Biografia Allena Iversona

DZIECIŃSTWO ALLENA IVERSONA

Iverson-jako-dziecko

Początki. Biografię Allena Iversona najlepiej zacząć od historii jego mamy, Ann, która z braćmi – Jessem, Steve’em i Gregiem – dorastała w Hartford w stanie Connecticut. Ich matka, samotnie wychowując czwórkę dzieci i chcąc uniknąć kolejnych ciąż, zdecydowała na podwiązanie jajowodów. Po powrocie do domu nie była jednak sobą i kiedy poczuła się naprawdę źle, zabrano ją z powrotem na stół operacyjny, gdzie zmarła. Rodzina otrzymała od szpitala 3 818 dolarów odszkodowania w zamian za zrzeczenie się wszelkich innych roszczeń na drodze sądowej. Opieki nad czwórką dorastających dzieci podjęła się Ethel Mitchell, babcia Ann i prababcia Allena Iversona, nazywana przez wszystkich „Nana”. Jej mąż odmówił pomocy: Wychowywałem już swoje dzieci i nie mam zamiaru wychowywać żadnych więcej. W odpowiedzi podobno usłyszał: W takim razie myślę, że lepiej będzie jeśli pójdziesz swoją drogą – i tak Ann z trójką braci zostali sami pod opieką babci Ethel.

W siódmej klasie Ann poznała Allena Broughtona. Dwa lata później zaczęli chodzić na randki – połączyła ich koszykówka: grali w swoich szkołach jako rozgrywający i oboje znani byli z twardej gry. Chociaż Ann zaszła w ciążę, przestała grać w basket dopiero w piątym miesiącu. Tuż przed porodem Ethel postanowiła przeprowadzić wszystkich do Hampton w stanie Virginia, z którego pochodziła jej własna rodzina.

Allen Ezail Iverson urodził się 7 czerwca 1975 roku w Hampton General Hospital. Ann miała wówczas zaledwie 15 lat. Broughton opuścił ich zaraz po porodzie i później odwiedził tylko raz, przynosząc trochę ubrań. Wrócił do Connecticut, zrywając wszystkie kontakty. Po latach tłumaczył: Byliśmy tylko dziećmi. Dziećmi, które zrobiły dziecko. Z kolei Ann, dzięki pomocy niezastąpionej babci, po urodzeniu syna kontynuowała naukę i grę w Bethel High School, tej samej do której uczęszczał później Allen. Wujkowie Steve i Greg grali tam w football, a mały Allen lubił ich obserwować.

Hampton i Newport News są jak siostrzane miasta (…) Tak naprawdę mogę powiedzieć, że dorastałem w obu tych miejscach. Byłem kolesiem z Newport News, ale także dorastałem w Hampton – napisał Iverson w swojej autobiografii „Misunderstood” w 2025 roku. We wcześniejszych wywiadach mówił: Dorastałem w Newport News, w Virginii, ale nazywaliśmy to miejsce Newport „Bad News”, bo wiele złego się tam działo. Wielu sportowców wychowywało się w złych dzielnicach, ale mało kto został tak mocno doświadczony przez los, jak Allen, a ucieczka z tego świata nie była łatwa. Ann ledwo wiązała koniec z końcem, ale syn ją zawsze usprawiedliwiał: Robiła, co mogła. Na tylnej okładce jego książki można przeczytać: Przysięgam na Boga, wszystko sprowadza się do tego, co powiedziała mi mama kiedy miałem osiem lat: To właśnie będziesz robił! Chcesz grać w koszykówkę? Futbol? Jeśli to właśnie chcesz robić, to możesz to robić. Allen wielokrotnie zaznaczał, że osiągnął sukces tylko dzięki pewności siebie, którą wpajała mu Ann.

Tymczasem w wieku 9 lub 10 lat prawie stracił szansę na karierę. Pewnego deszczowego dnia śpieszył się na autobus szkolny, chcąc być pierwszym w kolejce, żeby zająć swoje ulubione miejsce na tyłach. W zamieszaniu został popchnięty, jego stopa ześlizgnęła się na ulicę i przejechał po niej autobus. Niefortunnie złamana kostka wymagała gipsu, ale na szczęście nie została zmiażdżona, co lekarze przyjęli z niedowierzaniem.

Pierwszy dom Iversonów mieścił się na Jordan Drive w dzielnicy Aberdeen w Hampton. Często brakowało w nim wody lub prądu z powodu niezapłaconych rachunków. Ann po urodzeniu Allena poznała Michaela Freemana, pracownika stoczni. W 1979 roku urodziła mu córkę Brandy, ale już wcześniej Allen zaczął traktować Freemana jak ojca.

Iverson-w-szkole

Sportowa przyszłość. AI zaczął grać w basket z polecenia mamy, która kazała mu pójść na jeden z treningów. Wcześniej jednak, zafascynowany futbolem amerykańskim, młody Iverson twierdził: Za cholerę nie pójdę. Koszykówka jest zbyt miękka. Ja jestem futbolistą. Kiedy Ann zagroziła szlabanem, udało się go przekonać. Na sali Iverson był zaskoczony, widząc niemal wszystkich swoich kolegów z drużyny futbolowej szkoły podstawowej Aberdeen. Usiadł na ławce i zaczął ich obserwować.

Musiałem ich oglądać przez 5-10 minut. Musiałem zobaczyć ich zagrania, sposób rzucania. I wtedy byłem gotowy. Tak się właśnie uczyłem – wizualnie. Wciąż myślę, że tak się uczę. To było tak: odkąd byłem dzieckiem, byłem artystą. Potrafiłem czemuś się przyjrzeć i to narysować, odwzorować na papierze. Tak samo było w sporcie. Potrafiłem coś oglądać i wyobrażać sobie, jak robię to samo. A potem wyjść i to zrobić. Więc wszedłem na boisko i zrobiłem to, co właśnie oglądałem. Naturalnie. I to było tyle. Koszykówka już była moim sportem (…) Przez około tydzień lub dwa zdołałem opanować podstawy gry. Po miesiącu byłem tam najlepszym zawodnikiem – wspomina Iverson w swojej autobiografii.

