Philly Cheesesteak

Świat wokół nas powoli wraca do życia. Pogoda dopisała na długi weekend i nagle dookoła pełno ludzi. I jakoś ci ludzie tak bardziej życzliwi i uśmiechnięci. Spacery, kawa w ogródku na rynku, wypad nad morze/w góry. Dużo pozytywnej energii dookoła. Dlatego dziś też przejdziemy się na spacer po jednym z najfajniejszych miejsc w Filadelfii – The Italian Market.

Wszystko zaczęło się w 1884 roku, kiedy włoski imigrant Antonio Palumbo otworzył przy South 9th Street internat dla przybywających do Ameryki współziomków. Okolica znajdowała się wtedy jeszcze poza oficjalnymi granicami miasta, więc to właśnie tam kierowali swe kroki biedni imigranci, nie tylko z Włoch. Zaczęli oni otwierać wzdłuż ulicy swoje sklepy i zakłady. Towary można było kupować wprost z drogi co stało się wizytówką Italian Market. W XX wieku do włoskich imigrantów zaczęli dołączać przybysze z Wietnamu, Korei, Chin, czy Meksyku tworząc żyjący w zgodzie wielokulturowy konglomerat. Każda z tych narodowości zaczęła oczywiście otwierać swoje sklepy dodając kolorytu 9 Ulicy.

Dziś The Italian Market przy South 9 Street to wspaniałe miejsce pełne kolorów i zapachów, oryginalnych businessów prowadzonych przez kolejne generacje, festiwali itp. Tu dobrze zjesz i obkupisz się po pachy. Przygotowałem kila miejscówek wartych odwiedzenia podczas waszej wizyty w tym wspaniałym miejscu:

  • Pat’s King of Steaks – miejsce, które dało nazwę tej serii felietonów, i które opisałem w pierwszym odcinku
  • Ralph’s Italian Restaurant – najdłużej działająca włoska knajpa w Ameryce. Otwarta od 1900 roku! Menu oparte na wciąż tych samych i tradycyjnych przepisach
  • Anastasi Seafood – najlepsze owoce morza w Philly.
  • Anthony’s Italian Coffee House – jak najlepsza włoska kawa, czy cannoli, to właśnie tu. Idealne miejsce na przerwę od codziennego pędu, czy zwiedzania.
  • Angelo’s Pizzeria – najlepsza pizza w Philly
  • Blue Corn – najlepsze meksykańskie żarcie w Philly
  • Kalaya – jeżeli lubicie tajską kuchnie, to tego miejsca nie możecie ominąć
  • 12 Steps Down Bar – może coś mocniejszego?
  • Di Bruno Bros – jeden z najstarszych sklepów z włoskimi produktami. Ma nawet własną piwnice do dojrzewania serów. Tu się obkupicie we wszystko co potrzeba.

Fantastycznych miejscówek jest oczywiście dużo więcej. Nie możecie ominąć tego miejsca będąc w Philly. Nawet Rocky biegł przez S 9th trenując do walki. Ja tam nie trafiłem i żałuję do dziś.

getimage13_orig

Pierwsza runda play – off za nami. Sixers byli zespołem zdecydowanie lepszym od Wizards. Potrzebowali meczu nr 1, aby się rozkręcić, potem dwa kolejne to były blowouty. Zejście Embiida z boiska z kontuzją w game 4 rozproszyło resztę zespołu, co skończyło się porażką. Ale jak już miałbym doszukiwać się w tym pozytywu, to stało się to w najlepszym momencie.

Uświadomiło to ekipie, że może zdarzyć się taki moment, że będą musieli poradzić sobie z grą bez swojego MVP. Pozwoliło to poukładać klocki i zaprezentować efektowną grę bez Embiida w game 5. Przed meczem Simmons powiedział do Setha, że ten ma zrobić 30 pkt, a sam zrobi triple – double, aby elegancko wejść do drugiej rundy. No i obaj zrobili co mieli. Drużyna poczuła się pewnie, że da radę bez Embiida, czekając na jego powrót.

Co do poszczególnych graczy. Świetnie w gry posezonowe wszedł Tobias Hariss zdobywając w serii średnio 25 pkt (najlepiej w drużynie) i 10 zbiórek (drugi wynik). Embiid robił swoje na fantastycznej skuteczności 63,5%, 46,2% za trzy i 88,9% z linii. Simmons grał na poziomie tripple – double, ale po pomstę do nieba woła jego skuteczność rzutów wolnych. Co mnie najbardziej cieszy to postawa Maxeya. Nic nie robi sobie z tego, że to play – offy i był najlepszym strzelcem z ławki wnosząc zawsze dużo energii na parkiet. Za to serię do zapomnienia ma Shake Milton. W 5 meczach zdobył całe 17 punktów.

Przed nami Atlanta Hawks. Swoimi przewidywaniami podzieliłem się już wraz z innymi redaktorami. Tutaj tylko dodam, że żarty się skończyły. Z Embiidem, czy bez, seria z Hawks nie będzie spacerkiem. Do Wells Fargo Center wrócił już komplet fanów, którzy w game 5 skandowali “We want Brooklyn!”. Do tego jednak jeszcze daleka droga. Ale również fani krzyczeli “Trust the Process!”. Czyżby “mała” presja, że pora w końcu zakończyć to co przed laty zaczął Sam Hinkie?