Blazers – Sixers 81:101

Pewne zwycięstwo graczy 76ers z niełatwym przeciwnikiem. Prowadzenie w tym meczu Sixers objęli od początku spotkania i ani razu nie przegrywali w trakcie, tradycyjnie już po bardzo mocnej pierwszej kwarcie ustawili warunki meczu. Na uwagę zasługuję bardzo dobra praca graczy obwodowych w obronie, o ile Lillard zrobił swoje i zdobył 30 puntów, to jednak potrzebował do tego 27 rzutów z gry. Gorszy mecz rozegrał CJ McCollum, który często pod presją obrony, trafił tylko 1 na 14 rzutów z gry i był -21 podczas przebywania na parkiecie. Bardzo dobra obrona na graczu, który przewodzi lidze pod względem skuteczności rzutów za 3, przy minimum 75 oddanych próbach. Sixers zdominowali grę na tablicach oraz w pomalowanym, gdzie królował Joel Embiid wraz z Benem Simmonsem. Dla mnie cichym bohaterem dzisiejszego spotkania był TJ McConnell, który zanotował 13 punktów oraz 7 asyst. Za każdym razem kiedy gracze Portland próbowali zmniejszyć deficyt punktowy, robił grę i małe rzeczy, które niekoniecznie znajdą się w box score. Trochę słabszy wydawałoby się mecz zaliczył Robert Covington, który trafił tylko 2/8 za trzy, jednak gdy popatrzymy na współczynnik +/- to był on najlepszy w tym względzie i podczas jego przebywania na parkiecie gospodarze byli +28. Na koniec meczu mogliśmy obserwować “dożynki”, a na ostatnie 2 minuty do boju został posłany Korkmaz.

Najlepszym graczem spotkania był Embiid, który zanotował 28 punktów, 12 zbiórek oraz 2 bloki, mimo problemów z faulami kolejny raz dominował i napędzał kochającą go publiczność. Kolejny solidny mecz rozegrał Simmons i zapisał 16 punktów, 8 zbiórek, 9 asyst, 3 przechwyty oraz 2 czapy, trzeba jednak zaznaczyć, że jak na niego to przy niskiej skuteczności 8/20. W następnym meczu będziemy podejmować Orlando i już nie mogę się doczekać, jak spiszemy się w tym spotkaniu.