W tym czasie zaczął regularnie ćwiczyć na lokalnym boisku niedaleko szkoły. Za dnia grał z nastolatkami, w nocy odbywały się tam „prawdziwe” mecze dorosłych, do których dopuszczano tylko najtwardszych. To tam Iversona po raz pierwszy zobaczył Mike Bailey, trener szkoły średniej Bethel High. Chciał sprawdzić prawdziwość plotek o dzieciaku, który gra i wygrywa ze starszymi od siebie. Pierwsze co zauważył to fakt, że wszystkie oczy były zwrócone właśnie na Allena. Pogłoski nie był przesadzone. Allen regularnie trenował także z Michaelem Freemanem. Za każdym razem, gdy lądował na asfalcie podczas pojedynku 1 na 1, słyszał że ma podnosić dupsko i grać dalej. Przyszywany ojciec Iversona był wielkim fanem Philadelphia 76ers i Maurice’a Cheeksa – ze względu na niski wzrost nosił ksywkę „House Mouse”.

Kiedy Allen wciąż był w podstawówce jego matka Ann chcąc być na swoim, przeprowadziła się z dziećmi do mieszkania w Pine Chapel w Hampton. Chłopiec często odwiedzał ukochaną babcię, trudno przeżywając rozłąkę. Ann w tym samym czasie zaczęła pracować w barze BBQ. Cieszyła się, że w domu panuje wreszcie mniejszy rygor i może wprowadzić własne zasady. Niezastąpiona, ale jednak surowa Ethel zabraniała wizyt wielu znajomych, późnych powrotów do domu czy głośnego słuchania muzyki.

Tymczasem w 1990 roku Ann urodziła Freemanowi drugą córkę. Iieisha przyszła na świat dziewięć dni po terminie, z licznymi komplikacjami, a lekarze dawali jej małe szanse na przeżycie. Chorowała na padaczkę, która objawiała się częstymi atakami. Opieka nad dziewczynką była coraz bardziej uciążliwa – koszty leczenia wpędziły rodzinę w jeszcze większą biedę. Allen wracał ze szkoły do domu, obawiając się, w jakim stanie zastanie najmłodszą siostrę. Był też świadkiem kłótni Ann i Michaela – jego matka, z powodu ciągłych odsiadek i innych nieobecności Freemana, zaczęła się spotykać z sąsiadem z naprzeciwka.

W 1991 roku Michael Freeman stracił pracę i zaczął handlować narkotykami, aby opłacić wszystkie rachunki. Ostatecznie został aresztowany i usłyszał wyrok dziesięciu lat więzienia za handel kokainą. Obserwując matkę oraz Michaela, który połowę życia spędził za kratkami, Allen jedynie utwierdził się w przekonaniu, że tylko sport może wyrwać ich z tego bagna.

Podwójne życie. Ann i jej dzieci czekała kolejna przeprowadzka, tym razem do kompleksu mieszkań socjalnych w Stuart Gardens w Newport News. Nowe mieszkanie było większe i znajdowało się blisko zatoki. Allen w autobiografii opisuje wyjścia na ryby i kraby, które w tej okolicy było można bardzo łatwo złapać. Zaczął też zarabiać, obcinając włosy mieszkańcom dzielnicy, do czego najwyraźniej miał talent. Wieczory z kolegami często spędzał na grze w Monopol. Allen w tym okresie stał się  fanatykiem Michaela Jacksona i nieustannie słuchał jego kolejnych przebojów (obie te rzeczy kontynuował w NBA, choć jak wspomina, słuchanie jak szalony „Man in the Mirror” w autobusie po meczach nie zyskało zrozumienia kolegów).

Stuart Gardens, chociaż położone na granicy miejsca, które my nazwalibyśmy gettem, nie było bezpieczne. Mimo dobrych chwil, Iverson wspomina z tego okresu wiele kłopotów, w które się pakował i tragicznych wydarzeń. Brał udział w bójkach, widział z bliska narkomanów i ofiary strzelanin. Włócząc się z kolegami wchodził do niezamkniętych aut, kradnąc zostawione na widoku przedmioty. Wraz ze swoją ekipą okradał miejscowe sklepy z różnych drobiazgów albo jeździł po mieście pożyczonymi samochodami, nie posiadając prawa jazdy. Robił dokładnie to co wszyscy jego rówieśnicy z tej części miasta, unikając jednak niebezpiecznych sytuacji. Chociaż Ann wytyczyła mu granice, których ma nie przekraczać, on natychmiast łamał jej zakazy. Chodziło o nieprzekraczanie 16. ulicy, której część – jak na ironię – obecnie nosi nazwę Allen Iverson Way.

Iverson poznał wówczas swojego nowego przyjaciela, Tony’ego Clarka, który obok Michaela Freemana został dla niego kolejnym autorytetem i wzorem do naśladowania. Zawsze mówił mu, jaką drogą powinien w życiu iść. Gdy Allen ciągle urywał się ze szkoły, Tony kazał mu wracać lub szedł razem z nim. Nie kończ jak ja – zostań w szkole – powtarzał Clark. Niestety latem 1992 roku Clark zginął pchnięty nożem w szyję przez dziewczynę. Iverson nie mógł uwierzyć w tę wiadomość i pobiegł do mieszkania zamordowanego przyjaciela, w którym znalazł tylko purpurową kałużę krwi na podłodze.

Wkrótce Iversonowie zostali eksmitowani ze Stuart Gardens i przez pewien czas mieszkali osobno, kątem u znajomych i rodziny. Ann pracowała w magazynie Avon, gdzie przyjmowała zamówienia, pakowała przesyłki i obsługiwała wózek widłowy. Tam poznała Gary’ego Moore’a. Mężczyzna zwany przez wszystkim „Mo” miał reputację maniaka sportowego. Po poznaniu Allena nie mógł uwierzyć w to, co widział: Zabójczą kombinację szybkości, zwinności, twardości przy całkowitym braku strachu. Moore zaczął się opiekować młodym Iversonem jak własnym synem i miał ogromny wpływ na jego życie. Allen mieszkał z nim i jego żoną w Hampton przez rok, kiedy był zmuszony przez nieobecności powtarzać ósmą klasę. W przyszłości, kiedy Iverson odniósł sukces, uczynił Gary’ego Moore’a swoim osobistym asystentem.

Ameryka przeżywała wtedy epidemię uzależnień. Kokaina od dawna krążyła po ulicach, ale wówczas w okolicy pojawił się crack – mocniejszy i tańszy. Allen Iverson widział, co narkotyki robią z ludźmi, i bał się ich. A jednak wiosną i latem 1992 roku nimi handlował, do czego przyznał się dopiero w autobiografii w 2025 roku, wcześniej ukrywając ten fakt przed trenerami, a nawet najbliższymi przyjaciółmi. To był moment, kiedy zacząłem dostrzegać narkotyki i ich drugą stronę. Pieniądze. Możliwości (…) Kupowałem, co chciałem. Miałem buty. Miałem ubrania. To było tak dobre, jak tylko mogłem sobie wyobrazić. Musicie zrozumieć, że wcześniej nigdy nic nie miałem. Na nic nie było mnie stać. A nagle mogłem mieć wszystko, kiedy tylko chciałem. Wyobraźcie sobie czternasto- czy piętnastoletniego dzieciaka, który dorastał spłukany, a nagle co tydzień ma w kieszeni tysiąc dolarów.

Za euforią szedł jednak strach. To było tak, jakbym prowadził podwójne życie. Trudno mi o tym mówić. Nigdy nie chciałem, żeby ktoś się dowiedział. Ta historia nie trwała długo. Pewnego dnia jeden z klientów zagroził mu bronią i okradł go ze wszystkiego. Sprawca został później złapany i dotkliwie pobity przez innych dilerów, ale dla nastoletniego Allena był to koniec złudzeń. Zdał sobie sprawę, że ryzykuje przyszłość w sporcie. O wszystkim dowiedziała się jego matka. Ann kazała mu przysiąc, że zakończy tę „przygodę” przed rozpoczęciem roku szkolnego. To był okropny czas. I skończył się tak szybko, jak się zaczął – wspomniał.

Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu Ann otrzymała wreszcie mieszkanie na Victoria Boulevard. Rodzina znowu mogła być w komplecie, ale warunki były dalekie od idealnych. Spod podłogi, gdzie pękła rura ściekowa, unosił się fetor. Allen wyjaśnił w książce, że szczególnie latem trudno było go znieść, a podłoga była tak brudna, że trzeba było zakładać buty, aby przejść z łazienki do łóżka.

Zamiast narzekać, coraz więcej czasu spędzał z Tawanną Turner, swoją przyszłą żoną. Poznał ją w wieku szesnastu lat. Podczas pierwszego spotkania zamienili tylko kilka słów, ale miesiąc później dosłownie wpadli na siebie na korytarzu. Od tego czasu byli nierozłączni, spędzając większość chwil u Tawanny. Iversonowi imponowało, że jego dziewczyna ma „normalny” dom: z prądem, działającym telefonem, zawsze ciepłą wodą i bez zapachu ścieków. Chociaż Tawanna lubiła przesiadywać u niego, często pożyczała Ann swój samochód, to Allen zawsze czuł się lepiej właśnie u niej.

Po powtarzaniu ósmej klasy Iverson dostał się w końcu do Bethel High School. O ile pierwszy rok był udany (zaliczył wtedy słynny sprint na 40 jardów w czasie 4.7 sekundy – wynik zbliżony do tego, jaki zanotował gwiazdor NFL Jerry Rice podczas swojego debiutanckiego sezonu), o tyle prawdziwy sukces przyszedł w drugim. Młody Iverson przeszedł na pozycję quarterbacka. W koszykówkę grał w tym samym czasie bez przerwy, zdobywając średnio 27.1 ppg i doprowadzając szkołę do bilansu 15-8 – najlepszego od dekady. Iverson był liderem, ale gwiazdą w zespole był również Tony Rutland. Ten duet trener Bailey nazywał „Straszną Dwójką”, nie tylko ze względu na świetną grę, ale także przez spory o nie podawanie piłki. Dlatego poza boiskiem Bailey starał się stworzyć najlepszą możliwą atmosferę w drużynie, a kiedy Iverson czy Rutland nie mogli grać na przykład z powodu kontuzji, drugiego też nie wypuszczał na parkiet.

Iverson-z-kolegami

Lata szkolne. Okres nauki w szkole Bethel to również czas, kiedy Allen wpadł w nowe towarzystwo, poznając Rasaana „Ra” Langforda i Erica „E” Jacksona. To „Ra” zainteresował go rapem. Iverson, wychowany na muzyce soul i R&B, której słuchała jego matka, wreszcie znalazł coś, co opisywało jego życie i wszystko to, z czym stykał się każdego dnia na ulicy. Potrafili godzinami wspólnie przesiadywać i freestylować, marząc o profesjonalnej karierze muzycznej. Razem słuchali Geto Boys, LL Cool J, Tupaca, Wu-Tang Clan, Redmana, Method Mana i jego ulubionego Notoriousa B.I.G.

W 1992 roku z Langfordem, Jacksonem oraz Marlonem Moore’em i Arniem Steelem założyli grupę „Dynasty Raiders” (później przemianowaną na „Cru Thik”). Obiecali sobie, że jeśli AI pierwszy zacznie zawodowo uprawiać sport, pomoże reszcie finansowo – zawsze będą trzymać się razem i opiekować sobą nawzajem. Jeśli któryś z nich pierwszy nagra płytę, również znajdzie się miejsce dla reszty.

Po wyrwaniu się z ulicznych problemów całym życiem Iversona stało się rapowanie z „Cru Thik” oraz gra w koszykówkę, którą zaczął coraz bardziej kochać. Boisko do kosza było moją jedyną ucieczką. Mam na myśli to, że było to jedyne miejsce, w którym mogłem robić swoje i nie miałem żadnych zmartwień, mogłem zapomnieć o wszystkim – powiedział po latach.

Wtedy właśnie osiągnął wyższy poziom swojej gry. Wygrał narodowy turniej w Richmond. Kluczowego kosza zdobył wówczas Rutland po podaniu bez patrzenia od Iversona. Na wspólnym grillu tego samego dnia AI powiedział do swojego trenera Boo Williamsa: Jestem taki dobry jak Mike, wiecie?! Mogę go ograć. Williams odpowiedział: Może i tak, ale Mike Evans jest całkiem dobry, to byłby niezły pojedynek. Iverson poprawił go: Nie. Nie. Nie. Mogę ograć Mike’a. Mike’a Jordana.

