Zapowiedź sezonu 2019/20

Tuż po bolesnym zakończeniu poprzedniego sezonu Sixers zapowiadali, że największym priorytetem dla nich jest zatrzymanie Jimmy’ego Butlera i Tobiasa Harrisa, którym kończyły się kontrakty. Plan ten powiódł się połowicznie; Harris podpisał tłusty, wieloletni kontrakt z Philadelphią, ale Butler przeniósł się na wymarzoną Florydę, żeby zostać nową twarzą Heat. Po drodze jednak generalny menedżer Elton Brand w swoim pierwszym off-season na tym stanowisku zdołał zgarnąć z ligi trochę nowego talentu. Al Horford niespodziewanie podpisał z Sixers 4-letni kontrakt, a pożądanym efektem ubocznym odejścia Butlera było pozyskanie Josha Richardsona.

Czy Sixers przy jednoczesnej stracie J.J. Redicka i T. J. McConnella są teraz silniejszym, czy słabszym zespołem? Czy można ich nazywać realnym contenderem? Zanim odpowiem na te pytania, zróbmy sobie pełny bilans zysków i strat…

ODESZLI: J.Butler, T.J.McConnell, J.J. Redick, B.Marjanović, H.Highsmith, A.Johnson, J.Patton, J.Simmons
PRZYSZLI: A.Horford, J.Richardson, M.Thybulle, T.Burke, R.Neto, K.O’Quinn, N.Pelle, M.Shayok

 

DOBRA ZMIANA, CZY NIE BARDZO?

AL HORFORD. W zeszłym sezonie można było narzekać na błędy trenera, mizerną ławkę czy nadmierną ilość strat, ale najpoważniejszym problemem Sixers było coś innego. Brak wartościowego zmiennika dla Joela Embiida był kluczowy w wielu meczach. Ile razy obserwowaliśmy sytuację, kiedy to po zejściu Kameruńczyka rywale odrabiali błyskawicznie straty, a Sixers tylko się temu bezradnie przyglądali? Embiid był wśród liderów NBA w statystyce on/off oraz USG%. Jego problemy zdrowotne i kondycyjne pod koniec rozgrywek i w fazie play-offs to właśnie pokłosie nadmiernego przebywania na parkiecie, co skończyło się bilansem 9-10 bez niego. Z całą sympatią dla Bobana Marjanovica (miewał swoje momenty) i Jonaha Boldena (przydatny raczej w ataku, niż obronie) nie byli to centrzy mogący w jakimś znaczącym stopniu zastąpić Embiida, stąd w play-offs grzali ławę. Al Horford to pod tym względem idealny zawodnik. Będzie on oczywiście wychodził jako starter na pozycji silnego skrzydłowego, którą to sam najbardziej lubi, ale wystarczy rozsądna i płynna rotacja, żeby Sixers przez 48 minut mieli na centrze kogoś, kto robi różnicę! Ewentualnie przez te kilka minut całkiem solidny Kyle O’Quinn poratuje… W razie kontuzji Embiida, dziura na centrze też już nie będzie taka duża i nie sądzę, żeby Horford miał problem z zaakceptowaniem tej roli.

 
JOSH RICHARDSON. Wszystkich kibiców na pewno zabolało odejście J.J.Redicka, który nie tylko ratował Sixers tyłek w wielu spotkaniach, ale zwyczajnie okazał się rozsądnym i sympatycznym facetem. Przede wszystkim była to najpewniejsza opcja do buzzer-beatera, który mógł zadecydować o zwycięstwie. Żałuję odejścia Redicka oraz faktu, że nie udało się sprowadzić w zastępstwie innego mojego ulubieńca, Kyle’a Korvera. Ale nie może być tak, że strata jedynego zawodnika wyjściowej piątki, który nie był gwiazdą, sprawia, że zespół jest słabszy. Redick niestety był najsłabszym ogniwem w obronie i czasami co rzucił, to stracił w defensywie bezlitośnie mijany przez szybszych i młodszych rywali. Tymczasem J-Rich jest i zdecydowanie wszechstronniejszy, i lepszy w obronie, a na dodatek młodszy – jeszcze przed szczytem swoich możliwości. Sixers stracili wybitnego strzelca za trzy, ale nie oznacza to, że jako zespół będą gorzej rzucać trójki. Wystarczy zerknąć na skuteczność poszczególnych zawodników w poprzednim sezonie za trzy i porównać ją z Redickiem (39.7% przy 8 próbach na mecz) żeby przekonać się, że wcale nie jest aż tak źle:

  • 41.1% Scotta przy 4.4 próbach
  • 36.0% Horforda przy 3 próbach
  • 35.7% Richardsona przy 6.3 próbach
  • 35.2% Burke przy 2.7 próbach
  • 32.6% Harrisa przy 5 próbach

Dodam jeszcze, że Philadelphia chce dominować na Wschodzie – a więc jeśli odpadnie w play-offs z powodu braku zawodnika regularnie trafiającego w ostatniej sekundzie, to znaczy, że progi są jeszcze zbyt wysokie, bo zwycięskie trójki równo z syreną z dominacją niewiele mają wspólnego.

