Atlanta

Q1: Cytując sierżanta Doakesa z serialu Dexter: suprise, mother#&$ker! Joel Embiid zaskakuje wszystkich i wskakuje znów do pierwszej piątki Sixers. Zwycięzca może być tylko jeden, co nie? Cóż, zobaczymy. Trae Young ma jaja jak kokosy, już na początku meczu ucisza kibiców Sixers i popisuje się efektownymi zagraniami. Dobrze, że trójka mu nie siedzi, jednak na to narzekać nie może Bogdan Bogdanovic – mecz zaczął się od jego pojedynku z Benem Simmonsem który potraktować możemy jako lekcję podstawowej matematyki. Niby obaj trafili po dwa rzuty, ale jednak 3>2… Zapowiada się monstrualny wynik, bo niesamowicie ofensywną gra daje nam 20:18 dla gości po 6 minutach! Ważna uwaga – Simmons kryje Bogdana, a Green Trae’a. Po 8 minutach wydaje się, że Hawks mają zdecydowaną przewagę przygotowania taktycznego, pięknie nas rozgrywają w ofensywie zasłonami i szybkimi podaniami. A my? Zaczynamy grać chaotycznie. Run 14:4 dla Hawks, jest źle… Obrońcy nawet nie podchodzą do Thybulle’a gdy udaje chce rzucić trójkę, bo wiedzą, że Tisse i tak poda – przewidywalni jesteśmy w ofensywie. Stąd też dysproporcja w stratach i 7:2 w tej statystyce na niekorzyść gospodarzy. Stare demony, ech. Young po spudłowaniu dwóch trójek na początku trafił 5 kolejnych rzutów. To się nazywa Mamba Mentality! A rezerwowi Sixers jakby grali w Gorącego Ziemniaka – wygląda jakby nikt nie chciał trzymać piłki w rękach. Wygląda to śmiesznie jak fryzura Gallinariego, hehe. Kwarta kończy się wynikiem 42:27. Topowa defensywa NBA? Póki co nie dziś. Do roboty, chłopaki!

Q2: Ja pier… dzielę. Nawet gdy to już my przejmiemy piłkę Tobias Harris gubi ją i kopie w drodze do kosza. Tak dziś wyglądamy. O, czas na stratę Howarda… POBUDKA! 11:0 run Atlanty, ja cię nie mogę. Już 20 w plecy i Rivers bierze czas w pierwszej minucie drugiej kwarty. 22:8 w pomalowanym dla Hawks?! 12:3 w stratach?! Oh man. Już 17:0 run, fajnie mają w Atlancie. Simmons na linii rzutów wolnych i mamy 0/2. Nie umiem dziś znaleźć pozytywów, przepraszam. Siódma minuta drugiej kwarty i Hawks mają już 60 punktów. W tym momencie zaczęliśmy bronić bardziej agresywnie i spust w karabinie ATL 60 trochę się zaciął. Czas pokazać dlaczego uważamy się za contendera! Przewaga spadła poniżej 25, poniżej 20… Ale nie spodobało się to Youngowi. Niesamowity jest ten młodzian. Kończymy połowę wynikiem 74:54. Wciąż czekamy na przebudzenie.

Q3: Wkurzył się nam Benek, bardzo agresywnie gra. PRZEPIĘKNY chase down block na Collinsie. Green bryluje po chwili na ofensywnej desce, w końcu Sixers dają z siebie wszystko! Tak ma to wyglądać chłopaki, zostawcie na parkiecie krew, pot i łzy, a my Wam tego nie zapomnimy. Oczywiście tylko przez dwa mecze, bo tak długa się pamięć kibica ;) Ech, złośliwy dziś jestem. Chyba się na mnie nasi gracze obrazili za to, bo znów wrócili do kaszany z pierwszej połowy. 16:8 w stratach jest w tym momencie, idziemy chyba na jakiś niechlubny rekord, bo do 30 spokojnie możemy dobić. Punkty z ławki? 22:5. Co chwilę przeżywam zmianę nadziei w zrezygnowanie i z powrotem. Bardzo nie lubię krytykowania sędziów, ale mam mocne wrażenie, że dziś ich decyzje są przeciwko nam. Kwarta kończy się wynikiem 99:83 i nie widzę już szans na zwycięstwo…

