Nerlens Noel nie zadebiutuje w tym sezonie w NBA, ale to nie znaczy, że ma wakacje, imprezuje, gra w kręgle czy robi inne Bynum-podobne bzdury. Noel normalnie ćwiczy tak często jak inni, z trenerem Brownem i osobistymi asystentami. Jeszcze nie drużynowo, na to ma przyjść czas pod koniec sezonu. Jeździ na mecze, nawet wyjazdowe. Ogląda analizy wideo, bierze udział w spotkaniach zespołu. “Chcę, żeby dużo mnie słuchał. Chcę, żeby był świadkiem zebrań gdy jest wesoło, gdy jest smutno, gdzie jest po prostu prawdziwie. Lubię zadawać mu różne pytania podczas meczów” – mówi Brett Brown.

Ale Noel najwięcej skupia się na treningach i siłowni. To wszystko nie tylko po to, by sprawnie przejść przez proces rehabilitacji, ale by nabyć nowe umiejętności, przybrać na masie i być dobrze przygotowanym do gry w NBA. Noel znany jest jako potencjalnie świetny obrońca i blokujący, ale to tylko potencjał i nikt w Philadelphii nie ukrywa, że przed zawodnikiem jeszcze wiele nauki.

Dlatego trener Brown uczy go koszykowki “od podstaw”. Dokładnie chodzi o grę w ataku, bo Philadelphia chce zrobić z Noela nie tylko obrońcę chroniącego własny kosz, ale także zagrożenie w ataku. Stąd wielogodzinne nauki rzutu, nie tylko w pomalowanym, ale takze na półdystansie. “Jestem bardzo zadowolony z tego, jak on poprawił swój rzut” – komplementuje Brown. Noel ma być oczywiście typem “post playera” (zawodnik grający fizycznie w pomalowanym, czujący się komfortowo tyłem do kosza) ale ćwiczy tez rzuty wolne oraz pół-dystansowe. Brown zdradził, że Noelowi bardzo się podobają rzuty z daleka w stylu Kevina Garnetta i chciałby się nauczyć także tego.

Brett Brown ma reputację trenera, który doskonale uczy i potrafi wydobyć z zawodników to, co w nich najlepsze. Można mieć nadzieję, że jego wypowiedzi i pochlebstwa na temat Nerlensa dochodzące z Philadelphii to nie tylko dobry PR i polityczna poprawność, ale rzeczywiście fakty…