ZAŁAMANIE KARIERY
Wolny agent. Po katastrofie w Detroit Iverson po raz pierwszy w karierze został wolnym agentem. Liczył na to, że będzie przebierał w ofertach. Wydawało się nawet, że w pewien sposób zabiega o niego Larry Brown, który w tamtym czasie pracował jako trener Charlotte Bobcats. Kocham Allena. Każdy dokumentował nasze nieporozumienia, ale myśląc o całej ciężkiej pracy, jaką wykonał grając dla mnie, dochodzę do wniosku, że to naprawdę niewiarygodne (…). Z mojego punktu widzenia wiem, że nie możemy być pewni możliwości wygrywania w takim stopniu, o jakim on marzy, na jaki zasługuje. Chciałbym go widzieć tam, gdzie będzie mógł zdobyć mistrzostwo. AI rozważał powrót pod skrzydła Browna, ale nie zamykał się na inne zespoły: Jestem wolnym agentem, znowu zdrowy i zdolny do podpisania kontraktu z każdą drużyną (…), moim jedynym wymaganiem jest gra dla trenera, który wie, co wnoszę do drużyny i wie, że chcę to robić każdej nocy! Niestety oferty nie pojawiały się. Oprócz Bobcats, którzy ostatecznie wycofali się z powodu nadmiaru obrońców, rozmowy z Iversonem prowadzili lub zainteresowanie nim wyrażali jedynie Memphis Grizzlies, Miami Heat, Chicago Bulls, Los Angeles Clippers i New York Knicks.
Najważniejszym powodem nikłego zainteresowania usługami Iversona był fakt, że jego reputacja podupadła po sezonie w Pistons. Wpłynęły na to zarówno słabsze statystyki, coraz liczniejsze i spowalniające go kontuzje, konflikt z kolejnym trenerem Michaelem Currym, jak i trudności z dostosowaniem się do taktyki zespołu. Były to jednak tylko krople w morzu powodów. Niechęć Iversona do gry z ławki rezerwowych sprawiła, że każda drużyna mająca aspiracje mistrzowskie, która nie budowałaby już składu wokół niego, ale mogłaby wykorzystać go jako strzelca wchodzącego z ławki, skreślała go ze swojej listy. Chociaż AI twierdził, że nie interesują go pieniądze, bo zarobił już wystarczająco dużo, jasne było, że rysą na jego dumie byłaby gra za minimum dla weteranów. Zwłaszcza w momencie, gdy próbował odzyskać swoją pozycję i reputację w lidze. Dlatego kolejne drużyny wykreślały go z listy pożądanych wolnych agentów, szczególnie w czasach szalejącego wówczas kryzysu finansowego.
Znaczenie miały również warunki fizyczne Allena. Zespoły posiadające już na pozycjach rozgrywającego lub rzucającego obrońcy zawodników o podobnych gabarytach często w ogóle się nim nie interesowały. Sprowadzenie Iversona i gra z dwoma obrońcami o wzroście około 180 cm w wyjściowym składzie mogły oznaczać defensywne samobójstwo. W efekcie z trzydziestu drużyn NBA realną opcję stanowiły jedynie te z końca tabeli, które nie miały wiele do stracenia. Gorzką ironią było to, że zawodnik z tak bogatym koszykarskim życiorysem znalazł się w takiej sytuacji. W międzyczasie liga NBA bardzo się jednak zmieniła, a on sam już nie.
Będąc mną, musisz mieć dobrą tarczę, bo nigdy nie będziesz doskonały. Nigdy nie będziesz w stanie wszystkich usatysfakcjonować. Wszystko, na czym musisz się skoncentrować, to próba zadowolenia tych, którym naprawdę na tobie zależy. Nikogo nie obchodzi, co Allen Iverson robi dla społeczeństwa. Wszyscy chcą czytać o tym, co Allen Iverson zrobił źle – mówił latem łamiącym się głosem i ze łzami w oczach na konferencji prasowej zorganizowanej przez Crossover Foundation, z którą sfinansował naukę dwóch uczniów. Iverson wciąż pozostawał bez klubu i słyszał spekulacje o możliwości gry w Europie (podobno grecki Olympiacos złożył mu ofertę wartą 10 milionów dolarów). W sierpniu zawodnik napisał: Nie byłem tak niecierpliwy od nocy draftu do NBA w ’96 roku. Wtedy wiedziałem, gdzie pójdę, teraz chciałbym wiedzieć (…). Miałem szczęście zarobić mnóstwo pieniędzy w tej lidze. Teraz to nie kwestia pieniędzy, tylko mojego powrotu na parkiet.
Wreszcie 9 września sam Iverson oświadczył: Bóg wybrał Memphis na miejsce, w którym będę kontynuował moją karierę. Jednoroczny kontrakt z Grizzlies był wart 3,5 miliona dolarów. Ten sezon będzie dla mnie bardzo osobisty. To w zasadzie powrót do mojego debiutanckiego sezonu. To boli, ale gdy włączam telewizor, czytam gazety i słucham, co ludzie mówią o mnie po sezonie, jaki miałem w zeszłym roku, słyszę, że tracę szybkość i inne tego typu rzeczy. Już teraz starają się posadzić mnie na bujanym krześle – mówił we wrześniu AI, dodając: To było straszne po prostu nie wiedzieć, gdzie się pójdzie albo gdzie osiedli się moja rodzina, zwłaszcza dzieci i żona. To było naprawdę złe doświadczenie. Jednak kontrakt z Grizzlies nie cieszył Tawanny, która nie chcąc przerywać roku szkolnego i ponownie się przeprowadzać, ostatecznie zdecydowała się nie jechać z mężem do Memphis. Tymczasem przed debiutem w nowym uniformie, Allen Iverson zawitał do Polski.
Allen Iverson z wizytą w Polsce. Ku radości polskich fanów jego wizyta, zorganizowana przez Reeboka, miała miejsce 19 września w Katowicach. Iverson wylądował w Polsce prywatnym samolotem o 12.40. Niecałe cztery godziny później w Galerii Szyb Wilson w Katowicach rozdawał autografy i rozegrał konkurs rzutów z różnych pozycji przeciwko polskim zawodnikom: Andrzejowi Plucie i Marcinowi Nowakowskiemu. 13 sezonów w NBA, średnia punktów 27. To mówi wszystko o naszym gościu. To najlepszy koszykarz, jaki do tej pory pojawił się w Polsce – powiedział Pluta. Allen następnie udał się do Spodka, gdzie obejrzał fragment jednego z meczów rozgrywanych wówczas mistrzostw Europy w koszykówce. Z Polski wyleciał około godziny 23.00.
