Tysiące artykułów napisano już o osiągnięciach i rekordach Allena Iversona. Dzisiaj jego koszulka zawiśnie pod dachem Wells Fargo Center, więc jest kolejna okazja, by pisać o spuściźnie jaką zostawił. Mogę tu wyliczyć po raz kolejny jego statystyki i nagrody, ale dla mnie to coś więcej. Dzisiejsze historyczne wydarzenie było niesamowicie odległe, kiedy 16 lat temu zacząłem kibicować AI. Dlatego wyjątkowo zdecydowałem się napisać coś bardziej osobistego.

 

Allen IversonGdyby nie było Allena Iversona, prawdopodobnie nigdy nie zacząlbym grać w kosza. Serwis Sixers.pl nigdy by nie powstał. Tym samym nie poznalbym (także w “realu”) wielu wspanialych osób, które pomogły w tworzeniu tej strony lub po prostu także interesowały się koszykówką i NBA. Nie pojechalibyśmy razem na trzy mecze w ramach “NBA Europe Tour” i nie zwiedzili Rzymu, Barcelony i Kolonii. Nie byłbym na zlotach forum “E-NBA.pl” w Krakowie, Gdańsku, Warszawie i Lublinie. Nie nauczyłbym się tworzenia stron internetowych i grafiki, co z kolei nie dałoby mi szansy przed laty zdobyć dwóch związanych z tym prac. Nie mówiąc o korzyściach związanych z nauką języka angielskiego (który był niezbędny do czytania zagranicznych artykułów z serwisow koszykarskich) czy podstaw dziennikarstwa (żeby ta strona była jak najbardziej profesjonalna). To cała masa wspaniałych wspomnień! I jeszcze te emocje, jakie przeżywało się siedząc do rana przy meczach i czatowaniu z innymi fanami…

To wszystko miało miejsce dzięki Allenowi Iversonowi, bo widząc go po raz pierwszy nie mogłem oderwać wzroku od niższego ode mnie, drobnego zawodnika pokazującego taką determinację, wiarę w siebie i umiejetności, że nawet dzisiaj trudno w to uwierzyć. Za to będę mu wdzieczny do końca życia, a nie za niewiarygodne statystyki i mecze. Dlatego dzisiejszą ceremonię zastrzeżenia na zawsze numeru “3” będe na pewno oglądał ze łzami w oczach. Podejrzewam, że podobnie, jak wielu z Was…