Kilka dni później zespół Allena zdobył mistrzostwo w turnieju ligi letniej AAU w Północnej Karolinie z zawodnikami do lat 17. Iverson zdobył MVP ze średnią 25.5 ppg w ośmiu meczach, a w finałowym pojedynku wygranym 82-78 z Charlotte Sonics (z Jerrym Stackhouse i Jeffem McInnisem w składzie) zaliczył 25 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst. Jak opisywał Boo Williams, ludzie byli zszokowani, bo rzadko kto wiedział, kim jest Allen Iverson. Pojawił się znikąd, pokonał zawodników najczęściej wyższych i starszych od siebie, zdobył MVP oraz tytuł. We wspomnieniach Iverson opisywał, że bez wyolbrzymiania ten turniej sprawił, że został numerem jeden w rankingach juniorów i stał się znany w całych USA. Wcześniej był co najwyżej lokalną gwiazdą – po turnieju w Północnej Karolinie znała go już cała koszykarska Ameryka. Był to dla niego kluczowy punkt zwrotny w karierze.

Allen-Iverson-gra-w-football

Równie dobrze Iverson radził sobie w futbolu. W 1993 roku z Bethel Bruins miał bilans 10-1 i doszedł aż do finałów, a Daily Press uznała go Sportowcem Roku. Trenerem Iversona był Denis Kozlowski, który pełnił też wiele innych funkcji w zespole i znany był ze swoich twardych zasad. Każdy jego zawodnik w dniu meczu musiał nosić krawat i marynarkę. AI oczywiście robił wszystko, byle tego uniknąć. Kiedy Kozlowski dowiedział się, że Iverson od początku sezonu chodził w t-shircie, zapytał się, co się stało z garniturem, który kupił mu 5 miesięcy wcześniej podczas wspólnych zakupów. AI odpowiedział, że wziął go przyjaciel jego mamy.

Kozlowski jednak miał dla Iversona taryfę ulgową i starał się brać go pod swoje skrzydła. Pewnego razu dowiedział się, że Allen głoduje. Zabrał go do biura i zaproponował udział w programie darmowych posiłków w szkole. Nieco zawstydzony Iverson nie chciał się przyznać, że potrzebuje tego rodzaju pomocy, zgodził się dopiero wtedy, kiedy Kozlowski obiecał porozmawiać z personelem w stołówce i zorganizować wszystko tak, by nikt się nie dowiedział, że jego podopieczny jest na liście dokarmianych uczniów. Innym razem Kozlowski usłyszał, że ktoś widział Allena kupującego narkotyki. Wziął go na rozmowę, podczas której chłopak przysięgał, że sam nic nie bierze. Okazało się, że o zakup poprosiła go matka. Kozlowski, jak sam później przyznał, przeprowadził z nim wtedy jedną z najtrudniejszych rozmów w życiu. Zapytał, czy rzeczywiście chce pomóc mamie i w jaki sposób. Chcę pomóc bardziej niż cokolwiek. Przez dostanie się do NBA lub NFL – odpowiedział Iverson. Kozlowski przekonał go więc, że jeśli zostanie przyłapany na kupnie narkotyków, to marzenie na zawsze przepadnie i żeby następnym razem, jeśli już musi, poprosił o taką przysługę któregoś ze znajomych. Kolejnym problemem były nieobecność Allena w szkole, jednego roku opuścił około 75 godzin, wiele z nich nie było usprawiedliwionych, a powodem większości była tym razem konieczność opiekowania się siostrą Iieshą.

Tymczasem na boisku futbolowym Allen spisywał się dwukrotnie lepiej niż jako sophomore. Jako junior uzyskał 2204 jardy, zaliczył 21 przyłożeń z biegu i kolejne 14 z podań oraz 8 razy przechwytywał piłkę, wzbudzając powszechny podziw. Tak jak on był niewiarygodny gdy grał w kosza, był jeszcze bardziej niesamowity w futbol – powiedział Gary Moore. To wyglądało, jakby każdy inny grał w futbol, a on grał w PlayStation – mówił trener koszykówki Mike Bailey, dodając: Każdy patrzył wzajemnie na siebie i zastanawiał się: czy my widzieliśmy tylko jakąś powtórkę, czy to wydarzyło się naprawdę?

Pewnego razu Kozlowski dał Iversonowi do przeczytania książkę „Psycho-Cybernetics” Maxwella Maltza. Autor pisał w niej m.in. o zjawisku bólów fantomowych, gdy osoba po amputacji wciąż czuje kończynę. Trener chciał, by jego podopieczny również na boisku działał automatycznie, polegając na intuicji i wizualizując akcje, zanim do nich dojdzie. Allen wzniósł psychocybernetykę na nowy poziom – mówił później Kozlowski. Potwierdził to kilka lat później Terry Royster, ochroniarz i przyjaciel Iversona: Pozwólcie mi powiedzieć o treningach Allena. Cały czas jak z nim byłem, nigdy nie widziałem go zrzucającego wagi, pracującego nad sylwetką, albo chociażby trenowania rzutu za rzutem. Zamiast tego, przygotowywał się do gry we własnym zakresie, był przed meczem cicho jak cholera, by wreszcie powiedzieć na przykład: wiesz jak zazwyczaj używam crossa żeby wyminąć przeciwnika, cofnąć się i zniszczyć ich z pół dystansu? No cóż, dzisiaj będę ich zabijał tym całą noc. I niech mnie diabli, jeśli tego właśnie nie robił. Rozumiecie, to był właśnie jego trening, kiedy siedział i myślał. To wszystko co wiem o treningach Allena.

Iverson doprowadził drużynę Bethel do mistrzostwa stanu w futbolu w 1994 roku, wygrywając finał 27-0. O mało w nim nie zagrał przez wcześniejsze wagarowanie. Szczęśliwy po zdobyciu trofeum został spytany przez dziennikarza, co zrobi teraz. Teraz zamierzamy zdobyć kolejne mistrzostwo w kosza – wypalił AI. Słowa dotrzymał, zdobywając dwa tytuły w jednym roku.

Ten sezon w barwach Bruins, choć udany, był jednak trudny. Podczas jednego z meczów doszło do kłótni z trenerem Baileyem, który bez przerwy instruował Iversona z ławki, by grał mniej egoistycznie. Trenerze! Przestań mi bezustannie mówić, jak mam grać – odparł AI. Zdenerwowany Bailey przy stanie 65-61 zdjął swojego kapitana z boiska, na co ten kazał mu „pieprzyć się”. Bez Allena jego drużyna rozgromiła rywali 101-67. W szatni przyjaciel Allena, Xavier Gunn, prosto w oczy wyrzucił mu samolubstwo. Jak mogę być egoistą, skoro zaliczam 10 asyst w meczu? – odparł Allen, na co usłyszał: Nie chodzi mi o koszykówkę. Powinieneś tak postępować cały czas. Kiedy trener Bailey powiedział ci, jak masz grać dzisiaj, kiedy czasem słyszymy tego typu rzeczy, trzeba się podporządkować, bo to zawsze właściwe. W kolejnych meczach Allen wykonywał już polecenia, ale on i trener (który miał pełne poparcie matki koszykarza) nie odzywali się do siebie tygodniami. Mimo napięć Bruins wygrali 19 meczów z rzędu.