Mimo tak wielkiego wydarzenia sportowego opinie o jego organizacji nie były pochlebne. Zawiodła logistyka. Zaledwie garstka kibiców miała dostęp do swojego idola podczas trwającego tylko kilkanaście minut spotkania z fanami, które w dodatku obległy media. Podczas konkursu rzutów oddano zaledwie kilka prób z dość przypadkowych pozycji, a zagubiony Iverson, któremu nie zapewniono tłumacza, nie bardzo wiedział, co ma robić i jak się zachować. Na dodatek podczas wizyty w Spodku nazwisko Iversona nie mogło zostać wypowiedziane przez spikera, który anonsował innych gości, aby publiczność mogła nagrodzić ich brawami. Powodem był konflikt interesów pomiędzy sponsorami obu wydarzeń.
Jedynymi pozytywami było to, że kilku szczęśliwcom udało się przywitać z Iversonem i zdobyć jego autograf, a sam koszykarz zdecydował podczas pobytu w Polsce, że jego fundacja charytatywna pomoże rodzinom ofiar katastrofy w kopalni Śląsk-Wujek, do której doszło w tym samym czasie. Chciałbym złożyć szczere wyrazy współczucia wszystkim tym, których dotknęła ta tragedia. Śmierć bliskiej osoby to zawsze ciężkie przeżycie. Wielu górników, którzy zginęli w Rudzie Śląskiej, miało rodziny. To oni zapewniali byt swoim dzieciom. Fundacja „Crossover”, którą założyłem, ma za zadanie wspierać najmłodszych, którzy są w potrzebie. Sam dorastałem w trudnych warunkach, dlatego kiedy tylko dowiedziałem się o tym wypadku, natychmiast postanowiłem pomóc.
Trzy razy Memphis Grizzlies. Początki w Memphis Grizzlies przypominały te z poprzedniego klubu – najpierw zapanował szał kibiców i błyskawiczna wyprzedaż biletów. Dzięki nazwisku Iverson na liście płac, Grizzlies zanotowali największy wzrost sprzedaży w swojej historii. Emocje szybko jednak ostudziła kontuzja Allena, który z powodu naciągnięcia lewego ścięgna kolanowego opuścił cały obóz przygotowawczy oraz mecze przedsezonowe. Wreszcie 2 listopada wyszedł na parkiet jako rezerwowy w starciu z Sacramento Kings. W 17 minut rzucił 11 punktów na dobrej skuteczności, ale nie pomogło to zespołowi, który po dogrywce uległ rywalom 116–127.
Zawodnik był wściekły na swoją rolę. Twierdził, że w dniu podpisania umowy obiecano mu miejsce w wyjściowym składzie, tymczasem było jasne, że będzie wchodził z ławki. Miałem problem z tyłkiem po siedzeniu na ławie tak długo – mówił sfrustrowany po debiucie. Nie jestem graczem rezerwowym. Nigdy w życiu nim nie byłem i nie mam zamiaru tak na siebie patrzeć (…). Ten temat nigdy nie pojawił się w całej mojej karierze, aż do czasu, gdy wszystko to zdarzyło się w Detroit. Nikt nie mówił o mnie jako o zmienniku czy kimś podobnym aż do zeszłego roku. W drugim spotkaniu zdobył 18 punktów w 27 minut, a Grizzlies ponownie przegrali, tym razem z Warriors. Iverson przekroczył wówczas granicę 24 tysięcy punktów w karierze, wyprzedzając na liście wszech czasów Charlesa Barkley’a. Atmosfera w klubie była coraz gorsza, bo trener Lionel Hollins nie chciał słyszeć o przesunięciu Allena do wyjściowego składu, uważając, że zahamuje to rozwój Mike’a Conleya. Doszło do prawdziwej burzy: Hollins wyrzucił z hali wszystkich gości, w tym przebywającego tam Jerry’ego Westa, i postawił Iversona „do pionu” przed całą drużyną. Kazał mu dostosować się do filozofii Grizzlies i zaakceptować rolę zmiennika. Zawodnicy, w tym Conley, przyznali później, że to był moment, w którym Hollins zyskał ich pełne zaufanie i szacunek, bo nie bał się skonfrontować z legendą.
Kiedy w trzecim meczu Iverson zagrał tylko 21 minut przeciwko Lakers, zdecydował się na rozmowę z właścicielem Grizzlies, Michaelem Heisley’em. Z powodu tajemniczej choroby córeczki Messiah, poprosił o przerwę od gry i wyjazd do domu, aby przemyśleć swoją sytuację. Stwierdził, że myślami i tak jest gdzie indziej, więc mając takie problemy z zespołem, nie jest w Memphis potrzebny.
Z dostępnych dzisiaj informacji możemy wnioskować, że Heisley obiecał Iversonowi miejsce w pierwszej piątce, byle tylko przyciągnąć fanów do pustoszejącej hali Grizzlies. Hollins albo nie był w tej sprawie w ogóle konsultowany, albo od początku był przeciwny, stawiając na rozwój młodego Conley’a. Sam Conley po latach wspominał, że Iverson wcale nie był wobec niego wrogi i mówił mu: Dzieciaku, idź tam na parkiet i pozabijaj ich! Problem leżał w komunikacji na linii Iverson–Hollins, a nie między zawodnikami. Z kolei Rudy Gay opisywał, że choć AI wchodząc do szatni miał niesamowitą aurę prawdziwej legendy, to wraz z nim przyszło poczucie, że „walczy on z całym światem” i nad zespołem pojawiły się „chmury”, które rozpraszały młody zespół.
Kryzys reputacji. Po tych wydarzeniach Iverson nie wrócił już do Memphis, a 16 listopada za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt, otrzymując wynagrodzenie jedynie za trzy mecze, w których wystąpił. Nieustannie atakowany przez media, które zarzucały mu samolubstwo i nieodpowiedzialne zachowanie – głównie dlatego, że już po debiucie publicznie narzekał na swoją rolę – zaczął poważnie myśleć o koszykarskiej emeryturze.
Tymczasem z biegiem dni jego usługami zainteresowali się Denver Nuggets, Miami Heat oraz New York Knicks. Allen twierdził później, że Knicks obiecali mu kontrakt, ale wycofali się z deklaracji widząc, w jaki sposób opuścił Grizzlies. Ostatecznie wszystkie rozmowy zakończyły się fiaskiem. 25 listopada, za pośrednictwem swojego przyjaciela, dziennikarza Stephena A. Smitha, koszykarz opublikował oficjalne oświadczenie o zakończeniu kariery.
Najkrótsza emerytura w historii. Chciałbym ogłosić moje plany odejścia z National Basketball Association. Zawsze myślałem, że kiedy opuszczę grę, zrobię to nie mogąc dłużej pomagać mojej drużynie w sposób, do jakiego się przyzwyczaiłem. Jednakże teraz nie o to chodzi. Wciąż mam ogromną miłość do tej gry, wciąż pożądam meczów, w moim baku zostało jeszcze dużo paliwa. Czuję się na tyle silny, by współzawodniczyć na najwyższym poziomie. W swoim pożegnaniu AI zwrócił się do ikon, które go kształtowały: To kieruję do Michaela Jordana, Magica Johnsona, Isiaha Thomasa, Charlesa Barkleya – daliście mi wizję gry, którą na zawsze zatrzymam w swoim sercu. To do mojej mamy, która mnie wspierała i inspirowała każdego dnia, także moja rodzina i przyjaciele, którzy trwają ze mną od początku. Dziękuję Wam!
Gary Moore dodał od siebie gorzki komentarz do wydarzeń z ostatnich miesięcy: To jasne, że Allen był traktowany ostatnio niesprawiedliwie, kiedy przez to wszystko przechodził. Dlatego teraz rodzina potrzebuje go bardziej. Moore zaznaczył, jak wspaniałą karierę miał jego przyjaciel, podkreślając, że w pamięci fanów na zawsze pozostanie on zawodnikiem Sixers.
Fakt nagłego odejścia Iversona odbił się szerokim echem w mediach. Portal Yahoo.com podsumował to krótko: Na własnych warunkach – oddajcie Allenowi Iversonowi, co mu należne. Pozostał wierny sobie. Jedyny problem leży w tym, że jeśli kiedykolwiek by się dostosował, mógłby osiągnąć więcej, niż to. Wielu dziennikarzy podkreślało jego gigantyczny wpływ na ligę i młode pokolenie – największy w erze post-jordanowskiej. Jednocześnie dominował żal, że przez ambicję i nieumiejętność wejścia w nową rolę, legenda schodzi ze sceny w wieku zaledwie 34 lat. Ta „emerytura” okazała się jednak czystą teorią. Kiedy zaledwie tydzień później do Allena odezwali się przedstawiciele Philadelphii 76ers, ten bez wahania przyjął ofertę gwarantującą mu miejsce w wyjściowym składzie. Media, nie szczędząc złośliwości, natychmiast ochrzciły całą sytuację mianem „najkrótszej emerytury w historii NBA”.
Powrót do Philadelphii 76ers. Śniłem o tym. A wiecie, w snach zawsze spotyka nas to, co najlepsze. To właśnie robię. Kocham tych ludzi, oni to wiedzą i odwzajemniają. Miejmy nadzieję, że to będzie wspaniałe doświadczenie – oświadczył AI witając się po trzyletniej przerwie w Philadelphii. To błogosławieństwo, że się tu znalazłem. Kiedy ogłosiłem swoje przejście na emeryturę, czułem, jakby koszykarska część mojego życia dobiegła końca. Zawsze myślałem, że kiedy to zrobię, będę smutny, ale byłem szczęśliwy. Czułem, że mogę dać żonie i dzieciom coś, czego długo nie mogłem z powodu stylu życia, jaki panuje w NBA. To był mój sportowy koniec. Wtedy dostałem telefon od agenta, który powiedział, że będę mógł tu wrócić. To była szansa, jakiej nie mogłem przepuścić. Moja żona też była za tym, dzieci mnie wspierały – mówił z łzami w oczach przyznając również, jak wiele błędnych decyzji podjął w ostatnich latach i po raz pierwszy nie chciał grać w koszykówkę z powodów, które nie mają z nią nic wspólnego.
Czternasty sezon 2009-10. „Debiut” Allena Iversona w barwach Philadelphii nastąpił 7 grudnia. Miejscowa publiczność przywitała go niezwykle gorąco – po raz pierwszy w sezonie na trybunach zasiadł komplet widzów. Wzruszony zawodnik wybiegł na parkiet, uklęknął i pocałował logo zespołu na środku boiska. To był moment, w którym cała toksyczność z Detroit i Memphis nagle przestała mieć dla kibiców znaczenie. Jednak 11 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst nie wystarczyło, by przełamać fatalną passę – Sixers zanotowali dziesiątą porażkę z rzędu.
„The Answer” grał w Philadelphii lepiej niż w Grizzlies czy Pistons, jednak wiek, brak przygotowania do sezonu i uraz kolana robiły swoje. Nie był już tak szybki jak dawniej i rzadko przekraczał granicę 20 punktów. Mimo to władze klubu, zadowolone z jego zaangażowania, zamieniły jego tymczasową umowę na kontrakt obowiązujący do końca sezonu. Iverson ku zaskoczeniu wielu świetnie odnalazł się w roli lidera drużyny. On jest wspaniałym kolegą i dotychczas zrobił wszystko, o co go prosiliśmy. Na parkiecie ciężko trenuje, a podczas przerw pomaga młodszym kolegom. Obecność Allena sprawia, że nasz zespół jest bardzo spokojny. Dzięki niemu inni gracze czują się pewniej – chwalił go generalny menedżer Ed Stefanski.
Powrót Iversona ożywił też grę centra Samuela Dalemberta. Obaj stworzyli świetny duet, dzięki czemu statystyki Dalemberta skoczyły w górę o ponad 2 punkty i 2 zbiórki na mecz, a jego skuteczność znacząco wzrosła. Sfrustrowany wcześniej zawodnik wycofał nawet swoje żądania transferowe: Bardzo się cieszę, że on wrócił, ponieważ wie, do czego jestem zdolny i zna mój styl. Nasza gra jest spójniejsza, pasujemy do siebie. Ja wykańczam akcje, on je zaczyna. Moja siła tkwi pod koszem, a on o tym wie. Czasem, gdy podaje, widać, że dokładnie tego się spodziewam. To coś, czego nie miałem, odkąd odszedł z zespołu.

Mimo późnego debiutu Iverson wciąż był ikoną marketingu – jego koszulka zajęła 14. miejsce na liście najchętniej kupowanych, a 1 269 268 kibiców wybrało go do ostatniego, jedenastego w karierze Meczu Gwiazd. Wybór ten, bardziej za dorobek i sympatię niż grę w tamtym sezonie, podobnie jak w przypadku Tracy’ego McGrady’ego wzbudził kontrowersje. AI odpowiedział: Powinienem martwić się tym, co mówią krytycy, czy skoncentrować na ponad milionie głosów, jakie na mnie oddano? Moi fani chcą mnie zobaczyć w grze i mają prawo głosować na kogo chcą. To dla mnie wielki honor.