 
RAUL NETO oraz TREY BURKE. Wszyscy wiemy, jakim zawodnikiem jest T.J. McConnell. Te serce do gry, wola walki, poświęcenie i umiejętność tworzenia niesamowitej atmosfery w drużynie jest nieosiągalna dla większości zawodników w NBA, w tym także dla Neto. Przyznam, że T.J. mi strasznie imponował swoim charakterem i boiskowym sprytem – już nawet zbierałem się za kupno jego koszulki, ale… nie zdążyłem. Pod względem sportowym są to jednak zawodnicy o podobnym poziomie umiejętności na pozycji rozgrywającego – bolączką Neto jest podatność na kontuzje, ale trzeba przyznać, że nieco lepiej trafia za trzy (37.7% do 33.5% w karierze). Dlatego zamianę McConnella na Neto oceniam pod względem czysto sportowym raczej neutralnie.

 
Gorzej, że ruch ten nie rozwiązywał problemu z brakiem zmiennika dla Bena Simmonsa. Niestety Neto również nie jest na tyle pewnym koszykarzem, aby z całą pewnością móc na niego postawić w razie kontuzji Simmonsa lub w play-offs. W poprzednim sezonie to Jimmy Butler potrafił z powodzeniem przejmować rolę rozgrywającego w odpowiednich momentach, a więc media już zaczęły snuć domysły, że w nadchodzącym sezonie Josh Richardson otrzyma tą rolę. Na szczęście jednym z ostatnich ruchów Eltona Branda było podpisanie jednorocznego kontraktu z Trey’em Burke, który nie tylko będzie walczył z Neto o minuty na pozycji rozgrywającego, ale jako niezły strzelec doda ławce energii. Para Neto/Burke to nie szczyt naszych marzeń, jednak na pewno jest to zmiana na duży plus w porównaniu do samego McConnella.

 
BRETT BROWN. Szkoleniowiec Sixers zdążył już stracić zaufanie wielu kibiców, chociaż obiektywnie patrząc, poczynił w ostatnim postseason znaczący postęp w porównaniu do wcześniejszego. Mimo eliminacji po raz drugi z rzędu w drugiej rundzie play-offs, władze klubu postanowiły go zatrzymać. Sam byłem orędownikiem zwolnienia Browna i z obawami patrzę na to, że kolejny już raz trener ten będzie miał przed sobą zadanie zgrania ze sobą nowego składu, ułożenia nowej taktyki i zagrywek i może przede wszystkim ustalenia optymalnej rotacji, gdzie przy tak wielu zawodnikach mogących grać na różnych pozycjach będzie to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, że Brown nie słynie z refleksu czy szybkości w reagowaniu na potrzeby drużyny…

Różnicę może tu jednak zrobić fakt, że Brown wreszcie będzie miał asystentów z prawdziwego zdarzenia! Ime Udoka ma bardzo dobrą reputację w NBA i już spekuluje się, że wkrótce zostanie samodzielnym trenerem. John Bryant i Joseph Blair również cieszą się poważaniem w lidze i pod tym względem jest to duży upgrade w porównaniu do ubiegłorocznych rozgrywek. Mam nadzieję, że kolejny rok cennego doświadczenia również przemówi na korzyść Bretta Browna, podobnie jak znajomość zespołu i relacje z zawodnikami – może więc warto dać mu po raz trzeci ostatnią szansę?!? A w razie następnej porażki w drugiej rundzie kandydaci na jego następcę będą pod samym nosem.

 

CZY SIXERS SĄ JUŻ OFICJALNIE CONTENDEREM?

Sixers mają za sobą dwa sezony z 50+ wygranymi, a w zeszłym roku byli o fuksiarski rzut Kawhi Leonarda i dogrywkę od wyeliminowania zespołu, który okazał się Mistrzem NBA. W sezonie 2019/20 przy słabszej niż przed rokiem konferencji (osłabienia Raptors i Celtics) i z jeszcze silniejszym składem (praktycznie piątka potencjalnych all-starów) są dla mnie faworytem do wygrania Wschodu i jednym z poważniejszych kandydatów do zdobycia tytułu.

Sixers to dobra drużyna, ze sporymi szansami na mistrzostwo. Droga do wygrania Wschodu jest teraz otwarta. Mieliśmy niezłe szanse rok temu. Teraz, kiedy Kawhi odszedł z konferencji, to my zmierzamy wprost do Finałów – JAMES ENNIS III.