Po jednym z takich zwycięstw radosną atmosferę w szatni przerwał Bailey. Wszedł smutny i oświadczył, że to nie czas na świętowanie. Dzień wcześniej trzech graczy, w tym Iverson, brało udział w imprezie, na której doszło do strzelaniny. Zginął młody człowiek. Koszykarze wyszli stamtąd chwilę wcześniej, ale Bailey chciał dać im lekcję: Nie mówię, że któryś z was zrobił coś złego, ale nie musieliście. Wyobraźcie sobie co by było, gdybyście to wy przypadkowo zostali postrzeleni? Pomyślcie o tych co was kochają, jakby zareagowali? Pomyślcie dzisiaj o tym, co naprawdę istotne. W szatni zapanowała cisza, aż cała trójka wraz z trenerem chwycili się za ramiona. Chciałem to już zrobić dawno temu – powiedział Bailey do skłóconego z nim jeszcze chwilę wcześniej Iversona. Ja też – odparł koszykarz. -To co nas powstrzymało? -Duma – odpowiedział Iverson. Oboje zamienili ze sobą jeszcze kilka słów, aż Bailey poradził Iversonowi: Wiesz co powinieneś robić, Bubba? Potrzebujesz takich rzeczy typowo związanych ze szkołą średnią, które robią inne nastolatki. Wiesz, iść na film, albo zebrać się z kumplami i pójść na kręgle, rozładować trochę energii. Kilka tygodni później zespół świętował drugie mistrzostwo. Radość Allena Iversona nie miała jednak trwać długo.

Incydent w kręgielni. 14 lutego 1993 roku, w Walentynki, miał miejsce nagłośniony przez media „incydent w kręgielni”. Tego dnia 17-letni Allen Iverson, wraz z kilkoma czarnoskórymi kolegami (m.in. Michael Simmons, Melvin Stephens Jr, Samuel Wynn) poszli do kręgielni „Circle Lanes” w Hampton. Zachowywali się głośno i stawali na krzesłach, chociaż proszono ich, by tego nie robili. W pewnej chwili Allen z kolegami podeszli do baru z przekąskami. Stojąca tam grupa młodzieży zaczepiła ich (później w sądzie obie strony twierdziły, że to one zostały sprowokowane). Nastąpił pojedynek na wyzwiska. Podobno wszyscy zostali nazwani „czarnuchami”, a Iverson dodatkowo „chłopczykiem” [boy w oryginale, co w amerykańskich realiach ma silny wydźwięk rasistowski i pogardliwy – przyp.]. To był zapalnik bójki, w której używano nie tylko pięści, ale także krzeseł i innych przedmiotów.

Policja aresztowała uczestników zajścia. Obrońcą Iversona został 73-letni Herb Kelly, emerytowany prawnik z Hampton University, poproszony o pomoc przez Gary’ego Moore’a, do którego zwrócił się z kolei sam oskarżony. Swojego prawnika proponował także trener Kozlowski, a wsparcie inni przyjaciele z piosenkarzem Brucem Hornsbym na czele. Tymczasem w mieście rozprawa była numerem jeden rozmów, a na mecz z udziałem Iversona rozegrany w dwa dni po zajściu przyszło najwięcej kibiców od 15 lat. Ten grał dobrze jak nigdy, trzy dni później został wybrany przez magazyn „Parade” do drużyny „All-American High School”. Ludzie krytykowali go za to, że grając lekceważy problemy z prawem, kiedy on traktował koszykówkę jako ucieczkę i coś pozytywnego w trudnym okresie.

Iverson w sądzie

W sądzie głównym dowodem była kaseta VHS nakręcona przez Michaela Simmonsa, który był na ostatnim roku i kręcił film o życiu swojej szkoły. Allen został oskarżony o udział w bójce i sądzony jak dorosły. Część świadków twierdziła, że opuścił on kręgielnię w trakcie bójki i już do niej nie powrócił, inni utrzymywali, że po chwili ponownie znalazł się w środku. Na kasecie wideo zarejestrowane zostały krzyki, wyzwiska, łamiące się krzesła i twarze uczestników bijatyki, ale wśród nich nie było twarzy Allena Iversona.

Jednak jeden z białych studentów, Brandon Smith, przysięgał, że widział, jak Allen uderzył krzesłem w plecy 23-letnią Barbarę Steele. Smith chciał jej rzekomo pomóc, ale nie mógł, bo Iverson uderzył krzesłem także jego. Sama poszkodowana miała podbite oko (założono jej sześć szwów) i zdiagnozowano u niej amnezję, więc nie potrafiła sobie przypomnieć, co się stało. Iverson i jego zwolennicy utrzymywali, że jest niewinny. To szaleństwo! Jakim musiałbym być człowiekiem, żeby uderzyć dziewczynę w głowę ciężkim krzesłem? – mówił AI w sądzie, dodając: Ostatnią rzeczą, jaką można o mnie powiedzieć to fakt, że jestem zdolny do takiego czynu. Oskarżonych denerwowało również to, że o bójkę oskarżono tylko cztery osoby – i wszystkie były czarnoskóre.

W winę Allena nie wierzył trener Bailey, chociaż miał własną opinię dlaczego w ogóle nie widać go na kasecie wideo: Jeśli rozumiecie tą kulturę, to wiecie, że ten, któremu może się udać wyrwać z getta, jest chroniony przez pozostałych. Nawet nie wiem ile to razy jeździłem gdzieś po naprawdę nieciekawych okolicach Newport News, szukając w środku nocy Allena. Raz go zapytałem: co się stanie jeśli będę się tam wypytywał któryś z sąsiadów, gdzie jesteś? -Nic, trenerze. Oni wiedzą, że jesteś ze mną – odpowiedział.

Ironia całej sytuacji tkwiła w prawie nazwanym „maiming by mob” („okaleczenie przez tłum”). Ten przepis, stworzony 100 lat wcześniej, miał chronić czarnoskórych mieszkańców Południa przed linczami organizowanymi przez białe tłumy (Ku Klux Klan). Państwo chciało dać prokuratorom narzędzie do ścigania zbiorowej przemocy na tle rasowym. Wiek później ten sam przepis, wciąż figurujący w kodeksie, został użyty przeciwko czarnym nastolatkom w bójce w kręgielni. Stał się podstawą do oskarżenia ich o poważne przestępstwo kwalifikowane, które normalnie mogłoby zostać potraktowane jako zwykłe wykroczenie.

Iverson za kratkami. Wyrok zapadł 12 lipca 1993 roku. W mowie przed jego ogłoszeniem Allen oświadczył cichym, łamiącym się głosem: Chciałbym przeprosić moją rodzinę i przyjaciół oraz całą miejscową społeczność, jeśli przysporzyłem jej wstydu. I myślę, że skoro mam teraz szansę mówić, chcę powiedzieć że źle czuję się z tym co stało się tamtej nocy, z udziałem wszystkich ludzi w kręgielni. Nie chciałbym, żeby coś takiego zdarzyło się komukolwiek w podobnej sytuacji. O godzinie 9.34 rano sędzia Nelson Overton skazał Allena Iversona na 5 lat za spowodowanie urazów u Barbary Steele i udział w bójce z narażeniem zdrowia pozostałych jej uczestników. Odmówił jego wyjścia za kaucją do momentu złożenia apelacji. Początek odsiadki zaplanowano na wrzesień, a do tego czasu Iverson miał być w areszcie domowym, żeby w pełni ukończyć rok szkolny. W autobiografii napisał: Usłyszałem słowo: Winny. Cholera, to było jakby sędzia zadecydował, że ja popełniłem te wszystkie przestępstwa. Ale odczułem to jeszcze bardziej. Winny znaczyło dla mnie, że byłem gówno wart, że nie zasługiwałem na żadną przyszłość. Sędzia obradował i uzgodnił wyrok: jestem kolejnym złym dzieciakiem z ulicy.

Biała publiczność nagrodziła wyrok oklaskami, czarna była wściekła. Trenerzy Bailey i Kozlowski wyszli z sali zdruzgotani – wiedzieli, że ich podopieczny trafi do tego samego więzienia, w którym siedział jego biologiczny ojciec. W tym czasie w Hampton więcej czarnych obywateli trafiało za kratki, niż na studia. Iverson nie był jednak zaskoczony. Gdyby nie był gwiazdą w Bethel High, gdyby nie był tak znany jaki był, wtedy mógłby zostać nie rozpoznany przez nikogo. Byłby jak dwadzieścia innych osób, którzy brali w tym udział, ale nie postawiono im zarzutów – to słowa oskarżyciela przytoczył w swojej autobiografii Iverson. Dlatego już godzinę po wydarzeniach w kręgielni zadzwonił do trenera Kozlowskiego opowiadając co się stało i przewidując, że cała wina zostanie zrzucona na niego. Trenera Bailey’a próbował przygotować do możliwości utraty najlepszego zawodnika w drużynie. Niestety dwa lata po tych wydarzeniach, mimo wciąż dobrych wyników, Bailey został z dnia na dzień zwolniony – zdaniem Iversona przez nieustanne medialne wsparcie jego osoby.

Absurdem był fakt, że Iverson zrezygnował z ławy przysięgłych na rzecz samego sędziego – błąd, którego do dziś nie potrafi w pełni wyjaśnić. Nie wiem, może to dlatego, że Pan Kelly nie miał sprawy kryminalnej od dłuższego czasu. Albo myślał, że jakoś dogada się z sędzią? Cokolwiek to było, nie zadziałało – napisał. Jego koledzy, Simmons i Wynn, stanęli przed ławą przysięgłych i dzięki temu część ich zarzutów oddalono, a wyroki były znacznie łagodniejsze. Stephens mógł wyjść za kaucją.

Protesty w sprawie skazanych

Sprawa z udziałem Allena Iversona odbiła się głośnym echem w całej Ameryce, dzieląc kraj. Różne gazety przyjmowały różny punkt widzenia i polemizowały ze sobą. Zaczęto dyskutować, jaka jest granica i jakie słowa związane z różnicami rasowymi są na tyle niebezpieczne, że mogą wywołać użycie siły. Czy powinno się je stosować? Tymczasem zainteresowani procesem ludzie podzielili się podobnie jak widownia na sali sądowej na białych i czarnych, jednak w przeprowadzonych przez dziennikarzy ankietach większość była zgodna, że Iversona skrzywdzono zbyt wysokim wyrokiem.

Powstała grupa SWIS (od pierwszych liter nazwisk skazanych), która walczyła o ich uwolnienie. Jedna z jej założycielek powiedziała: Jestem oburzona. Dilerzy narkotyków dostają mniej, niż oni. Mordercy dostają mniej. Ludzie z nożami i pistoletami też dostają mniej. Głos zabrały legendy: Spike Lee wysłał Allenowi książkę o Malcolmie X, a wsparcia udzielili Michael Jordan i Bill Cosby.

Trener Bailey zorganizował publiczną dyskusję argumentując, że szkoła nie tylko straciła sportowców, ale co ważniejsze, straciła studentów i przyjaciół. Te słowa dotarły do Iversona, który wysłał Tawannę Turner z podziękowaniem: On wie, że mogłeś mówić o sportowcach, więc dla niego znaczy wiele, że mówiłeś o nim jako o osobie. To dla niego wiele znaczy, bo pochodzi z głębi serca. Butch Carter, przez pewien okres sąsiad rodziny Iversonów, powiedział: Kiedy sędzia dał mu pięć lat, to było… powiem wam: to było tak samo gdy Joe Louis przegrał walkę, Martin Luter King Jr został zabity, Muhammad Ali został pozbawiony swojego mistrzostwa. A teraz Allen Iverson idzie do więzienia.

Były też głosy pochwalające decyzję sędziego Overtona. Dla przykładu, gazeta Daily News napisała: Wierzymy, że sprawa Iversona została przeprowadzona uczciwie i odpowiednio. Teraz system prawny jest atakowany, ponieważ udowodnił, że Iverson zasłużył na lekcję wyciągania konsekwencji. Nie możemy więc uwierzyć, że pojawiają się nawet argumenty o wyciąganiu studentów ze szkół do więzienia.

Allen spędził całe lato z Tawanną. Zabroniono mu jakichkolwiek sportów, zarówno w obrębie szkoły jak i lig letnich. Wreszcie we wrześniu został przetransportowany do „Newport News City Farm”. Pierwsze dni w więzieniu były dla niego dramatyczne. Popadł w depresję – przestał się myć, dbać o włosy, nie prasował ubrań. Dopiero wizyta matki przywróciła go do pionu. Kochanie, jestem bardzo zraniona widząc cię w takim stanie. Musisz pozostać silny dla mnie – powiedziała Ann Iverson i jej syn szybko doszedł do siebie. Od tego czasu zaczął sobie nieustannie powtarzać, że nigdy się nie podda, bo ludzie na zewnątrz są od niego zależni. Zaczął pracować w więziennej kuchni, wypiekając chleb i ciastka. Codziennie o 5 rano był już na nogach. Podczas rekreacji grał na starym, zużytym więziennym boisku. Bałem się o niego grającego tu w koszykówkę. Ci chłopcy grali naprawdę twardo i brutalnie – mówił później naczelnik więzienia, Billy Payne. W swojej książce AI napisał, że jedyne pozytywne wspomnienie z odsiadki dotyczyło Świąt Bożego Narodzenia. Było ok, bo to nie tak, że w domu miałem idealne święta. Spędzaliśmy czas ze sobą, mieliśmy fajny dzień. Strażnicy dali nam spokój. Dostaliśmy dobry posiłek.

Podczas gdy Allen siedział, jego kumple – Ra, E, Marlon i Arnie – dotrzymali przyrzeczenia. Opiekowali się matką i siostrami Allena, płacąc rachunki niezależnie od tego, jak musieli zdobyć na nie pieniądze. Iverson zabronił kolegom z drużyny odwiedzin – nie chciał, by widzieli go jak „ptaka w klatce”. Docierały do niego jednak słuchy, że koledzy na każdy mecz wyjazdowy zabierają jego pusty strój.

Wśród osób wspierających Iversona w tym czasie był piosenkarz Bruce Hornsby. Jego adwokat Larry „Woody” Woodward z ekskluzywnej kancelarii „Shuttleworth, Rudolph and Giordano” był poważanym prawnikiem, w gabinecie na ścianach miał zdjęcia z Colinem Powellem czy George Bushem. Wspierał czarnoskórego kandydata na gubernatora, Douglasa Wildera.

Wybór Wildera na gubernatora Virginii to polityczny przełom, kluczowy dla uwolnienia Iversona. Po czterech miesiącach odsiadki, 30 grudnia 1993 roku, Wilder skorzystał z prawa łaski i zwolnił go warunkowo: Kiedy wciąż nie ma dla mnie dostatecznych dowodów i jest możliwość ulgi korzystając z danego mi przywileju amnestii, nie mam najmniejszej wątpliwości, że nie można ograniczać wolności Allena Iversona i trzeba dać mu szansę kontynuowania jego edukacji – to tekst oświadczenia biura prasowego gubernatora. Dziękuję gubernatorowi Wilderowi, bo to co zrobił było cholernie odważne. Patrząc teraz z perspektywy czasu, mając szansę wszystko przemyśleć, do diabła, to było szalone, a ja miałem niespowite szczęście otrzymując takie wsparcie (…) Gubernator Wilder był pierwszym czarnym gubernatorem Virginii. Był też ostatnim czarnym gubernatorem Virginii. Wyobraźcie to sobie! – zauważył Iverson w swojej książce.

Decyzja ta, podobnie jak proces, wywołały ogólnokrajową dyskusję na temat polityki rasowej. Daily News napisała: Ci, którzy wierzyli, że Iverson został uczciwie potraktowany przez system sprawiedliwości – włączając w to nas – mogą teraz mieć wątpliwości co do motywów gubernatora.

Ale to już się nie liczyło – O mój Boże! – mogła wykrzyczeć z radości matka Allena, kiedy ten 30 grudnia w otoczeniu dziesiątek dziennikarzy i Woodwarda przyjechał jego limuzyną na 3710 Victoria Boulevard ubrany w koszulkę z barwami zespołu koszykarskiego Bethel Bruins i czapeczkę Fila, które dostał po drodze. Myślałem: nie wierzę, że to się dzieje. Byłem w szoku. Ale na zewnątrz grałem poważnego jak cholera. Jakby tego ode mnie oczekiwano. Czułem, że tak powinienem się zachować – przyznał Iverson który dodał, że dopiero po wejściu do domu się złamał i ze łzami w oczach wpadł w ramiona bliskich.

Droga na uniwersytet.

Podczas odsiadki syna, Ann wstawiała się za nim u legendarnego trenera Johna Thompsona, starając się zapewnić Allenowi miejsce na uniwersytecie w Georgetown. Po namowach Thompson zgodził się przyjąć Allena, chociaż ten chciał starać się o miejsce na uniwersytecie w Maryland, do którego dostał się jego dobry znajomy, Joe Smith. Wcześniej musiał jednak nadrobić braki w nauce, ponieważ przed odsiadką nie ukończył nawet szkoły średniej. Wprawdzie latem miał możliwość wziąć udział w programie GED (General Education Development) dla osadzonych i kontynuować w ten sposób naukę, ale to uniemożliwiłoby mu otrzymanie stypendium i grę w NCAA – a mimo wszystko to i kariera w NBA wciąż były jego marzeniem. Dlatego od grudnia 1993 roku pobierał lekcje w „Kumon Math and Reading Center” u Sue Lambiotte – od czterech do sześciu godzin dziennie, cztery dni w tygodniu. Lambiotte otworzyła to centrum zaledwie rok wcześniej, aby indywidualnie pomagać uczniom, często sportowcom, w przygotowaniach do testów SAT/ACT i dostaniu się na studia. Miała inną definicję sukcesu dla młodego Allena – chodziło jej bardziej o to, by jej podopieczny dostał się do college’u i zdobył wyższe wykształcenie. Kiedy inni mówili o talencie Iversona, ona rozumiała go jako umiejętności artystyczne i zdolność samodzielnego myślenia. Co to by była za tragedia, gdyby ten chłopak nigdy nie dostał się na studia – mawiała.