Wtedy jednak kariera Allena Iversona w NBA zaczęła się już domykać, i to w niezwykle gorzki sposób. Kiedy w końcu dojrzał do roli lidera i mentora, grając jako starter, ale z ograniczonym wpływem na drużynę, która nie miała wtedy żadnych aspiracji, życie uderzyło w niego z zupełnie innej strony – tym razem w sferę prywatną. Za zgodą zespołu Allen zaczął opuszczać mecze z powodu krytycznego stanu zdrowia czteroletniej wówczas córeczki, Messiah Iverson. Po czasie dowiedzieliśmy się, że u dziewczynki zdiagnozowano zespół Kawasaki – rzadkie schorzenie, podstępny stan zapalny naczyń krwionośnych u dzieci, który udaje infekcję, a grozi tętniakami i zawałem serca. Kiedy Iverson był w Philadelphii (a według niektórych źródeł już w Memphis), choroba wchodziła w krytyczne fazy; Messiah przechodziła serię badań kardiologicznych i wlewów z immunoglobulin.
20 lutego 2010 Iverson zdobył 13 punktów i 3 asysty w swoim ostatnim meczu w NBA (porażka 90-122 przeciwko Bulls), po czym 76ers pozwolili mu pauzować na czas nieokreślony. W tym momencie czujemy, że to najlepsza decyzja dla Sixers, Allena i jego rodziny. On musi uporać się z bardzo poważnymi sprawami, które są ważniejsze niż koszykówka – ogłosił Stefanski. Gdy stało się jasne, że AI nie zdoła połączyć opieki nad dzieckiem z profesjonalną grą, kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron. Doszliśmy do wniosku, że on nie wróci już jako gracz Sixers. To dla niego bardzo trudna sytuacja, ale zespół musi wiedzieć, na czym stoi – podsumował menedżer. Podczas swojego krótkiego powrotu do Philadelphii Iverson wystąpił w zaledwie 25 spotkaniach, notując 13.9 ppg, 2.8 rpg i 4.1 apg. Z powodu rodzinnego dramatu zrezygnował też z udziału w Meczu Gwiazd. Ostatecznie Messiah Iverson wyzdrowiała.
Problemy rodzinne. Dokładnie w dniu, w którym Philadelphia 76ers oficjalnie ogłosiła, że AI nie zagra już w ich składzie, jego żona Tawanna – po ośmiu latach małżeństwa – złożyła w Atlancie pozew rozwodowy. Tawanna wynajęła znanego adwokata Johna C. Mayoue, który prowadził już wcześniej głośne sprawy. W pozwie nazwała małżeństwo nieodwracalnie popsutym, ogłosiła separację i żądała wyłącznej opieki nad dziećmi oraz alimentów. Nadużywanie alkoholu, hazard oraz częste nieobecności w domu miały być bezpośrednimi przyczynami jej decyzji (wiele lat później jego siostra Brandy zdradziła, że gdy Allen był zraniony lub gdy działo się coś złego, zazwyczaj sięgał po drinka). Sprawę skomentował Larry Brown: To będzie kolejna sytuacja, gdy coś ciężkiego, co zdarza się w jego życiu, będzie brało garściami z jego osiągnięć i wszystkiego, co sobie wywalczył (…) Dla całej młodzieży on jest idolem. Tak jak ja, oni kochają jego odwagę. Dla mnie to straszne wiedzieć, przez co będzie teraz przechodził, ponieważ miał wspaniałe życie i wspaniałe dzieci, jak również niesamowitą karierę.
Rozwiązanie małżeństwa nastąpiło niespełna trzy lata później, w styczniu 2013 roku. Zaledwie kilka dni przed planowaną rozprawą, obie strony uzgodniły, że Tawanna otrzyma 3 miliony dolarów, alimenty na piątkę dzieci oraz procent z przyszłych zarobków Allena od Reeboka. O ile finansowo ugoda była dla Allena do zaakceptowania, to szokujące okazało się uzasadnienie sądu. Iverson został uznany za ojca niewypełniającego swoich obowiązków i otrzymał pozwolenie na widywanie się z dziećmi jedynie pod surowymi warunkami – m.in. rocznym uczęszczaniem na spotkania grupy AA i wizytami u terapeuty. Sędzia orzekł, że Iverson nie wie, jak opiekować się dziećmi, zostawia je pod opieką kolegów, spożywa alkohol na ich oczach, po czym nieprzyzwoicie się zachowuje, nie pomaga – a czasami wręcz utrudnia ich emocjonalny i psychiczny rozwój. Taki werdykt był dla Allena dewastujący, bo uderzył w jedyną rzecz, o której zawsze mówił z dumą – bycie ojcem. Prawnicy Tawanny oświadczyli, że ten wyrok miał być dla Allena sygnałem alarmowym, a nie karą, aby zapewnić bezpieczeństwo i stabilizację ich dzieciom, które potrzebowały prawdziwego taty, a nie ciągle nieobecnego kolegi do zabawy. Wówczas AI odciął się od mediów, dopiero po jakimś czasie nazwał uzasadnienie wyroku kłamstwem, które miało zrobić z niego potwora. To była tylko moja wina. Kiedy Tawanna wniosła o rozwód, wiedziałem, że sięgnąłem dna i nadszedł czas na głęboki rachunek sumienia – przyznał w rozmowie ze Stephenem A. Smithem dla ESPN w 2025 roku. Dodał, że gdy zobaczył podpis w dokumentach „Iverson vs. Iverson”, coś w nim pękło – dziś za najgorszy punkt swojego życia uważa właśnie rozwód, który wymusił na nim przewartościowanie priorytetów.
Gra w Europie. Latem, gdy stan zdrowia Messiah zaczął się poprawiać, koszykarz chciał kontynuować swoją karierę. Gary Moore nie krył zdziwienia, że w NBA nie było chętnych na jego usługi: Co takiego zrobił Allen Iverson, że gwarantuje to brak zainteresowania? Po prostu tego nie rozumiem. Jego zdaniem zdrowy Iverson, który w Philadelphii pokazał, że potrafi być drużynowym graczem i zaakceptować drugoplanową rolę, powinien być traktowany inaczej, mimo wcześniejszych perturbacji. Niespodziewanie ofertę gry w chińskiej lidze CBA złożył mu zespół Fujian Xunxin. Proponowano roczny kontrakt wart 4 miliony dolarów.
