakładam na siebie tę koszulkę, on jest ze mną, w głębi mojego serca. I wiem, że podczas każdego meczu, który rozgrywam, jest ze mną. Gdyby tu był, byłby tak dumny… – kończy z płaczem Tobias.

Myślę, że nasza rodzina tego potrzebowała. Potrzebowała czuć, że Morgan wciąż jest z nami. A to, że Tobias nosi jego numer na plecach, czyni tę historię trochę mniej smutną – Emery Childs, siostra Morgana.

Jednak wraz z transferem do Detroit w 2016 roku Tobias stracił możliwość upamiętniania w ten sposób swojego przyjaciela, gdyż w ekipie Tłoków numer ten należał do Aarona Baynesa. Harris uznał to za zamknięcie pewnego rozdziału w swoim życiu. Czuł, że należycie upamiętnił swojego najlepszego przyjaciela i przyszedł czas na uhonorowanie innej, kluczowej dla jego życia, osoby. Na cześć gracza Albany Patroons (z ligi CBA, nieudolnej konkurencji NBA) z roku 1982, którego karierę zakończyło wykluczenie go ze składu przez młodego trenera, Phila Jacksona, przywdział koszulkę numerem “34”. Tym graczem był Torrell Harris, ojciec Tobiasa.

“34” towarzyszyło Harrisowi również w Los Angeles, jednak wraz z przeprowadzką do Philadelphii musiał zmierzyć się on z kolejną przeszkodą – wiszącą pod kopułą Wells Fargo Center koszulką z tym właśnie numerem! Zawodnik zdecydował się nie negocjować z Charlesem Barkley’em pozwolenia na przywdzianie jego zastrzeżonego numeru, więc wybrał numer “33”, w którym mieliśmy okazję już go oglądać. Close enough.

Przychodząc do Philadelphii Tobias jest ukształtowanym graczem, który otarł się o wybór do All-Star Game w naszpikowanej gwiazdami zachodniej konferencji. Chyba nie mamy wątpliwości, iż na wchodzie mógłby zastąpić kogoś z grona Lowry – Vucević – Middleton – Russell, prawda? Jego największym atutem jest nade wszystko pożądana w tych czasach wszechstronność ofensywna. Co głównie rzuca się w oczy, gdy patrzy się na jego grę, to fakt, iż na boisku nie ma miejsca, w którym czułby się niekomfortowo oddając rzut:

  • 24% prób spod kosza – skuteczność 65.7%;
  • 20% prób w grze post up – skuteczność 45.3%;
  • 16% prób na bliskim półdystansie – skuteczność 43.7%;
  • 10% prób na dalekim półdystansie – skuteczność 47.7%;
  • 30% prób za trzy – skuteczność 43.7%.

Jednak nie zawsze tak było. W trakcie jego początków w Magic określano go jako dobrego w izolacjach gracza z obiecującymi instynktami pod obręczą. Wytykano mu brak skuteczności za trzy (26, 31 i 25 procent w trzech pierwszych sezonach), brak zdolności kreacji gry, mały zasięg ramion (211 cm przy 206 cm wzrostu) oraz słabą grę obronną. Nisko osadzony środek ciężkości pomagał mu jednak w grze post-up, a transfer do Magic uwolnił jego potencjał ofensywny – w 27 meczach rozegranych w barwach ekipy z Orlando w sezonie 2012/13 zaliczał średnio 17.3 PPG, 8.5 RPG, 2.1 APG i 1.4 BPG!

Zaczęto wtedy zauważać u niego podobieństwo do Paula Millsapa, który w początkowej fazie kariery grał bardzo podobnie do młodego Tobiasa. I choć wydawało się, że skrzydłowy Magic może mieć nawet większy potencjał ofensywny od ówczesnego gracza Hawks (na wzór którego również mocno skupił się na poprawie kompetencji strzeleckich), to wciąż w oczy rzucały się braki po bronionej stronie parkietu. W poprawie w tym aspekcie najbardziej pomógł mu… Transfer do Detroit, gdzie trafił pod skrzydła Stana Van Gundy’ego.