Q4: Atlanta z rekordem trójek w Play-Offs – nie jest to dziwne, bo kilka dobrych lat nie grali w PO a koszykówka mocno poszła w stronę trójek. Szkoda tylko że rekord pada w meczu z nami. 18-36 vs 6-20, tak wygląda różnica w skuteczności zza łuku dziś. Wygląda to jakbyśmy chcieli się podłożyć – Maxey, Simmons, Thybulle i Howard razem na parkiecie. Toż to czwórka non-shooterów jeśli chodzi o trójki. Jedna trafiona w pierwszej połowie niczego nie zmienia, panie Tisse. Fajnie to wygląda w obronie i w zasadzie tyle. Rivers chyba się zorientował kogo wystawił na parkiet, bo szybko wrzucił Hilla i Korkmaza. Przepraszam Pana Thybulle – trafił właśnie drugą trójkę! Czas upływa, a strata cały czas między 14 a 19 punktów. Hill powinien dostać 5 punktów za wrzucenie piłki layupem w przestrzeń między obręczą a tablicą gdzie utknęła, bo chyba nigdy czegoś takiego nie widziałem. Zazwyczaj dzieje się to przy dalekich rzutach. To się nazywa doświadczenie weterana, hehe. Rivers powinien poddać mecz, muszą starterzy odpocząć i pokazać się w drugim meczu. Niestety. 19 punktów straty i niecałe 9 minut do końca – to się nie uda. Nie dziś. Chyba że… Furkan odpali T-Mac ’04 vs Spurs mode ;) Właśnie trafił soczystą trójeczkę z kontry! 5 punktów odrobione w minutę, takie tempo mi się podoba. BOŻE FURKAN, 7 PUNKTÓW MA JUŻ! Przegramy to, ale ciekawa historia będzie jak jeszcze Turek coś rzuci. Rivers niestety wolał wrzucić na boisko nieproduktywnego dziś Greena kosztem Turka, ech. Pachnie erą Bretta Browna i graniem w ważnych momentach za nazwisko. Wybiorę Greena w 98 przypadkach na 100, ale teraz mamy jeden z tych dwóch, cholera jasna… Jako potwierdzenie moich słów – super przechwyt Simmonsa zakończony pudłem zza łuku D-Greena. OH DAMN! Curry step back three i mamy tylko 7 punktów straty na około 100 sekund do końca! Są emocje na koniec. Zamawiam Turka lub Tisse na koniec za Greena, błagam! Cóż, modlitwy nie wysłuchane. Gramy! Hawks w tej kwarcie w końcu wyglądają jak drużyna młodzików którymi niejako są. Jak wygramy jakimś cudem ten mecz to kupuję naczelnemu flaszkę na dwudziestolecie, ciekawe, czy to przeczyta? ;) Embiid spod kosza i tylko 5 punktów w plecy! STRATA HAWKS ZA PRZEKROCZENIE 5 SEKUND PRZY WZNOWIENIU, MATKO BOSKA! EMBIID ZA DWA I TYLKO 3 PUNKTY STRATY! Niech Cię Bogdan, trafił za trzy i ucisza trybuny… Przez chwilę wydawało się, że uda nam się odrobić straty, ale faul Embiida na biegnącym na czysty kosz Collinsie dał ATL dwa wolne i posiadanie, a głupi faul Bogdanovicia w końcówce dający Embiidowi four-point play nie wystarczył. Szkoda. Mecz kończy się wynikiem 128:124. Było blisko, tym bardziej biorąc pod uwagę żenujący początek.

Sixers niestety trafili na wyborną dyspozycję strzelecką rywala samemu grając parodię koszykówki na początku meczu. Brak skupienia i zaangażowania, brak pomysłu… Dopiero w połowie trzeciej kwarty mogliśmy zauważyć sygnały powrotu do mentalności Philly i hustlerskiej gry, która nasiliła się w ostatnich minutach. Niestety – za późno. Dwa razy więcej trafionych trójek Atlanty niestety załatwiło mecz, tak samo, jak 19 strat. Czekamy na rewanż!