Iverson zdecydował się jednak na Europę. Pod koniec października 2010 roku doszedł do porozumienia z tureckim klubem Beşiktaş ze Stambułu, który zaproponował mu 4 miliony dolarów za dwa lata gry. Klub wykorzystał szansę na sprowadzenie gwiazdy zza oceanu głównie ze względów marketingowych, choć trener Burak Bıyıktay bardziej potrzebował centra. Iversona na lotnisku witały tysiące rozentuzjazmowanych kibiców, chociaż Stambuł od zawsze był kolebką piłki nożnej, a koszykówka przyciągała do hal prawie dwadzieścia razy mniej widzów. Sam Beşiktaş nie grał nawet w Eurolidze.
Już pierwszego dnia okazało się, że gracz jest fatalnie przygotowany kondycyjnie, a jego forma sprzed lat przepadła. Allen był zszokowany europejskim podejściem – w niektóre dni zespół przeprowadzał nawet dwa treningi, obejmujące długie ćwiczenia taktyczne, systemowe zagrywki i dużo biegania bez piłki. Traktowanie treningów w Europie było znacznie bardziej rygorystyczne niż w NBA. Władze klubu szybko uznały, że nie wygrają z jego nastawieniem. Postanowiły dać mu taryfę ulgową i dodatkowo skrócić ćwiczenia na siłowni, do których zawodnik w ogóle nie był przyzwyczajony – podobno bojąc się, że Iverson i tak się tam nie pojawi.

W swoim debiucie Iverson zdobył 15 punktów, ale jego zespół przegrał 91–94 ze Stadą. Dopiero w czwartym meczu przyszło pierwsze zwycięstwo. Beşiktaş z Iversonem grał w kratkę, a jemu samemu wyraźnie gorzej szło w europejskich pucharach. „The Answer” nie miał odpowiedzi na europejski styl gry. Przyzwyczajony do izolacji i pojedynków jeden na jednego, był przytłoczony liczbą zagrywek, które często ignorował, grając po swojemu. Powodowało to chaos na parkiecie. Iverson grał w stylu NBA, ale w Europie pod koszem, gdzie nie obowiązują defensywne trzy sekundy, zwykle czekało na niego dwóch wysokich obrońców. Frustrowało go, że to, co przez lata uskuteczniał w NBA, w Beşiktaşie — przez nieustanną pomoc drugiej linii — kończyło się zazwyczaj nieudaną akcją. Europejska koszykówka wymagała ciągłego ruchu bez piłki i ścisłej gry systemowej. Gubił się także w systemie rozgrywek, nie zawsze wiedząc, czy drużyna gra mecz ligowy, czy pucharowy. Bariery językowa i kulturowa także robiły swoje. W swoim apartamencie koszykarz urządził sobie coś w rodzaju „małej Philadelphi”, jak relacjonowali koledzy z drużyny. Regularnie odwiedzał znaną z domu sieć restauracji TGI Friday’s, do której często zaglądał jeszcze w czasach gry dla Sixers. Coraz bardziej tęsknił za krajem i żoną, wciąż licząc, że uda mu się jeszcze uratować małżeństwo.
W połowie stycznia koszykarz nabawił się kontuzji łydki, która zmusiła go do operacji w USA i około ośmiu tygodni przerwy od gry. Wbrew zapowiedziom, już do Turcji nie wrócił, co zespół przyjął bez zaskoczenia. Oficjalnym powodem odejścia była konieczność leczenia – lekarze zdiagnozowali bolesną zmianę uciskającą kość (ostatecznie operacja została zastąpiona serią zastrzyków i rehabilitacją). Gary Moore mówił, że był to największy ból od jakiejkolwiek kontuzji w jego karierze. Iverson zmagał się też z chronicznymi urazami kolan i kostek, będącymi efektem wieku oraz wielu sezonów gry ponad czterdzieści minut na mecz. Lekceważenie kontuzji we wcześniejszych latach kariery zapewniło mu podziw kibiców, ale teraz odbijało się na jego zdrowiu i formie. Kapitan zespołu, Mire Chatman, relacjonował, że Iverson często po treningach długo pracował z fizjoterapeutami, bo noga bardzo go bolała. Drugim, równie ważnym powodem rozstania było to, że Iverson nigdy nie odnalazł się w europejskim rygorze, a Beşiktaş nie dostał od niego sportowych wyników, na które liczył. Nie był to poziom dominacji oczekiwany po największej gwieździe w historii tureckiej ligi. Widzieli to także kibice, którzy szybko stracili początkowy entuzjazm.
Europejska przygoda Iversona zakończyła się klęską po zaledwie 2.5 miesiąca i 10 rozegranych spotkaniach. W lidze tureckiej notował średnio 14,3 ppg, 2,7 rpg, 4,7 apg i 1,7 spg w nieco ponad 31 minut gry. W meczach europejskich pucharów jego statystyki spadały do 9,3 ppg, 3,0 rpg, 3,0 apg i 1,7 spg w około 22 minuty na parkiecie. Iverson był natomiast wzorem w szatni – zawodnicy wspominali go jako świetnego kolegę, z którym łatwo było nawiązać kontakt. Tryskał dobrym humorem, przybijał piątki i często żartował. Zachowywał też dystans do siebie, odpowiadając na pytania o swój luźny strój. Koledzy z zespołu wspominali jego hojność; potrafił podarować komuś zegarek albo zapłacić za kolację całej drużyny. Przytacza się też ciekawą anegdotę o podróży na mecz w Lyonie. Z powodu śnieżycy drużynowy autobus nie mógł dojechać pod hotel, więc gracze musieli sami zabrać bagaże i podjechać pod halę… metrem. Iverson, mimo swojego statusu, nie robił z tego problemu. Ludzie robili zdjęcia, podchodzili do niego, a on spokojnie znosił całe zamieszanie.
Po powrocie do kraju Allen także zachował pełen profesjonalizm, oceniając swój wyjazd jako jedno z najlepszych doświadczeń w życiu. Niezależnie od dyplomatycznego tonu tych wypowiedzi, był bardzo pozytywnie zaskoczony atmosferą w europejskich halach. Fascynowały go ciągłe śpiewy i bębny przez całe spotkanie, flagi i race, skandowanie nawet podczas przerw: Ludzie byliby zdziwieni wiedząc, jak fajnie tam się gra. Tamtejsi kibice są najlepsi, jeśli chodzi o energię na hali – może nawet lepsi od amerykańskich, bo nie przestają śpiewać i skandować nawet podczas przerw i połowy meczu. Żyją tym na całego. Kiedy grasz tam u siebie, naprawdę czujesz, że jesteś w domu – oznajmił.
Ostatnia próba powrotu do NBA. Po prostu dajcie mi się pokazać na obozie przygotowawczym. Pewnie zniechęciłem do siebie ludzi, mówiąc to wszystko, co mówiłem podczas mojej kariery i życia. Ale jeśli jest zespół, któremu przydam się w walce o mistrzostwo, z wolnym miejscem – czekam na niego – mówił pokornie Iverson. Nieobecność w NBA w tym roku sprawiła, że jestem już o wiele skromniejszy. Jestem koszykarzem i to mi odebrano (…). To sprawiło, że zacząłem myśleć, jak mogłem poradzić sobie z niektórymi sytuacjami lepiej, niż to zrobiłem. Chętnych jednak nie było, a wkrótce w NBA nastąpił lockout, zamrażając wszelkie negocjacje. Tymczasem AI deklarował: Zagram dla każdego (…) Mam nadzieję, że jakiś zespół uwierzy we mnie. To byłoby dla mnie o wiele lepsze niż gra za oceanem. Podkreślał przy tym, że zaakceptuje rolę rezerwowego – przygoda w Turcji, choć krótka, uświadomiła mu, że NBA to jedyne miejsce, w którym chce być.
Wobec przedłużającego się zawieszenia rozgrywek, Iverson próbował zorganizować dwudniowy turniej gwiazd w Las Vegas. Jednak gdy ogłoszono termin zakończenia lockoutu, wydarzenie zostało anulowane. Allen rozpaczliwie próbował przekonać środowisko, że jego ostatnie niepowodzenia były winą okoliczności, a nie braku talentu: Nie byłem w ogóle sobą. Zmagałem się z chorobą córki, z naszym rozwodem, mentalnie nie było mnie na boisku. W tamtym czasie stałem na parkiecie, myśląc tylko o córce i sytuacji między mną, a żoną. Nie dawałem z siebie wszystkiego pod względem psychicznym. NBA pozostała jednak głucha na te apele, w przeciwieństwie do lig egzotycznych. Zainteresowanie wyraziły zespoły z Portoryko, Wenezueli i Dominikany. AI otrzymał nawet kuriozalną propozycję z amerykańskiej ligi… halowej piłki nożnej. Zespół Rochester Lancers oferował mu 40 tysięcy dolarów za dwa ostatnie mecze sezonu, obiecując pokrycie kosztów zakwaterowania dla całej jego rodziny i przyjaciół. Iverson odrzucił te propozycje, poważnie rozważając jedynie Chiny. Po serii meczów pokazowych „USA Legend China Tour”, do gry w CBA namawiał go Stephon Marbury, który również niechciany w NBA, w Pekinie stał się koszykarskim bogiem. Iverson oświadczył: Wiem, że mogę grać. Czy jestem tak szybki jak 15 lat temu? A kto jest?!?! Za to jest mi łatwiej, bo jestem zupełnie zdrowy. Nigdy wcześniej nie miałem sytuacji, żeby nic mnie nie bolało. Teraz tak właśnie jest. Do kontraktu w Chinach jednak nigdy nie doszło – oficjalnie przez trudności negocjacyjne, nieoficjalnie plotkowano o jego fatalnej formie fizycznej podczas pokazówek.

W tym czasie NBA przechodziła transformację. Inne wielkie nazwiska z jego ery z rozmaitych powodów również wypadały z obiegu – Tracy McGrady, Steve Francis, Kenyon Martin czy Gilbert Arenas musieli szukać pracy za granicą lub kończyć kariery. Z kolei rywale Iversona, którzy potrafili się zaadaptować lub poświęcić indywidualnie, wciąż błyszczeli: Kobe Bryant prowadził Lakers, Ray Allen zdobywał mistrzostwa jako doświadczony snajper z dystansu, a Vince Carter kontynuował swoją rekordową, 22-letnią podróż, stając się cenionym zawodnikiem zadaniowym i mentorem dla młodych. Jedyny powrót, jaki udał się Allenowi, miał miejsce 23 maja 2012 roku w Philadelphii. Gwiazdor odwiedził Sixers przed meczem play-offów z Celtics. Kilkuminutowa owacja na stojąco doprowadziła kibiców do łez, gdy wzruszony Iverson ponownie uklęknął i pocałował logo na parkiecie. Ubrany w koszulkę Lou Williamsa, wówczas najlepszego strzelca filadelfijczyków, podziękował fanom z „Miasta Braterskiej Miłości” i zniknął w trybunach.
Na początku 2013 roku pojawiła się ostatnia realna szansa. Iverson miał niemal w kieszeni kontrakt z Texas Legends – satelickim zespołem Dallas Mavericks w NBDL. Donnie Nelson chciał dać mu szansę przebicia się z powrotem do głównej ligi, ale koszykarz nie chciał grać w lidze rozwojowej: Dziękuję Donniemu i Dallas za pamięć o mnie. Myślę, że D-League to wspaniała szansa, ale to nie jest droga dla mnie. Zdaję sobie sprawę, że moje działania doprowadziły do wczesnego rozstania z NBA, ale jeśli Bóg pozwoli, to dostanę kolejną szansę i dam z siebie wtedy wszystko – oświadczył w sieci.
Bankructwo. Jeszcze gdy media rozpisywały się o rozpadzie małżeństwa Iversona, a on sam szukał formy w Turcji, na jaw wyszły jego kłopoty finansowe. Sam zainteresowany początkowo dementował te doniesienia, ale później przyznał jednak, że w plotkach jest cień prawdy. W lutym 2012 roku sędzia zajął konto bankowe koszykarza, ponieważ AI nie był w stanie spłacić 860 tysięcy dolarów długu u jubilera. Stracił posiadłość w Atlancie, którą przejął bank. Krocie były wydawane na biżuterię, luksusowe auta dla rodziny oraz utrzymywanie całej armii znajomych z dzieciństwa. Iverson tłumaczył to lojalnością – oni stworzyli mnie tym, kim się stałem – czyli chronili Iversona na ulicach i trzymali go z dala od kłopotów. Za kulisami mówiło się, że w szczytowym momencie kariery Allen mógł utrzymywać nawet do 35 rodzin. Dopiero w 2025 roku Tawanna, udzielając rzadkiego wywiadu do serialu „Allen Iv3rson”, przyznała, że o ile bardzo zaprzyjaźniła się z Rashaneem Longfordem i jego żoną, to nie przepadała za wieloma innymi znajomymi Allena. Wspominała, że wchodzili oni do ich domu jak do siebie, co – jak można się domyślać – również miało negatywny wpływ na ich małżeństwo. Siostra Allena, Tiaura, dodała, że w późniejszym okresie kariery wielu z nich przywykło nadmiernie wykorzystywać jej brata. Także dziennikarz Stephen A. Smith, prywatnie przyjaciel Iversona, przyznał, że osobiście widział kilka sytuacji, w których Allen, już jako zawodnik NBA, brał na siebie drobne przewinienia, chroniąc swoich znajomych.
Fani punktowali jednak kontrast: oficjalne bankructwo kontra Maybach wart nawet 400 tysięcy dolarów, niezłe mieszkanie, złote łańcuchy na szyi i stałe dochody z reklam. Mimo swojego wizerunku, Iverson – a raczej ktoś kto dba o Iversona, znając jego styl życia i nawyki – zabezpieczył go na przyszłość. W ramach dożywotniego kontraktu z Reebokiem utworzono specjalny fundusz powierniczy. Ponad 32 miliony dolarów zostały zamrożone na koncie, do którego Allen miał uzyskać pełny dostęp dopiero po ukończeniu 55 lat (czyli w 2030 roku). Do tego czasu mógł liczyć na roczną dywidendę w wysokości niespełna miliona dolarów.
Historia zatoczyła koło: osoby, które pomogły Iversonowi wyrwać się z beznadziei getta, ostatecznie przyczyniły się do jego finansowego upadku. Jak trafnie zauważyli felietoniści i przewidział trener Thompson: opuszczający college AI, świetnie przygotowany fizycznie i psychicznie do gry w NBA, nie do końca był przygotowany na całą resztę tego, co związane jest z odniesieniem sukcesu w życiu. Spełnił „amerykański sen”, ale jego historia to także klasyczny przykład ceny lojalności, która okazała się zbyt wysoka. Nazywanie go „bankrutem” w klasycznym znaczeniu tego słowa było jednak przesadą – wielu chciałoby mieć takie „problemy” jak AI – jednak faktem jest, że roztrwonił wielomilionową fortunę zarobioną na samym parkiecie. Na ile rzekome bankructwo były zagraniem związanym z rozwodem i podziałem majątku – tego nie dowiemy się nigdy. Trzeba jednak przyznać, że fortuna Iversona, w przeciwieństwie do wielu innych gwiazd, nie stopniała przez złe inwestycje czy oszustwa – Allen świadomie decydował na co ją wydaje i pod tym względem działał zgodnie z własnymi przekonaniami. Que Gaskins z Reeboka przyznał: Wiedziałem, że Allen nie jest typem sportowca, któremu zabraknie pieniędzy przez złe inwestycje. On straci pieniądze, ponieważ jego serce jest zbyt wielkie. Sam koszykarz potwierdził to: Najtrudniejszą rzeczą w zarządzaniu pieniędzmi jest brak słowa „nie” w słowniku. Myślenie, że można zadbać o wszystkich. Nie da się tego zrobić. W autobiografii „Misunderstood” dodał jeszcze inne usprawiedliwienie: Zawsze starałem się cieszyć z dobrych czasów. Ale przyznaję, nigdy nie byłem pewny, jak długo one potrwają. To jeden z powodów, dla których grałem, jak grałem i być może również dlaczego w taki sposób balowałem. Bo nigdy nie wiesz, ile to potrwa. Czasami wydawało mi się, że w ogóle to nie powinno być mi pisane.
Oficjalne zakończenie kariery. Chociaż Allen Iverson nie grał zawodowo od trzech lat, nie pożegnał się jeszcze oficjalnie ze sportem. Dopiero 31 października 2013 roku, przed meczem otwarcia sezonu 2013-14, zorganizował w Philadelphii specjalną konferencję prasową, na której w towarzystwie swoich dzieci oraz menedżera, oświadczył:
Wszyscy wiemy, po to tu jestem. Zamierzam oficjalnie ogłosić zakończenie kariery koszykarskiej. Robię to. Myślałem, że kiedy ten dzień przyjdzie, to będzie w zasadzie tragiczny dzień dla mnie. Ale okazuje się, że to szczęśliwy dzień. Naprawdę myślałem, że będzie to dla mnie bardzo ciężki dzień, ale jest dobry. Nie mogłem sobie wyobrazić, że to nastanie, ale teraz czuję się dumny i szczęśliwy, bo mogę powiedzieć, że pogodziłem się z moją decyzją. Myślę, że to odpowiednia chwila, by się na to zdecydować.
Muszę podziękować Bogu za stworzenie mi możliwości, nie tyle na osiągnięcie tego wszystkiego co osiągnąłem w NBA, ale za danie mi możliwości w ogóle na bycie wybranym w drafcie. Ludzie ciągle mnie pytają, co uważam za najwspanialszy moment w NBA. Ale to po prostu wybranie do ligi, otrzymanie takiej szansy dla kogoś kto pochodzi, skąd ja pochodzę. Wszystko co słyszałem, to że nikt z Newport News w Hampton tego nie osiągnie. Nazywali mnie wariatem, myśleli, że postradałem zmysły.
Zawsze wierzyłem w siebie, mama zawsze powtarzała mi, że mogę być kimkolwiek zechcę. Dosłownie w to uwierzyłem. Walczyłem o to. Przeszedłem wiele, żeby znaleźć się w punkcie, w którym jestem teraz. Trener Thompson dał mi szansę, kiedy nikt na świecie we mnie nie wierzył. Można powiedzieć, że uratował mi życie i pomógł spełnić marzenie.
Muszę również podziękować Michaelowi Jordanowi za danie mi wizji. Bez tej wizji nie sądzę, by to wszystko było możliwe. Sprawił, że chciałem grać w koszykówkę. W zasadzie pokazał mi drogę, ścieżkę, którą chciałem iść.
Chciałbym podziękować trenerowi Bailey’emu, trenerowi ze szkoły średniej. Nauczył mnie koszykówki na poziomie tej szkoły. Muszę podziękować trenerowi Thompsonowi za nauczenie mnie jak gra się na uniwersytecie i pomoc w doskonaleniu tej gry. Cóż, w sumie nie miałem wyboru, to musiało być tak jak on chciał, albo miałbym „wylot”.
