Joel Embiid

Lekarze po prześwietleniu prawego kolana Joela Embiida zdiagnozowali u niego małe uszkodzenie łąkotki. Koszykarz ma status “day to day”, a więc wciąż jest możliwe, że wróci na niedzielny mecz rozpoczynający serię z Atlantą Hawks. Trener Doc Rivers nie jest jednak w stanie potwierdzić faktycznego powrotu Embiida, więc może się okazać, że przerwa będzie dłuższa.

Embiid przez około 20 minut trenował przed finałowym meczem z Washington Wizards, co jest na pewno dobrą wiadomością. Jak tłumaczą lekarze, małe uszkodzenie łąkotki może istnieć bez symptomów i u wielu koszykarzy być nie wykryte do czasu, aż kolano zostanie prześwietlone z innego powodu. Nie chodzi tylko o rozmiar pęknięcia, ale także jego umiejscowienie, dlatego każda tego typu kontuzja jest inna. Większe uszkodzenie często kończy się operacją kończącą sezon.

Embiid miał na pewno dużo szczęścia, że skończyło się na małym urazie, ale nie ma innych powodów do optymizmu. Niestety lekarze twierdzą, że nawet jeśli taka kontuzja pozwala na grę, to zawodnik będzie nieustannie odczuwał dyskomfort związany z bólem i opuchlizną. Na dodatek sytuacja musi być monitorowana, żeby kontuzja się nie pogorszyła i nie groziła operacją oraz powracającymi problemami na dalszych etapach kariery.

Wygląda więc na to, że Joel Embiid nawet jeśli jest w stanie grać, to nie w pełni sił. Sixers najprawdopodobniej będą mieli ciężką decyzję do podjęcia, decydując o dacie jego powrotu do gry. Z kolei my będziemy już do końca play-offs obawiać się, czy stan kolana Embiida po którymś z meczów nie pogorszy się, co będzie oznaczać dla niego nagły koniec rozgrywek.

Na razie można przypuszczać, że Sixers są w stanie wygrać spotkanie przeciwko Hawks bez Kameruńczyka, ale bez niego na dłużej ciężko im będzie wygrać całą serię. Ewentualne finały konferencji bez niego to już ryzyko “sweepa” od Milwaukee Bucks lub Brooklyn Nets. Chyba najgorsze co się może stać, to sezon, w którym liczymy na finały NBA, zakończony przedwcześnie w związku z kontuzją lidera zespołu…