Oczywiście nie wszyscy kibice muszą się z tym zgodzić, tak samo jak gracze Milwaukee Bucks nie byli zachwyceni wypowiedzią Ennisa. Trzeba jednak pamiętać, że podobne prognozy są oparte nie tylko na subiektywnych ocenach, ale też na wielu zmiennych, takich jak kontuzje i przyszłe transfery w lidze, których nikt nie może przewidzieć.

Trafnym przykładem jest tu sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy po play-offs powszechnie wróżono powrót na lata klasycznej rywalizacji Bostonu z Philadelphią. Tymczasem rok później Celtics zawiedli i tego lata jeszcze się osłabili, a gdzieś po drodze powstali Raptors, wygrali w pięknym stylu tytuł i… już pewnie tego szybko nie powtórzą.

Cieszy jednak fakt, że jeszcze nie tak dawno Sixers legitymowali się bilansem 10-72, a my martwiliśmy się, czy uda im się pozyskać znaczących zawodników, którzy odmienią losy tego klubu. Dzisiaj, nawet nie cztery lata później, Philadelphia stała się atrakcyjnym rynkiem dla wolnych agentów. Tobias Harris mimo innych ofert zdecydował się kontynuować tu karierę, twierdząc, że jest “w miejscu, w którym będę walczył o mistrzostwo przez lata”. Al Horford oświadczył, że mimo wielu opcji postanowił przejść do Sixers, bo “z Joelem możemy defensywie osiągnąć właściwie wszystko” i zgodził się na bonusy w umowie dopiero w razie zdobycia tytułu. (Podobno w Bostonie jest teraz przeklinany). Embiid utrzymuje, że po wakacjach wróci silniejszy i mądrzejszy o swoje błędy, a na deser mamy wspomniany cytat Ennisa, który odrzucił lepsze finansowo oferty, aby mieć możliwość walki o pierścień. Josh Richardson również wygląda na zadowolonego.

Nie da się ukryć, że Sixers mimo wyładowanej talentem pierwszej piątki, nie są jeszcze zespołem idealnym. Mimo kilku wzmocnień i polepszeń w porównaniu do poprzedniego sezonu, na ławce rezerwowych wciąż gołym okiem widoczne są braki.

Zhaire Smith i tegoroczny debiutant Matisse Thybulle mogą to zmienić. Pierwszy świetnie prezentował się w lidze letniej (także jeśli chodzi o rzuty z dystansu!) i będąc wreszcie zdrowym i głodnym gry może okazać się ważniejszym elementem zespołu, niż nam się to wydaje. Thybulle z kolei udowodnił w lidze letniej swoją natychmiastową gotowość do gry i talent defensywny, który może mu zapewnić solidne minuty w trakcie sezonu. Zaskoczył też trafieniami za trzy, które według skautów miały przecież być najsłabszym elementem jego gry. Jeśli przełoży się to wszystko z ligi letniej na sezon, ławka rezerwowych będzie mocniejsza, niż zakładamy. Jeśli jednak to jeszcze nie jest czas tych młodych zawodników, Elton Brand musi brać się ostro do roboty, aby przed trade deadline wzmocnić szeregi rezerwowych i w play-offs rzeczywiście być faworytem w starciu z Milwaukee Bucks.

Każdy z nas marzy, żeby Ben Simmons zaczął wreszcie grozić rzutem z dystansu. Wówczas – nawet najwięksi krytycy to przyznają – Sixers byliby nie do zatrzymania. Australijczyk ponoć poświęca lato głównie na naukę rzutu, z tego powodu zrezygnował z udziału w Mistrzostwach Świata. Ale czy nad poprawą skuteczności nie pracował również w poprzednie wakacje? Nie uwierzę w Simmonsa trafiającego (czy w ogóle próbującego) z dystansu, zanim nie zobaczę!

Nie zważając na niewiadome związane z ławką rezerwowych i formą strzelecką Big Bena, Sixers to zespół niezwykle ambitny, szybki, atletyczny i dominujący pod koszem. Młody, z dwiema największymi gwiazdami wybranymi nie tak dawno temu w drafcie, ale już doświadczony – Embiid i Simmons zdążyli już swoje przeżyć (wliczając w to sukcesy i porażki w play-offs), a Horford i kilku innych weteranów dodaje w tym względzie jeszcze więcej. Mimo ponownego przemeblowania składu, większa część trzonu oraz dwóch z trzech najważniejszych rezerwowych (Ennis i Scott) wraca na kolejny sezon. Dlatego o atmosferę w szatni nie ma co się martwić, a zgranie powinno przyjść łatwiej, niż w trakcie ubiegłego sezonu, kiedy to nagle pojawili się i Butler, i Harris.

Zapowiada się więc nie tylko zacięta walka o dominację na Wschodzie z Bucks i oglądanie jednej z przyjemniejszych dla oka drużyn w całej NBA, ale także niezwykle emocjonujący sezon, w którym miejmy nadzieję wszystkie znaki zapytania zamienią się w miłe niespodzianki!