Lekcje z Allenem nie były łatwe. Myślami często był gdzie indziej; czasami nie stawiał się na lekcje, czasami po prostu nie spełniał jej wymagań. Kiedy pewnego razu wyraziła swoje niezadowolenie i rozczarowanie, powiedział: Ale pani Lambiotte, proszę zobaczyć, ile już się nauczyłem! Wtedy zrozumiała, że dla AI był to cięższy okres nauki niż kiedykolwiek wcześniej. Jeszcze przed incydentem w kręgielni niechęć Iversona do szkoły i skłonność do wagarowania były powszechnie znane, teraz na jaw wyszła przyczyna: nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu przez całą lekcję, miał problem z wczesnym wstawaniem, od zawsze przyzwyczajony do nocnego życia. Do tego dochodziła frustracja wywołana tymczasowym zakazem gry w jakikolwiek zorganizowany sport, meldowaniem się przez osiem miesięcy u kuratora oraz godziną policyjną, po której musiał przebywać w domu. To wszystko sprawiało, że Allen nie potrafił się skupić. Aby chłopak szybko się nie nudził, Lambiotte zmieniała temat zajęć co 15 minut i starała się wprowadzać jak najwięcej urozmaicenia.

Tymczasem życie na Victoria Boulevard z dnia na dzień stawało się coraz cięższe. Michael Freeman tylko czasem przebywał w domu na krótkich zwolnieniach. Pewnego dnia, idąc na kolejną odsiadkę, powiedział Allenowi: Ty jesteś teraz głową rodziny. Musisz zaopiekować się matką i siostrami. Lambiotte, słysząc to, zapytała, co w takim razie jest złego w pracy w McDonald’s. Usłyszała: Nie wyżywi pani rodziny, pracując w McDonald’s. Lambiotte kontynuowała: To nie szukaj sposobów na zarobienie tymczasowych pieniędzy, bo to nie pomoże twojej mamie i siostrom. Najlepszą rzeczą, jaką możesz dla nich zrobić, jest załatwienie spraw akademickich, dostanie się na studia i zbudowanie przyszłości dla siebie i dla nich. Ale Iverson już od dawna zdawał sobie sprawę, że jedynym sposobem na wyrwanie się z ubóstwa i prowadzenie normalnego życia, jest pójście na uniwersytet i wybranie kariery sportowej. Niestety ciężko było o tym myśleć, wciąż żyjąc w tak trudnych warunkach. Wreszcie pewnego dnia Iversonów odwiedził Gary Blackmon – ich dawny opiekun i trener z czasów Aberdeen, który już nie raz wspierał rodzinę w trudnych chwilach. Widząc całą tę nędzę, zabrał Ann i dzieci do siebie, do mieszkania na Marcella Drive.

The Answer. Allen Iverson od dzieciństwa nazywany był w rodzinie i na ulicy „Bubbachuck” (czasami „Chuck”, rzadziej „Bubba”). Zwyczajem było, że większość członków jego rodziny znana była właśnie pod pseudonimami. Imię to pochodzi od dwóch wujków z Connecticut – Bubby i Chucka – którzy podobno kłócili się o to, jak nazwać małego Allena, aż jego matka stwierdziła, że najlepiej będzie połączyć oba imiona. Dopiero latem po wyjściu z więzienia Iverson otrzymał przydomek „The Answer”, który dziś zna cały koszykarski świat. Koszykarzowi podobały się ksywki najpopularniejszych zawodników z boisk ulicznych, takie jak „Half-Man, Half-Amazing” czy „Skip to My Lou”. Czuł, że nawet w NBA pseudonimy takie jak „Magic” czy „Doktor J” były czymś, z czym jako „Bubbachuck” nie mógł się równać.

Pewnego dnia Iverson rozmawiał z Blackmonem o tym, jak liga się zmienia i jak będzie wyglądać po odejściu Michaela Jordana. W pewnej chwili stwierdził: –Człowieku, potrzebuje jakiś niepowtarzalny pseudonim. -Chuck, ty jesteś THE ANSWER – odpowiedział Blackmon, dodając: Bo jesteś odpowiedzią na wszystkie bolączki w NBA. Kiedy Allen stwierdził, że bardzo mu się to podoba, Blackmon wyjaśnił: Wiesz, teraz wszyscy kochają Mike’a, wszyscy chcą być jak Mike. Ale Mike już tam nie gra. Więc teraz ty będziesz Odpowiedzią. Jeszcze tego samego wieczoru Iverson poszedł do studia tatuażu w Yorktown w Virginii i wytatuował sobie buldoga, symbol Georgetown, wraz ze swoim nowym pseudonimem. To był jego pierwszy tatuaż – i przez pewien czas jedyny – ponieważ trener John Thompson nie akceptował tego typu dekoracji na ciele, o czym AI wówczas jeszcze nie wiedział.

Powrót do gry. Allen był zdeterminowany, żeby wreszcie wrócić do basketu. Kiedy pojawiła się możliwość występu w turnieju „Kenner Summer League”, Sue Lambiotte próbowała go zniechęcić, obawiając się o jego formę. Ten tylko się uśmiechnął i bez ogródek oświadczył, że jego drużyna wygra turniej. Biedny chłopak, jeszcze tyle musi się nauczyć o życiu – pomyślała Lambiotte, mając z tyłu głowy, że minęło ponad półtora roku, od kiedy Iverson grał w zorganizowaną koszykówkę i regularnie trenował.

5 sierpnia 1994 roku, gdy zaczął się turniej, pierwszy mecz śledziło 750 osób. Szybka „trójka” Iversona, podanie za pleców, za chwilę wsad – to wystarczyło, żeby cała hala skandowała jego nazwisko. W całym meczu uzbierał 40 punktów, poruszając się z zadziwiającą prędkością. Następnego dnia widownia była już o połowę większa, a Iverson jej nie zawiódł. Już po 27 sekundach popisał się efektownym „windmill dunk”, trafiając siedem pierwszych rzutów, w tym sześć rzutów za trzy punkty z dystansu obowiązującego w NBA. Łącznie tego dnia zdobył 33 oczka. Parę dni później już czterotysięczna publiczność, w tym m.in. Dikembe Mutombo, obserwowała, jak Iverson zdobywa 26 punktów i prowadzi swój zespół do wygranej 72-66. Zrobił dokładnie to, co przepowiedział swojej nauczycielce – zdobył mistrzostwo.

W dalszej części lata ukończył zajęcia z psychologii oraz wiedzy o społeczeństwie (rządzie USA) i tym samym odebrał dyplom. Chcę po prostu, żeby wszyscy wiedzieli, jak bardzo doceniam to, co zrobili – powiedział podczas uroczystości. Spojrzał na swoją mamę oraz siostry i kontynuował: Wiem, że nie zawsze było łatwo, ale chcę, żebyście wiedziały, jak wiele to dla mnie znaczy. A teraz mam zamiar sprawić, że znowu będziecie ze mnie dumne – w Georgetown.