Philly Cheesesteak

Jest listopad 2011 roku. Z Muzeum Medycznym (The Mütter Museum) przy The College of Physicians w Filadelfii kontaktuje się 80 – letnia emerytowana patolog Lucy Rorke – Adams. Twierdzi, że chce przekazać muzeum niezwykły podarunek.

18 kwietnia 1955 roku w szpitalu Princeton w New Jersey umiera Albert Einstein. Obowiązek przeprowadzenia sekcji zwłok przypada patologowi Thomasowi Stoltz Harvey`owi. Einstein chciał, aby po śmierci skremować jego ciało, żeby nie stało się ono obiektem badań. Harvey ma to gdzieś. Wycina mózg fizyka i tnie go na 240 części oraz tworzy 1000 slajdów z tkanką mózgową.

Udaje mu się uzyskać pozwolenie wkurzonej rodziny na badania nad mózgiem Einsteina. Część mózgu zachowuje dla siebie, a resztę rozsyła naukowcom po różnych uniwersytetach. Za swoją samowolkę traci jednak pracę w szpitalu. Przez kolejnych kilkadziesiąt lat części mózgu Einsteina trzyma w dwóch słojach w lodówce na piwo. Na starość przekazuje je uniwersytetowi w Princeton.

Natomiast slajdy z tkanką mózgową krążyły po różnych patologach i instytucjach. I tak około 200 z nich znalazło się w posiadaniu Lucy Rorke – Adams, która postanowiła przekazać je ku potomnym w darze do Mütter Museum w Filadelfii. Dziś jest to jedno z dwóch miejsc na świecie (drugie to National Museum of Health and Medicine w Silver Spring, MD), gdzie można podziwiać części mózgu twórcy teorii względności. Jest to bez wątpienia jeden z najdziwniejszych eksponatów w tym i tak osobliwym muzeum.

Einstein`s brain
Slajdy z mózgiem Einsteina (foto: Mutter Museum)

Tak samo dziwny był tydzień w wykonaniu naszej ekipy. Zaczął się nagrodą gracza miesiąca dla Embiida, co było oczywistą oczywistością. Center potwierdził słuszność wyboru przechodząc się po dobrze grających w tym sezonie Hornets. Drużyna przedłużyła swoją serię zwycięstw do czterech.

No a potem dostaliśmy bęcki do CJ-a Elleby (kto?) i 76 – letniego Carmelo z Blazers, którzy grali bez Lillarda i McColluma. Embiid niszczył Portland do przerwy, ale złapał kontuzję i w drugiej połowie nie istniał. Ten mecz pokazał jak kluczowym elementem obrony jest Simmons. Jego pauza w tym meczu była bardzo widoczna, co podkreślał Doc:

Myślę, że brakował nam obecności Bena na całym parkiecie. On przewodzi naszej defensywie. W obronie graliśmy bardzo źle jako drużyna, ale w ataku było jeszcze gorzej

Przyznaje się, że musiała mnie dopaść jakaś pomroczność jasna, kiedy pisałem w jednym z ostatnich felietonów, że Curry po covidzie gra jak dawniej. Widać, że nie może dojść do siebie, bo absolutnie nic nie trafiał i ewidentnie nie był sobą. Lekkie światełko w tunelu widać było w meczu z Nets, kiedy zaczęło w końcu coś wpadać. Również wciąż leją się me łzy rzęsiste nad małą liczbą minut dla Maxeya.

Cieszy mnie fakt, że wtopa z Blazers nie podłamała naszych i odbili się z Brooklynem. Wprawdzie tamci grali bez Duranta i Irvinga, ale takiej wygranej Sixers potrzebowali. Nasza żelazna pierwsza piątka nie przegrywa. Powoli też przyzwyczajam się do faktu żeby nie oczekiwać już żadnych fajerwerków w box score od Greena. Jest jakże potrzebnym zadaniowcem od małych rzeczy wnoszącym do ekipy swoje mistrzowskie doświadczenie.

Slajdy z mózgiem Einsteina to niewątpliwie najdziwniejszy eksponat w filadelfijskim Mütter Museum. Również ten sezon NBA będzie jednym z najdziwniejszych. Drużyny będące na topie mogą nagle przegrać mecz, gdzie na ich zwycięstwo u buka był kurs 1,01. Wystarczy hasło “protokół covidowy” i optyka drużyny zmienia się diametralnie. Dlatego 17-7 Sixers wygląda więcej niż zacnie, mimo tych wszystkich przeciwności. Jedziemy dalej!

PS. A my nie śpimy, tylko głosujemy!