Mamy pierwsze zwycięstwo! Na własnym boisku Sixers odnieśli przekonywujące zwycięstwo nad zawodnikami z Chicago. Mecz poza pierwszą kwartą był w pełni kontrolowany przez naszych zawodników. Do zwycięstwa najbardziej przyczyniła się trójka Embiid, Simmons oraz Covington.

Pierwsza kwarta to była istna strzelanina z obu stron, wynik 41 do 38 dla gości mówi chyba wszystko. 41 punktów straconych podziałała motywująco i w Q2 pozwoliliśmy Bulls na zdobycie tylko 17 punktów. Do przerwy schodziliśmy już na siedmiopunktowym prowadzeniu. W trzeciej kwarcie zobaczyliśmy popis gry naszej drużyny, a mi bardzo przypomniała się końcówka poprzedniego sezonu regularnego gdy masowo pokonywaliśmy przeciwników +20 pkt. Trzeba jednak brać margines na przeciwnika, który jest w gruntownej przebudowie.

Simmons robił wszystkiego po trochu na parkiecie, kontrolował przebieg gry, zbierał, podawał, czyli wszystko to do czego nas przyzwyczaił. Embiid był bardzo agresywny od początku meczu, co skutkowało częstym stawaniem na linii rzutów osobistych, łącznie w meczu oddawał 14, z czego 12 zamienił na punkty. Covington nie jest jeszcze w najwyższej formie, w tym meczu miał mnóstwo miejsca do oddawania trójek i trafił 4 z 11. Trzeba go pochwalić za obronę i wykańczanie akcji w kontrach, z czym często miewał problemy. Wydaje mi się, że poprawił grę na kontakcie. Bardzo dużo dobrego wniósł Landy Shamet, bardzo starał się w obronie i to z dobrym skutkiem, a do tego trafił 4/7 za trzy. Będziemy potrzebowali jego równej formy i może się okazać kluczowym graczem rotacji.

Jeśli chodzi o Markelle Fultz’a to zasługuje na osobny akapit. Pierwsza połowa fatalna, 1/6 z gry i tak jak słusznie piszecie wątpliwe zaangażowanie w grę po obu stronach parkietu. Po przerwie w piątce zastąpił go Redick, a on wszedł z ławki po kilku minutach. Przy wielkim wsparciu kibiców, kolegów z drużyny oraz sztabu trenerskiego w końcu pokazał próbkę umiejętności. Dalej nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy z tej mąki będzie chleb, jednak kilka asyst i wejść pod kosz mogło się podobać. Wrzawa po celnej trójce była tak ogromna, że pokazuje to tylko, jak bardzo kibice w Filadelfii w niego wierzą. Można zarzucić mu nonszalancję, jednak co mi rzuca się w oczy to lekkość w przedostawaniu się w wolne pola ataku.

Embiid 30 punktów/12 zbiórek oraz 4 bloki.

Simmons 13 puntów/13 zbiórek/11 asyst oraz 2 bloki.

Kolejny mecz z soboty na niedzielę z Orlando Magic.