Stan chciał, żebym bardziej skupiał się w defensywie. Zawsze myślałem o sobie jako o ofensywnym graczu, a on chciał, żebym zmienił swoje podejście. Najpierw mieliśmy zatrzymać przeciwnika, potem dopiero biec do przodu. Również dlatego, że jestem bardzo dobry w kontrze. Im więcej razy powstrzymamy przeciwników, im rzadziej będziemy wyjmować piłkę spod obręczy, tym częściej możemy wrócić z kontrą, co ulepsza naszą ofensywę. On zmienił moje myślenie. Chciał również, żebym poprawił swoją szybkość, więc latem skupiałem się na tym, żeby poprawić szybkość i zwinność. Zwiększałem też elastyczność mięśni i bardzo się to opłaciło. Czuję się teraz znacznie pewniej, nawet przeciwko wielkim gościom, co jest kluczowe.

Gra pod skrzydłami Van Gundy’ego była lekcją dla Tobiasa. Choć Stan swoimi metodami prowadził Pistons systematycznie ku przepaści, to jednak był jednym z architektów stylu gry Harrisa, którego możemy oglądać dziś w barwach Sixers. Oprócz gry izolacyjnej, świetnych zdolności strzeleckich, zadziornego kozła czy twardej gry post-up Tobias prezentuje przynajmniej przeciętny poziom gry defensywnej. Przestał być graczem jednej połowy, co pozwoliło również Docowi Riversowi na obdarzenie go zaufaniem poprzez oparcie gry pierwszej piątki na nim. I tak znaleźliśmy się w lutym 2019…

20.7 PPG, 7.8 RPG, 2.8 APG, 49.5% FG, 43% 3PT i transfer do Sixers, który jedynie potwierdził status 26-letniego zawodnika jako gwiazdy NBA. W tym momencie Tobias szuka przede wszystkim stabilizacji, gdyż Sixers są dla niego już piątym klubem w trakcie przygody w NBA! Dlatego też podczas konferencji prasowej mówił:

Najważniejsza jest dla mnie kultura zwyciężania. Na drugim miejscu jest lojalność. Brałem udział już w kilku wymianach, więc znalezienie się w odpowiednim miejscu, z kulturą zwyciężania, obustronną lojalnością – to są dla mnie najważniejsze trzy rzeczy. Ta drużyna dużo poświęciła, by mnie pozyskać, więc mam nadzieję, że czeka nas długa współpraca i że się to uda. Jestem podekscytowany. Wygrywanie jest dla mnie teraz najważniejsze.

Nikt z nas chyba nie chciałby zmieniać pracy i miejsca zamieszkania co rok, prawda? Dlatego też możemy mieć nadzieję, iż ten nienawidzący robaków i nierozstający się z komórką miłośnik jedzenia, który nie cierpi, gdy ktoś go budzi, zostanie z nami na długo. I że wciąż będzie pracował nad sobą tak ciężko jak robił to dotychczas. A anioł, którego nie potrafimy dostrzec, będzie mu w tym pomagał.

2 komentarze

  1. mick_jones pisze:

    Świetna robota, ciekawy wstęp, dobre rozwinięcie i zakończenie. Ciesze się, że można na waszej stronie przeczytać coś więcej niż rzeczy które można wyczytać ze statystyk na nba.com. Dlatego też często tu zaglądam.

    Jest tu na stronie ktoś kto uważa, że sprowadzenie Harrisa było złym posunięciem? W tekście bardzo fajnie wskazane są jego cechy, które czynią go zawodnikiem wszechstronnym w ataku. Moim zdaniem daje drużynie to czego potrzebowaliśmy, czyli jakość w obronie i pewność na atakowanej.

    • Mateusz Filipiak pisze:

      Bardzo nas to cieszy i motywuje, dzięki za dobre słowa! :)
      A sprowadzenie Harrisa ocenimy latem, ale póki co ciężko się z Tobą nie zgodzić. Świetnie do nas pasuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *