Po fatalnym meczu z Raptors, Joel Embiid w kolejnym spotkaniu poprowadził 76ers do zwycięstwa nad Sacramento. Na spotkanie wyszliśmy naszą najmocniejszą piątką Simmons-Richardson-Harris-Horford-Embiid. Od pierwszych minut narzuciliśmy swój styl gry. Szczególnie zmotywowany był Joel, który szybko chciał zmazać plamę po zerowym dorobku w meczu poprzednim i w pierwszej akcji odnotował poster dunk.

Po dobrej grze w obronie, oraz zespołowej w ataku pierwszą kwarte wygrywamy 25 do 18. Sixers pozwalają na najmniej rzutów zza łuku, a jak wiemy to wielka broń Kings. Ich najlepszsgo strzelca, Buddy Hielda udało się zatrzymać na 22 punktach. Oddał 24 rzuty i trafił tylko 9, więc zadanie dobrze wykonane. Szczególnie zadowolony może być Thybulle, to on go blokował i zabierał piłkę w koźle.

Druga kwarta nie była już tak dobra. Bogdanovic oraz Dedmon dali kopa swojej drużynie. Gra się wyrównała, nie było już tak dobrze w obronie i rywale nas doszli. Brown rotował składem, jednak to rezerwy Kings tego dnia byli lepsi. 43 do 19 to wynik rezerwowych. Gdyby odjąć genialnego Thybulle to byłaby przepaść. Matisse zagrał najlepszy mecz w dotychczasowej karierze. Zdobył 15 punktów, 5/5 z gry oraz 3/3 za trzy. Miał do tego 4 przechwyty oraz 2 bloki!

To głównie dzięki niemu udało się odskoczyć w trzeciej kwarcie. Znów lepsza obrona, która napędzała kontry i łatwe punkty. Simmons trochę agresywniejszy, dalej moc pokazywał Embiid, dobrze wyglądała gra Sixers. Od trzeciej kwarty musieliśmy sobie radzić bez Richardsona, który jest w świetnej formie. Po przerwie nie wrócił już do gry, z powodu naciągnięcia mięśnia w nodze.

W czwartej kwarcie prowadziliśmy już 16 punktami. Udało się bez problemów dowieźć zwycięstwo do końca, mimo, że Kings próbowali szarpać. Wygrywamy spotkanie w którym tragicznie rzucamy za 3, na 19%. 5 na 26 w tym elemencie.

MVP spotkania Joel Embiid, 33 punkty, 16 zbiórek oraz 2 bloki. Jeśli Gasol miał obudzić bestie, to dobrze że dał mu taką lekcję. Kolejne spotkanie z piątku na sobotę w Nowym Jorku z Knicks.