Cleveland

Wyjściowa piątka w porównaniu z poprzednim spotkaniem w Milwaukee pozostała bez zmian: McConnell, Stauskas, Grant, Noel, Okafor. W zespole z Cleveland zabrakło kontuzjowanego J.R. Smith’a (kontuzja w meczu z Sixers w Filadelfii), ciągle również nie gra Kyrie Irving, po kontuzji w tegorocznych finałach. Jako starterzy zastępują ich kolejno Jared Cunningham i Mo Williams.
Przez pierwsze 5 minut rzucało się w oczy zaangażowanie defensywne obu drużyn – Sixers mieli problemy z dostaniem się pod kosz, ale Cavs również zostali złapani na kilku dobrych zagraniach gości, w tym na dwóch blokach Jeramiego Granta. Widać było również problemy gości ze zbiórkami. Na minutę do końca pierwszej kwarty Sixers przegrywali już 10 punktami, ale na przerwę schodzili tracąc tylko 3 oczka. Ostatnie pięć sekund tej części gry to koncert McConnell’a, który najpierw podał Noelowi na alley-oop’a, a później odebrał piłkę gospodarzom tuż po wznowieniu i zdążył jeszcze rzucić za trzy. Wynik pierwszej kwarty: 25-28.

Przez większą część drugiej kwarty żadna ze stron nie była w stanie odskoczyć na jakąś punktową serię swoim rywalom. Widoczne było zupelne inne niż w poniedziałek podejście obrony Cavs do McConnell’a, który miał już dużo mniej swobody do gry. Po ostatnich problemach ze skutecznością dużo mniej rzucał Stauskas. Okafor rzucać próbował, ale też niestety na kiepskiej skuteczności. Przewaga Cavaliers utrzymywała się na poziomie 5-10 punktów. Dopiero na trzy minuty do końca pierwszej połowy Sixers rozpoczęli serię, która sięgnęła 13-2 przed zejściem do szatni. Każdemu oglądającemu mecz na pewno z tego fragmentu gry zostanie w pamięci akcja Noela, który po zablokowaniu Dellavedovy ruszył do przodu i po przebiegnięciu całego parkietu asystował przy wsadzie Richauna Holmesa. Drużyna z Filadelfii miała w tym momencie skuteczność rzutów na poziomie 54%. Ostatnim zagraniem kwarty okazał się kolejny alley-oop McConnell’a do Noela, a Sixers prowadzili na przerwie 50-49, wygrywając drugą kwartę 25-21.

Odpowiedzią na serię Sixers było 7 punktów Cavs w pierwszej minucie drugiej połowy. Przebudził się LeBron, który do przerwy wolał szukać podań do kolegów, a w ciągu 60 sekund trzeciej kwarty ustrzelił 5 punktów. Gospodarze szybko uciekli na dwucyfrowe prowadzenie a głównym aktorem stał się James, który w połowie trzeciej kwarty miał już w niej 15 punktów. Skuteczny był też Mo Williams. Obydwa zespoły wydawały się zupełnie różne od tych, jakie mieliśmy okazję oglądać przed przerwą, szkoda tylko że to Cavs zmienili się na plus a Sixers na minus. Goście mieli już 17 punktów straty. Po zejściu Jamesa na ławkę Szóstkom grało się już znacznie łatwiej. Trener Brown postanowił po raz pierwszy w tym meczu postawić na Canaana na rozegraniu i w przeciwieństwie do poprzednich spotkań wyglądało to naprawdę dobrze. Sam Canaan trafił trójkę na zakończenie kwarty, jak również serii 11-2 dla Sixers. Po trzeciej kwarcie na tablicy widniał wynik 81-73 dla Cavaliers.

Na “początek końca” w barwach Sixers również doszło do przebudzenia – trafiać zaczął Okafor, co pozwoliło zbliżyć się do gospodarzy na 5 punktów. Wyjątkowo nieźle prezentował się Isaiah Canaan. Drużyna z Cleveland jednak zachowywała spokój, a ten spokój gwarantował im James, który w połowie ostatniej części gry miał już 31 punktów na koncie. Jeśli chodzi o drużynę z Filadelfii, zabrakło jakiegoś wyraźnego błysku, który pozwoliłby odrobić straty i nawiązać walkę o pierwsze zwycięstwo w sezonie.
Sixers nie grali źle i na pewno pomimo bilansu 0-5 mogą szukać pozytywów po porażce w Cleveland. O wszystkim zadecydowała trzecia kwarta, w której do prawie dwudziestopunktowego prowadzenia doprowadził swoją drużynę LeBron James. Cieszy 52% skuteczności u Sixers i fakt, że pomimo wysokiej straty nie poddali się i walczyli do końca – zdobywając w sumie 102 punkty i ulegając Cleveland Cavaliers 102-108.

Philadelphia 76ers 102-108 Cleveland Cavaliers
Noel 18 punktów, 12 zbiórek, 5 odbiorów
Okafor 18 punktów, 6 zbiórek
Canaan 17 punktów, 4 asysty w 21 minut gry