I jeszcze trener Brown, za pomoc w tym, bym dojrzał do bycia zawodnikiem NBA. Zawsze miałem talent fizyczny, fizyczne zdolności. Mogłem biegać z najlepszymi, mogłem rzucać przeciwko najlepszym, ale nie rozumiałem tej gry. Na wcześniejszym etapie mojej kariery nie przyjmowałem krytyki tak, jak powinienem. Ale od trenera Browna zawsze dostawałem konstruktywną krytykę, on zawsze miał wobec mnie pozytywne uczucia. Musiałem dojrzeć i zrozumieć, że on tam był, aby pomóc mi stać się zawodnikiem, którym ostatecznie zostałem. Kiedy przyjąłem wszystko, czym się ze mną dzielił, jak również mentalny aspekt tej gry, pozwoliło mi to zmienić poziom na wyższy i stać się zawodnikiem kalibru MVP.
Mam do podziękowania tylu osobom, jeśli kogoś pominę, nie zrobię tego złośliwie. Muszę podziękować rodzinie za bycie ze mną, przyjaciołom, zwłaszcza tym najstarszym. Wszystkim trenerom jakich miałem, kolegom z drużyny. Bez nich nie osiągnąłbym tego wszystkiego, bez tych chłopaków to by mi się nigdy nie przytrafiło. Oni ustawiali dla mnie zasłony, grali dla mnie twardo i wspomagali pod każdym względem. Pozwolili, żebym wyrobił sobie nazwisko. Trenerzy, którzy ukierunkowali mnie na sukces, dali możliwość wychodzenia na parkiet i zwyciężania. Fani w Philadelphii, którzy kibicowali mi cokolwiek robiłem podczas mojej kariery, czy to były wzloty czy upadki.
Zawsze będę graczem Sixers – dopóki nie umrę, zawsze będę graczem Hoya – dopóki nie umrę, zawsze będę graczem Bruin – dopóki nie umrę.
Chciałbym też podziękować osobistym trenerom i lekarzom, którzy pomogli mi przejść przez to wszystko. Bez nich, nie wiem czy byłbym w stanie coś osiągnąć, po tym jak złamałem chyba wszystkie możliwe kości i miałem wszystkie kontuzje, które można mieć.
Ale przede wszystkim chciałbym podziękować moim dzieciom. Nie macie pojęcia jak ciężko jest w tym zawodzie sprostać wszystkim oczekiwaniom, starasz się być idealnym człowiekiem, chociaż wiesz, że nim nie jesteś. To jak być w akwarium, wszyscy patrzą na każdy twój ruch, mówią o wszystkim, co robisz.
Takie życie jest naprawdę ciężkie. Jest też wspaniałe, nie zamieniłbym go na nic innego. Nie żałuję niczego. Ludzie mnie często pytają: Czego najbardziej żałujesz? Niczego. Jeśli mógłbym cofnąć się w czasie i zrobić to znowu, czy coś bym zmienił? Nie. Oczywiście mógłbym zmienić wszystko, by stać się ideałem. Ale wiecie, że nie ma idealnych ludzi, ani idealnych koszykarzy. Dlatego nic bym nie zmienił. Miałem wiele wzlotów i upadków. Popełniłem wiele błędów, zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny. Ale przynajmniej inni mogą uczyć się na moich błędach.
Zawsze przyjmowałem cięgi za bycie samym sobą, za myślenie jak myślę, za ubieranie się w moim stylu. Ale mi chodziło tylko o bycie sobą. Teraz patrzycie na NBA i każdy ma tatuaże, wielu nosi cornrowsy. Wcześniej na kogoś z cornrowsami patrzyliście jak na podejrzanego, a dzisiaj nawet funkcjonariusze policji je noszą. Wiecie, o co mi chodzi. Kiedyś za tego typu rzeczy mnie krytykowano.
Jestem dumny, bo mogę powiedzieć, że zmieniłem wiele w kulturze tej gry i w samej grze. Nie chodzi o to, jak wyglądasz, tylko kim jesteś w środku. Jak powiedziałem – moje dzieci, Tawanna Iverson, oni ściągnęli ze mnie wiele presji. Traktowałem ją i dzieciaki jako odskocznie od problemów podczas całej mojej kariery. Kiedy w pracy źle się działo, mogłem wrócić do domu, zobaczyć ich twarze i zapomnieć o wszystkim. Kocham ich za to. Pomogli mi przejść przez wszystko kochając mnie tak, jak mnie kochali. Pomogli przejść przez wiele.
Przysięgam – to dla mnie szczęśliwy dzień. Myślałem, że będzie bardzo ciężko, ale nie jest. Tak długo jak są tam trenerzy Bailey, Thompson i Brown, chcę, by oni byli dumni z tego, jakiego koszykarza stworzyli. I to samo odnośnie moich kolegów z drużyny, bez których nie osiągnąłbym tego wszystkiego.
Koszykówka była dla mnie wspaniała. Dała mi możliwość utrzymania rodziny do końca życia, sprawiła, że ludzie mnie zapamiętają. Pokazała mi wiele, pozwoliła przejść przez życie. Stosunki z kolegami, poziom współzawodnictwa, to jest życie. To tylko gra, a nie prawdziwe życie, ale jednocześnie ta gra uczy wiele o życiu, o poświęceniach jakich musisz się dopuścić, by wygrać i na parkiecie i w życiu.
Chciałbym podziękować wszystkim za przybycie. Oczywiste jest, że jeśli tu przyszliście, to ma to dla was jakieś znaczenie. Chyba, że jesteście z prasy (śmiech). Nie, tylko się wygłupiam. Jestem tu dla wszystkich, którzy przyszli, którzy wspierali mnie podczas całej mojej kariery, moje wzloty i upadki, różne próby i udręki.
Jeśli już mówimy o mediach, to chciałbym, żeby Phil Jasner był tu dzisiaj z nami. Zwłaszcza w takim dniu. Spoczywaj w pokoju Phil, wiem, że patrzysz na nas teraz z góry. Gdy myślę o tych wszystkich czasach, kiedy razem śmialiśmy się z siebie, albo kiedy spieraliśmy się… Ale był dla mnie wielką inspiracją i znaczył dla mnie wiele.
To właściwie wszystko. Dałem z siebie wszystko, co miałem z koszykówki. Mam wciąż pasję, mam jeszcze chęć gry, ale gry już tu nie ma. Czuję się świetnie z moją decyzją. To była wspaniała przejażdżka.
W 2025 roku w swojej książce Iverson podsumował zakończenie kariery krótko: To gówno było ciężkie, bo chciałem skończyć lepiej, na swoich własnych warunkach.
