Czego chce Sam Hinkie?

Draft już za nami, więc media spekulują o kolejnych ruchach Sama Hinkiego zaznaczając, że jest on kimś, kto nie boi się sprzedawać zawodników. Hinkie pozbył się Jrue Holiday’a by zacząc po swojemu na nowo z młodymi talentami, ale nie znaczy to, że oni są przyszłością tego klubu. Philly.com pisze, że w latach 2010-12 gdy Hinkie pracował dla Rockets, wybrał sześciu zawodników w pierwszej rundzie draftu. Dzisiaj gra tam tylko jeden (Terrence Jones), resztę poświęcono w kolejnych transferach.

Obecni zawodnicy Sixers nie są łakomymi kąskami dla innych zespołów, ale młode talenty z draftów, czy też prawa do przyszłych wyborów, to już całkiem inna historia. Może się więc okazać, że plan jaki my, kibice, zobaczyliśmy w działaniach Hinkie’go (poświęcenie przyszłego sezonu, by jak najlepiej wykorzystać dwa pierwszorundowe wybory z draftu 2014) okaże się błędny. Philly.com upiera się, że Hinkie może chcieć zamiast tego zrobić to, co próbował przez cały czas w Rockets – sprowadzić gwiazdę. Tam ostatecznie udało mu się z Jamesem Hardenem, ale w Sixers ma o wiele większe środki na podpisanie wolnych agentów, więc jak będzie – czas pokaże. Na wszelki wypadek lepiej się jednak nie przywiązywać do Noela, Cartera-Williamsa czy Kazemi’ego, żeby uniknąć rozczarowań jak to było w momencie oddania Andre Iguodali czy Jrue Holiday’a…