Sixers – Grizzlies 103:95

Zwycięstwo po ciężkim meczu dopisujemy do swojego bilansu. 17-8, przy całym zamieszaniu które przechodzimy w tym sezonie, jest naprawdę dobre. Notujemy czwartą wygraną z rzędu, a 8 w 10 ostatnich spotkaniach. Z pewnością idziemy w dobrym kierunku.

Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando gospodarzy. Bardzo dobrze spisywał się Ben Simmons, który dostawał się pod kosz i do przerwy miał 15 punktów. Cały zespół zdawał się nieźle radzić z mocną obroną Memphis, czego nie można powiedzieć o dwójce liderów gości. Gasol i Conley zdobyli odpowiednio 4 i 8 oczek przez dwie kwarty. Podobało mi się że na dobrą twardą grę, potrafiliśmy odpowiedzieć tym samym. Po pierwszych 5 spudłowanych rzutach, w dobry rytm wpadł JJ Redick i miał na koncie 10 oczek, kontynuując tym samym serię ponad 45 meczów z podwójną zdobyczą punktową. Do przerwy wynik brzmiał 54 do 44 dla Sixers.

Po 15 minutowym odpoczynku obraz gry nie za bardzo się zmienił. W dalszym ciągu utrzymywaliśmy dziesięciopunktowe prowadzenie, kontrolując przebieg meczu. Dwie trójki w trzeciej kwarcie trafił Korkmaz, pokazując pewną rękę. Jako jedyny problemy ze skutecznością miał tak naprawdę Embiid. Joel przyzwyczaił nas do potężnych double-double, Gasol jednak bardzo dobrze go pacyfikował i każde punkty z gry przychodziły mu z wielką trudnością. Co ciekawe, w pewnym momencie naszą piątka biegająca po parkiecie wyglądała następująco – TJ, Korkmaz, Shamet, Muscala oraz Embiid. O dziwo, radzili sobie całkiem nieźle. Przewaga przed ostatnią ćwiartką dalej wynosiła 10 punktów.

Kontrola nad meczem trwała na 4 minuty do końca spotkania. Nie trafialiśmy wolnych i przewaga zaczęła topnieć. Gościom udało się dojść na 4 oczka, głównie za sprawą trójek Gasola oraz Conleya i zaczynało robić się parno. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Jimmy Butler i zdobywając 7 punktów z rzędu, pozwolił nam odskoczyć na +8 na niecałą minutę do końca. Memphis to jednak drużyna prawdziwych walczaków, po serii niefortunnych zdarzeń zanotowali czteropunktowe posiadanie i znowu musieliśmy się martwić o zwycięstwo. Mam jednak nadzieję że marne końcówki już za nami, Sixers wydają się być bardziej pewni od przyjścia Butlera i tym razem było tak samo. Mecz zamknęli JJ oraz Jimmy. Bardzo fajne zwycięstwo dopisujemy na swoje konto. W końcu możemy podkreślić świetną obronę, najlepsza para PG-Center zanotowali 10/31 z gry! Kolejny mecz, niscy przeciwko nam nie szaleją, co miało miejsce przez pierwsze 2 miesiące sezonu.

Świetne spotkanie Simmonsa, jeśli tak dalej ma grać w opasce na głowie, to niech jej nie ściąga! 19 punktów, 12 zbiórek oraz 6 asyst. Butler 21/3/2 oraz Redick 24 oczka. Embiid mimo solidnego double-double 15/14, miał tylko 4 celne rzuty na 13 prób. Wzajemnie zneutralizowali się z Gasolem. Kolejny mecz w nocy z środy na czwartek, gramy z liderami konferencji wschodniej w Toronto!

4 komentarze

  1. Monty pisze:

    Jak na razie (po pierwszej połowie) idzie zadziwiająco dobrze…

  2. ajverson pisze:

    Poprawcie wynik bo patrzę że w plecy a później czytam że to świetnie że to super i myślę co jest grane?! ;)

  3. Sixersfan pisze:

    3 mecz z rzędu że znacznie lepszą obroną. Znowu tracimy poniżej 100 pkt. Tak trzymać. Ciekaw jestem jaki wpływ na obecną postawę ma fakt, że Fultz nie ma w rotacji, a więcej minut dostaje TJ. Napewno głównym czynnikiem jest tu Jimmy bo chłopak już się zadomowił i widać, że czuję się dobrze, ale mam nieodparte wrażenie, że po wypadnięciu Fultz sixers z torów „eksperyment” wyjechali na tory „win”.

  4. ajverson pisze:

    Też mam takie wrażenie że Fultz był tam na siłę i ani Brown ani nikt na parkiecie zupełnie nie wiedział co ma z nim zrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *