Draft 2020 – czego możemy się spodziewać?

Kontynuacja sezonu 2019/20 wciąż stoi pod znakiem zapytania. Choć działacze kombinują jak tylko mogą pod względem redukcji strat liczonych w setkach milionów, to wciąż nie możemy być pewni tego, że sezon zostanie dokończony. W USA przez COVID-19 zmarło już ponad 75 000 osób, a kolejny milion osób pozostaje zarażony. Z tego powodu rozgrywki koszykówki uniwersyteckiej w Stanach zostały oficjalnie anulowane, co sprawia, że spojrzenie na tegoroczny Draft będzie zupełnie inne, niż w poprzednich latach. Młodzi gracze bowiem mieli okazję prezentować się na parkietach jedynie do marca, bez rywalizacji w najważniejszych turniejach. Przed Draftem więc dodatkowymi informacjami na temat zawodników będą już tylko Draft Combine oraz indywidualne treningi.

Z tego powodu warto przyjrzeć się młodym zawodnikom, którzy mogliby pomóc naszej ekipie w kolejnych rozgrywkach. Na starcie tego artykułu warto ustalić pewne założenia odnośnie kształtu naszej ekipy w nadchodzącym sezonie:

  1. Brak aktywności na rynku transferowym.
  2. Kończą się kontrakty trzech zawodników, którzy najprawdopodobniej z nami nie zostaną: Alec Burks i Glenn Robinson III będą szukać większych pieniędzy po niezłym sezonie w GSW, a dla Kyle’a O’Quinna (przy pozostających na kontraktach Embiidzie, Horfordzie, Pelle i kończącym niezły sezon w G-League Koumadje) po prostu może zbraknąć miejsca, jeśli Sixers nie będą handlować Horfordem. Raul Neto również pozostanie bez kontraktu, ale możliwe, że Sixers postanowią go zostawić w składzie ze względu na niską cenę oraz zapotrzebowanie na pozycji PG, o ile nie wydraftują kogoś na jego miejsce i/lub nie znajdą lepszej opcji na rynku wolnych agentów.
  3. Marial Shayok dostanie minimalny rookie contract, podobny do tego Shake’a Miltona.
  4. Christ Koumadje otrzyma kontrakt typu two-way.
  5. Sezon zakończy się z takim układem tabeli, jaki prezentuje się w tej chwili, co daje Sixers 22. pick OKC, 34. pick Hawks, 36. pick NYK, 49. pick własny i 59. pick Lakers.
  6. Używając 22. picku OKC i 34. picku Hawks oraz drugorundowego picku z jednego z następnych draftów Sixers będą usiłować zdobyć wyższy pick w przedziale 16-20.
  7. 49. pick zostanie przehandlowany na przyszły wybór drugiej rundy draftu.

Trochę jest tych założeń, co nie? Jednak wszystkie są jak najbardziej uzasadnione i poparte doniesieniami lub wcześniejszymi działaniami Sixers. Pewnym jest że zachowamy maksymalnie dwa drugorundowe wybory i że będziemy próbować wynegocjować wyższy wybór, by zdobyć jednego z graczy, którzy najbardziej pasują do zapotrzebowania drużyny. Zgodnie z moimi hipotetycznymi założeniami zostaniemy więc z:

  • wyborem w przedziale 16-20;
  • 36. wyborem;
  • 59. wyborem.

A także z kadrą:

  • PG: Ben Simmons, Shake Milton, Raul Neto (?)
  • SG: Josh Richardson, Matisse Thybulle, Zhaire Smith
  • SF: Furkan Korkmaz,  Marial Shayok
  • PF: Tobias Harris, Mike Scott
  • C: Joel Embiid, Al Horford, Norvel Pelle, Christ Koumadje (TW)

Brakuje nam więc dwóch zawodników do podstawowego rosteru oraz jednego gracza na kontrakcie two-way, który najprawdopodobniej zostanie zaoferowany jednemu z graczy z drugiej rundy draftu, w zależności od tego, czy 36. numer draftu będzie NBA-ready i czy podpiszemy Raula Neto. Jeśli nie, wtedy Sixers będą musieli znaleźć na rynku wolnych agentów albo back-up PG, albo solidnego strzelca i/lub obrońcę na pozycję PF.

Tym, czego oczywiście brakuje Sixers, jest spacing. Strzelców wokół siebie potrzebują nasze trzy największe gwiazdy (sorry Tobi) – Joel Embiid, Ben Simmons i Al Horford. Bez większej siły rażenia zza łuku wiele się nie zmieni. Strefa podkoszowa znów będzie zaczopowana, a potencjał Joela jako kreatora miejsca na parkiecie, tak pięknie uwalniany wcześniej przez J.J. Redicka, będzie marnowany. Im więcej miejsca zrobimy Benowi i Joelowi w pomalowanym, tym większe mamy szanse na sukces. Najprościej mówiąc.

Dlatego priorytetem na wybór w pierwszej rundzie jest dla Sixers zdecydowanie strzelec, a najlepiej gracz w stylu 3&D. Idealne uzupełnienie każdej mistrzowskiej drużyny. Żaden z naszych zawodników w tym sezonie nie wpasowywał się w tę rolę idealnie, lecz każdy z nich może dużo bardziej rozkwitnąć po oddzieleniu od siebie trójki Horford-Simmons-Embiid. Ta trójka nigdy nie powinna być razem na parkiecie, rozumiemy się? No to jedziemy dalej, czyli do graczy, którzy powinni nas zainteresować w pierwszej rundzie Draftu 2020.

 

Wybór z 16-20 numerem lub 22 w przypadku braku wymiany:

Saddiq Bey (przewidywany wybór: 12-22)

SF, 1999 rocznik, 203 CM, 209 CM rozpiętości ramion, 98 KG, 16.1 PPG, 4.7 RPG, 2.4 APG, 45% 3PT (2.5 na mecz)

Uniwersytet Villanova rozgrywa w Wells Fargo Center połowę swoich meczów. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że gracze żadnego uniwersytetu nie są tak dokładnie sprawdzani przez Sixers, prawda? Dwa lata temu pokusiliśmy się o wybór Mikala Bridgesa, którego mama na dodatek pracuje dla naszej organizacji, by błyskawicznie oddać go w wymianie. Wciąż ciężko oceniać ten ruch, jednak pewnym jest, że uczelnia z Pensylwanii jest jedną z najlepszych jeśli chodzi o kształtowanie przyszłych graczy NBA. Przykłady z ostatnich lat? Mikal Bridges, Jalen Brunson, Eric Paschall, Donte DiVincenzo, Josh Hart.

Dlatego trudno mi uwierzyć, że w czubie raportów skautingowych Sixers nie znajduje się Saddiq Bey, porównywany do Roberta Covingtona skrzydłowy. Bey ma 21 lat i jest jednym z najbardziej NBA-ready graczy tegorocznego naboru. Do jego największych zalet należą:

  • rzut zza łuku – aż 45% przy 175 próbach oddanych w trakcie 31 meczów tego sezonu. Świetnie sprawdza się jako catch’n’shooter;
  • dobra defensywa – zaawansowane wskaźniki defensywne ukazują go jako przeciętnego gracza po tej stronie parkietu, jednak nie bez powodu przydzielany był w tym sezonie do krycia najlepszych graczy ofensywnych przeciwnika z pozycji 1-4. Świetnie nawiguje przy zasłonach;
  • niezły przegląd parkietu, gra bez piłki oraz praca przy zbiórkach– choć żaden z niego Ben Simmons, to potrafi bardzo ładnie dostrzec podania, których nie widzą jego przeciwnicy, a także umiejętnie zastawia najlepszych zbierających przeciwnika przy zbiórce;
  • całkiem silny fizycznie, co pozwala mu ustać na nogach podczas zastawiania się przed centrami lub grania post up przeciwko większym rywalom;
  • rzadko traci piłkę, dobrze gra off-ball i odznacza się wysokim koszykarskim IQ – po prostu nie robi na parkiecie tego, w czym nie jest dobry;
  • zrobił bardzo duży progres w porównaniu do pierwszego roku – prawie dwa razy więcej punktów i asyst oraz o 7.5% lepsza skuteczność zza łuku i o 12.5% lepsza skuteczność z wolnych.

A jakie są jego wady?

  • słaby w koźle, nie potrafi wykreować własnego rzutu grając z piłką w ręku – zdecydowanie lepiej radzi sobie w grze off-ball;
  • zarzuca mu się słabą jak na jego rozmiary zbiórkę, jednak jest to spowodowane częściowo jego pro-zespołowym nastawieniem i blokowaniem zbierających przeciwnika zamiast polowania na swoje własne statystyki;
  • brak wyróżniających go kompetencji – robi prawie wszystko nieźle, a mało co bardzo dobrze, co może być zaletą lub wadą; niektórzy przewidują nawet problem z przeniesieniem celności zza łuku do NBA na podstawie ledwie 73% z linii rzutów wolnych w trakcie dwóch lat w college’u (64% na pierwszym i 77% na drugim roku).

Aaron Nesmith (przewidywany wybór: 16-23)

SF, 1999 rocznik, 198 CM, 208 CM rozpiętości ramion, 97 KG, 23 PPG, 4.9 RPG, 1,4 SPG, 52% 3PT (4.3 na mecz)

Nie trzeba mocno sięgać pamięcią, by uzmysłowić sobie, że kontuzje graczy potrafią nieźle namieszać w ich wartości w trakcie naboru do NBA (Porter Jr, Bol Bol). Ofiarą takiego stanu rzeczy padnie najprawdopodobniej również Aaron Nesmith, skrzydłowy z Vanderbilt w Tennessee, który w styczniu uległ kończącemu sezon urazowi stopy. Przez kontuzję Nesmith wystąpił w jedynie 14 spotkaniach swojego drugiego sezonu w NCAA, jednak cóż to były za spotkania!

W momencie odniesienia urazu Nesmith był nie tylko jednym z najlepszych punktujących w kraju z 23 punktami notowanymi średnio co noc – był również zdecydowanie najlepszym strzelcem spośród wszystkich marzących o NBA prospektów koszykówki uniwersyteckiej. 60 trafionych trójek (wiele oddawanych przynajmniej krok za linią), 52.2% celności i 4.3 celnej trójki na mecz – wszystkie te wyniki były najlepszymi w kraju! Przyjrzyjmy się więc Aaronowi troszkę bliżej, bo warto:

  • ELITARNY STRZELEC – 82.5% FT, 52% 3PT i 66% eFG to naprawdę imponujące liczby. Nesmith potrafi rzucać z każdej pozycji i w każdej sytuacji niczym J.J. Redick;
  • dobrze radzi sobie zarówno w grze on-ball, jak i off-ball – utalentowany ofensywnie i powinien móc dostarczać solidne liczby na najwyższym poziomie już od samego początku;
  • wysokie koszykarskie IQ – dobrze się ustawia, czyta grę, dostrzega partnerów i popełnia mało strat;
  • całkiem atletyczny, co pozwala mu szybko dostawać się pod kosz i nieźle zbierać jak na niespełna dwumetrowego zawodnika;
  • duży progres w porównaniu do pierwszego sezonu, kiedy rzucał 34% zza łuku i zdobywał 11 PPG – wciąż się poprawia i pracuje nad słabościami.

A na jakie wady uwagę zwracają obserwatorzy?

  • kontuzja stopy – nie grał w koszykówkę od stycznia, a to zawsze trochę uderza w szanse draftowe zawodnika (choć Sixers to nie zraża już od wielu lat);
  • zaawansowane wskaźniki defensywne ukazują go jako ujemnego obrońcę, choć nie radzi sobie wcale tak źle w tym aspekcie. Potrzebuje czasu by dojrzeć po tej stronie parkietu, choć nikt nie spodziewa się raczej, że będzie kiedykolwiek więcej niż delikatnie pozytywnym obrońcą;
  • ma problem z grą w kontakcie, co skutkuje niskim współczynnikiem oddawanych rzutów wolnych, choć prawie podwoił tę liczbę w stosunku do pierwszego roku. Z drugiej strony… często popełnia głupie faule. Tendencja jednak zdaje się powoli odwracać.

 

Wybór z numerem trzydziestym szóstym:

Killian Tillie (przewidywany wybór: 30-50)

PF/C, 1998 rocznik, 209 CM, 211 CM rozpiętości ramion, 100 KG, 13.6 PPG, 5.0 RPG, 1.0 SPG, 40% 3PT (1.5 na mecz)

Killian Tillie to gracz, którego łatwo przegapić, jeśli patrzy się tylko na statystyki pozbawione kontekstu. Spędził cztery lata na uczelni, w trakcie których na trzecim roku utracił pozycję startera, a w ostatnim sezonie notował średnie na poziomie 13.6 PPG i 5.0 RPG grając głównie jako center. Nic imponującego, prawda?

Trzeba zwrócić jednak uwagę na kilka kwestii. Pierwsza – grał na Uniwersytecie Gonzaga. Jednej z czołowych uczelni, która w sezonie regularnym za czteroletniej kadencji Tillie osiągnęła bilans 65-3. W 2017 roku byli nawet wicemistrzami NCAA! Gonzga słynie z tego, że zawodnicy rzadko spędzają wielkie minuty na parkiecie, więc ich absolwenci nie mają imponujących statystyk w porównaniu do graczy wybieranych obok nich w drafcie. Sam Tillie w trakcie swojej gry dla Gonzagi walczył o minuty z wieloma graczami którzy dostali się później do NBA (Rui Hachimura, Brandon Clarke, Jonathan Williams, Zach Collins), co również wpływało na osiągane przez niego liczby oraz czas spędzany na parkiecie. I co chyba najważniejsze – w ciągu ostatnich dwóch lat przeszedł operację kolana i leczył uraz kostki, co spowodowało utratę miejsca w składzie w zeszłym sezonie na rzecz Hachimury i Clarke’a w związku z powracaniem do formy.

Co jednak jest w Tillie’m na tyle wyjątkowego, że powinniśmy się nim zainteresować?

  • to, czego potrzebujemy najbardziej – trójki – to firmowy znak Killiana. Tegoroczne 40% to najgorsza celność jaką notował w trakcie swojego pobytu na uczelni, co miało związek między innymi ze zwiększonym wolumenem prób. W ciągu czterech lat w college’u oddał 239 rzutów zza łuku, z czego trafił 44.4%!
  • świetny partner do gry w pick’n’pop i pick’n’roll dzięki swoim nienagannym kompetencjom strzeleckim oraz wysokiemu BB IQ. Potrafi rzucać z każdej pozycji i w każdej sytuacji, a jego wzrost daje mu dodatkową ochronę przed blokami;
  • bardzo dobrze czyta grę i dostrzega partnerów, co dodaje mu wartości po ofensywnej stronie parkietu, a do tego bardzo rzadko traci piłkę (1.88 AST/TO);
  • szybki jak na swój wzrost, bardzo dobra praca nóg i do tego fajnie biega off-ball;
  • brak rażąco słabych punktów w koszykarskim rzemiośle.

A co przemawia przeciwko Killianowi?

  • wiek – jako 22-latek jest jednym z najstarszych graczy obecnych w mockach draftowych. Niektórzy twierdzą, że nie ma do zaoferowania wiele więcej niż to, co pokazał w collegu, co jest dość śmieszne biorąc pod uwagę, że szczytowy moment kariery gracza NBA to zazwyczaj 28-29 lat. Faktem jest jednak, że po seniorze można oczekiwać lepszych liczb niż te, które notował na swoim koncie Tillie, nawet biorąc pod uwagę wcześniej przytoczone argumenty;
  • historia urazów – uraz kostki, operacja kolana… Takie rzeczy nigdy nie rokują dobrze w przypadku młodego gracza;
  • jedynie 7.3 zbiórki na 36 minut w tym sezonie, co jest słabym wynikiem biorąc pod uwagę to, że grywał głównie jako center.

Cassius Winston (przewidywany wybór: 35-50)

PG, 1998 rocznik, 185 CM, 193 CM rozpiętości ramion, 84 KG, 18.6 PPG, 5.9 APG, 1.2 SPG, 43% 3PT (2.4 na mecz)

Kolejny senior, ponieważ uważam, że gracze spędzający całe cztery lata na uczelni często bywają pomijani przez skautów szukających “czystych talentów”. Warto spojrzeć na to trochę inaczej – Cassius Winston systematycznie rozwijał się przez cztery lata i jest dojrzałym jak na potencjalnego rookie graczem. Ma ograniczony potencjał, ale już najprawdopodobniej znajduje się na poziomie pozwalającym na grę w NBA. Wielu z najlepszych tegorocznych debiutantów spędziło na uczelniach właśnie 4 lata – Kendrick Nunn, Erick Paschall, a także nasz Matisse Thybulle!

Patrząc na grę rozgrywającego Michigan State od razu nasuwają mi się skojarzenia z Kembą Walkerem. Ograniczeni defensywnie niscy gracze, którzy świetnie palą zza łuku i wyróżniają się bardzo wysoką boiskową inteligencją. Szkoda, że Cassiusowi brakuje eksplozywności rozgrywającego Celtics, bo wtedy na pewno czekałaby go świetna kariera, choć i bez tego wydaje się bardzo intrygującym prospektem:

  • prawdziwy generał parkietu, który widzi więcej niż inni – świetnie sprawdza się w kreacji gry. Jest rozgrywającym który bardzo dobrze znajduje balans między obdarzaniem kolegów kluczowymi podaniami a samodzielnym zdobywaniem punktów;
  • utalentowany strzelec43% zza łuku w ciągu całej kariery w Michigan, czyli przy próbie 602 oddanych trójek! Jego mechanika rzutu wygląda bardzo osobliwie, trochę ciągnie z klaty, ale nie zawodzi – pull-up, off dribble, catch’n’shoot… Pełen arsenał!
  • nieustannie poprawia swoją grę od pierwszego roku i jest uważany za jednego z najlepszych graczy uniwersyteckich na swojej pozycji;
  • utalentowany ofensywnie – pokazuje pełen pakiet zdolności ofensywnych przy wykańczaniu akcji – layupy, floatery i półdystans nie są mu obce.

A co przemawia na niekorzyść Winstona?

  • warunki fizyczne – mając 185 cm wzrostu trzeba być naprawdę dobrym, by mieć realny wpływ na wyniki swojej ekipy w NBA. Będący tego samego wzrostu Raul Neto nie przekonał nas w tym sezonie do siebie w 100%;
  • wiek – podobnie jak opisywany wyżej Tillie;
  • ujemny obrońca – gracze o jego wzroście rzadko są dobrymi defensorami i Cassius nie jest tu niestety wyjątkiem. Brakuje mu centymetrów i nie nadrabia tu atletycznością;
  • popełnia bardzo dużo strat (3.5 PER36), co jest związane z jego umiłowaniem do wykonywania ekwilibrystycznych podań.

 

Czterech przedstawionych wyżej graczy to jedynie kropla w morzu tegorocznych prospektów, jednak pozwala nam to na pewien ogląd sytuacji jak może wyglądać nasza podstawowa rotacja w przyszłym roku w obliczu braku transferów:

  • G: Ben Simmons, Matisse Thybulle, Shake Milton, (Raul Neto/Cassius Winston)
  • F: Tobias Harris, Furkan Korkmaz, Josh Richardson, (Saddiq Bey/Mike Scott)
  • C: Joel Embiid, Al Horford

Wymienna gra Horforda i Embiida, która dzięki ograniczeniu minut JoJo do maks 32 oraz dawaniu mu odpocząć w meczach B2B może pozwolić na zachowanie świeżości przez obu podkoszowych. Shake Milton dzielący rolę strzelca na pozycji numer 2 przy Simmonsie oraz głównego ball-handlera dla rezerwowego składu poza momentami wykorzystywania jako PG Winstona lub Neto. Saddiq Bey, jeśli będzie gotów by pełnić swoją rolę, grający głównie jako zmiennik Tobiasa Harrisa. Ja to widzę.

Ale prawdą jest, że widzę to nawet, jeśli nasze wybory w drafcie okażą się bustami. Ponieważ nasza kadra, choć nieidealna, ma niesamowity potencjał. Potencjał, który przy odpowiednim ustawieniu i z odpowiednim nastawieniem może zaprowadzić nas na szczyt. Pozostają więc pytania – czy sztab szkoleniowy poradzi sobie wreszcie z tym ładunkiem talentu i czy zawodnicy są gotowi, by zostać mistrzami?